Saryusz-Wolska w „FAZ”: pamięć o Holokauście poza obozami
26 stycznia 2026
W Polsce i wschodniej Europie są setki masowych grobów Żydów zamordowanych w czasie niemieckiej okupacji w bezpośrednim sąsiedztwie miejsc, gdzie mieszkali – pisze na łamach niemieckiego dziennika „Frankfurter Allgemeine Zeitung” (FAZ) profesor Magdalena Saryusz-Wolska, dyrektorka Niemieckiego Instytutu Historycznego w Warszawie.
W artykule, opublikowanym w przeddzień Międzynarodowego Dnia Pamięci o Ofiarach Holokaustu, polska naukowczyni wskazuje, że „tym, co odróżniało Holokaust w Europie Zachodniej od tego w Europie Wschodniej, jest logistyka zbrodni”.
„Podczas gdy większość zachodnioeuropejskich Żydów była transportowana pociągami setki i tysiące kilometrów do miejsc Zagłady, ludobójstwo na Wschodzie odbywało się w pewnym sensie ‚na miejscu'. Pozostałości sześciu niemieckich obozów zagłady – Auschwitz, Bełżca, Kulmhofu, Majdanka, Sobiboru i Treblinki – znajdują się dziś na terenie Polski. W niezliczonych przypadkach miejscowe ofiary żydowskie nie były jednak nigdzie deportowane, lecz rozstrzeliwane w bezpośrednim sąsiedztwie swoich domów. Ich groby do dziś znaczą krajobraz” – czytamy.
Nikt nie poniósł kary
Autorka opisuje m.in. miejsce pamięci w Brzozowie w południowo‑wschodniej Polsce, stworzone przez stowarzyszenie na rzecz zachowania wielokulturowej historii miasta. „Mauzoleum” mieści się w miejscu, gdzie 10 sierpnia 1942 r. niemieccy funkcjonariusze policji bezpieczeństwa i policji porządkowej rozstrzelali kilkuset Żydów. Ich ciała, według relacji świadków, wrzucono do wykopanego przez robotników przymusowych dołu.
„Za morderstwa w Brzozowie nikt do dziś nie poniósł odpowiedzialności karnej” – pisze autorka. Według niej masowa egzekucja w Brzozowie pojawia się jedynie marginalnie w niektórych śledztwach Głównej Komisji Badania Zbrodni Hitlerowskich w Polsce oraz zachodnioniemieckich prokuratur dotyczących innych przestępstw. Na podstawie tych akt udało się zrekonstruować kilka nazwisk spośród około tuzina niemieckich sprawców.
Egzekucja w Brzozowie była częścią „akcji Reinhardt”, którą berliński historyk Stephan Lehnstaedt określa „rdzeniem Holokaustu”. Według najnowszych badań w ciągu zaledwie półtora roku, od wiosny 1942 r. do późnej jesieni 1943 r., zamordowano 1,8 miliona polskich Żydów – prawie jedną trzecią wszystkich ofiar Holokaustu. Większość została deportowana z gett do specjalnie stworzonych na potrzeby akcji obozów zagłady, Treblinki, Bełżca i Sobiboru, i tam zgładzona. Jednak – jak wskazuje Saryusz-Wolska – za „akcją Reinhardt” kryje się jednak znacznie więcej niż tylko obozy.
„Polski historyk Holokaustu Dariusz Libionka zwraca uwagę, że masowe rozstrzeliwania były integralną częścią mordowania Żydów w okupowanej przez Niemców Polsce. Ze względu na złożoność wydarzeń nie można obliczyć skali tych zbrodni jako prostej różnicy między liczbą ofiar ‚akcji Reinhardt' a liczbą ofiar trzech obozów. Trzeba raczej pogodzić się z tym, że nigdy nie poznamy dokładnej liczby ofiar” – dodaje autorka.
Według niej w Polsce są setki masowych grobów ofiar Holokaustu. „Prawdopodobnie większość z ponad tysiąca cmentarzy żydowskich w kraju zawiera mniejsze i większe groby ofiar Holokaustu. Często tylko tablica pamiątkowa przy wejściu przypomina o ofiarach. Na samym cmentarzu próżno szukać miejsca, w którym zostali pochowani. Do tego dochodzą miejsca pochówku poza cmentarzami: podczas gdy niektóre są starannie pielęgnowane, zazwyczaj przez lokalne stowarzyszenia zajmujące się dziedzictwem żydowskim, inne można z trudem odnaleźć w zaroślach” – czytamy.
Identyfikacją nieznanych jeszcze miejsc pochówku zajmują się fundacja „Zapomniane” oraz komisja rabiniczna ds. cmentarzy. Od 2014 roku jej pracownicy zidentyfikowali 72 groby, które oznaczyli tablicami pamiątkowymi; obecnie prowadzą badania w 120 kolejnych miejscach.
„Rozproszony Holokaust”
Według Saryusz-Wolskiej termin „Holokaust od kul”, używany dla opisania Zagłady poza obozami, jest „kontrowersyjny ze względu na skupienie się na sposobie zabijania”. Jak wskazuje autorka, polska kulturoznawczyni Roma Sendyka mówi o „rozproszonym Holokauście”, aby zwrócić uwagę na przestrzenne rozproszenie tych zbrodni. Mordowanie Żydów w Europie Wschodniej nie koncentrowało się ani w dużych i dobrze zbadanych gettach w Warszawie, Krakowie czy Rydze, ani w znanych obozach, takich jak Auschwitz, Bełżec czy Treblinka. Miało ono miejsce raczej wszędzie” – pisze. I dodaje, że w Polsce „toczą się burzliwe dyskusje na temat roli lokalnej ludności w tych wydarzeniach”.
Autorka pisze także, że „klimat polityczny w Polsce nie sprzyja pracom naukowym na temat Holokaustu”. „Szczególnie jeśli chodzi o badania nad Holokaustem na polskiej prowincji oraz przemocą antyżydowską w polskim społeczeństwie jest duże ryzyko ostrych sporów. Nie wiadomo, czy lokalne stowarzyszenia, które w wielu miejscach dbają o skromne miejsca pamięci, będą jeszcze długo kontynuować swoją działalność bez wsparcia państwa” – dodaje Saryusz-Wolska.
Pielęgnujmy tę pamięć
Jej zdaniem skupienie uroczystości upamiętniających ofiary Zagłady w miejscach takich jak Muzeum Auschwitz-Birkenau czy Pomnik Bohaterów Getta w Warszawie, „jest z pewnością pragmatyczne, ale stwarza fałszywe wrażenie, że Holokaust miał miejsce wyłącznie za wysokimi murami obozów i wielkich gett, w oderwaniu od świata zewnętrznego”.
„W uroczystościach w centralnych miejscach pamięci uczestniczą szefowie rządów i głowy państw. Aby zorientować się w skali rozproszonego Holokaustu w Europie Wschodniej, można by zastanowić się, ilu przedstawicieli Niemiec i Polski, Ukrainy, Litwy, Łotwy i Białorusi byłoby potrzebnych, gdyby w każdym miejscu w Europie Wschodniej, w którym niemieccy sprawcy rozstrzelali setki ludzi podczas II wojny światowej, odbywały się uroczystości. Trzeba by zmobilizować całe parlamenty” – pisze autorka.
Podkreśla, że „sama skala tych zbrodni nie może powstrzymać nas od podjęcia próby wspólnego pielęgnowania zdecentralizowanej kultury pamięci o rozproszonym Holokauście”.