Marsz Żywych. Przeciw antysemityzmowi
15 kwietnia 2026
Jak mówić o Holokauście, gdy zabraknie ocalałych? To pytanie pada od lat, zwłaszcza podczas obchodów kolejnych rocznic wyzwolenia niemieckich obozów koncentracyjnych i zagłady, szczególnie obozu Auschwitz-Birkenau. Z roku na rok jest ich coraz mniej, a stan zdrowia wielu nie pozwala im nawet przybyć na te uroczystości. Najmłodsi mają wszak już ponad 80 lat.
W sztafecie pokoleń pałeczkę mieli przejąć ich potomkowie, którzy wprawdzie sami Holokaustu nie przeżywali, ale jego wspomnienie towarzyszyło im od małego.
Żydzi znów na celownikach
Wszystko zmienił 7 października 2023 roku. Żydzi znów ginęli, dlatego że byli Żydami.
Marsz Żywych w Oświęcimiu jest ukoronowaniem wielodniowego, a niekiedy i wielotygodniowego intensywnego kursu wiedzy dla młodych Żydów o tym, czym było „ostateczne rozwiązanie kwestii żydowskiej”. W tym roku pojawili się tam ludzie, którzy przeżyli jeden z trzech ubiegłorocznych zamachów o podłożu antysemickim: chanukową masakrę na plaży Bondi Beach w Australii z 14 grudnia (16 zabitych, 38 rannych), atak na synagogę w angielskim Manchesterze z 2 października, kiedy był obchodzony Jom Kipur, najważniejsze żydowskie święto (dwie osoby zginęły, trzy zostały poważnie zranione), czy strzelaninę przed Stołecznym Muzeum Żydowskim w Waszyngtonie z 22 maja 2025), kiedy zginęło dwoje pracowników ambasady Izraela w USA.
Nieodrobione zadanie z historii
Ocalali z antysemityzmu nie czują się dziś już bezpiecznie w społeczeństwach, w których nadal żyją. Przyznają to otwarcie. Pewnie właśnie dlatego przyjechali do Oświęcimia, tak jak to od lat robią ocalali z Holokaustu.
– Mówiliśmy „Nigdy więcej!”, a to się wciąż zdarza – mówi DW Yoni Finley, który przeżył zamach w Manchesterze. – To, że jesteśmy tutaj, z tysiącami innych ludzi, ma pokazać, że walczymy z antysemityzmem i musimy w tej kwestii zrobić wszystko, co tylko potrafimy.
Abbie Talmoud jest ocalałą z zamachu w Waszyngtonie, w którym zginęli jej przyjaciele, Sarah Milgrim i Yaron Lischinsky – para, która w tym właśnie tygodniu miała się zaręczyć. Dosięgły ich kule zamachowca, który krzyczał: „Wolna Palestyna”.
– To zmieniło moje życie na milion sposobów – przyznaje Abbie w rozmowie z DW. – Przede wszystkim zrozumiałam, że nie odrobiliśmy swojego zadania z historii. Mówimy „nigdy więcej jest dzisiaj”, dlaczego więc to się mi zdarzyło? Dlaczego to się zdarzyło naszym przyjaciołom?
Nowi sprawiedliwi wśród narodów świata
– Gdy byłem więźniem Oświęcimia, byliśmy osamotnieni. Żaden kraj nas nie ratował. Sześć milionów z nas zostało zamordowanych – mówił Nate Leipciger z Kanady, urodzony w Chorzowie 98-letni ocalały z Holokaustu. Przemawiał do dziennikarzy jeszcze zanim kolejny Marsz Żywych ruszył do Birkenau. Oskarżał „pewne media”, że powtarzają to, co mówi Hamas, na przykład o popełnianym przez Izrael ludobójstwie. – Zapominają powiedzieć, że ich źródłem jest Hamas.
Leipciger podkreślił jednak, że „dzisiaj, inaczej niż w przeszłości, nie jesteśmy sami”. – Mamy państwo Izrael. Mamy sojuszników, kraje jak Stany Zjednoczone. Mamy organizacje i ludzi, którzy stoją po naszej stronie i są przeciwko nienawiści – powiedział, a tych, którzy przeciwstawiają się antysemityzmowi nazwał „nowymi sprawiedliwymi wśród narodów świata”.
– Historia nie powtarza się przez przypadek. Ona się powtarza, gdy kłamstwa są tolerowane, nienawiść wybaczana, a dobrzy ludzie milczą – mówił Nate Leipciger w byłym niemieckim obozie koncentracyjnym Auschwitz I. – Jeśli będziemy trzymać się razem, zapewnimy, że to miejsce pozostanie przestrogą, a nie przepowiednią – zakończył.
Szofar
O pierwszej po południu przed bramą z napisem „Arbeit macht frei” rozbrzmiał szofar, liturgiczny instrument wykonany ze zwierzęcego rogu, dając sygnał do wymarszu w trzykilometrową trasę do byłego obozu koncentracyjnego i zagłady Auschwitz Birkenau. Chwilę przedtem przemówił Baruch Adler, wiceprezes Marszu Żywych:
– Stoimy przed bramą Auschwitz I, przez którą Żydzi byli pędzeni do piekła. – powiedział. – Pójdziemy trasą dawnych marszów śmierci. Ale ten marsz nie jest marszem śmierci. Jest marszem żydowskiego oporu. Pomaszerujemy za zamordowanych Żydów, prowadzonych na rzeź. Pomaszerujemy, żeby okazać szacunek dla sprawiedliwych wśród narodów świata – kontynuował. Zakończył obietnicą, że żydowska historia będzie już zawsze trwać.
Jarmułki, turbany i hidżaby
Ruszyli. Było ich około siedmiu tysięcy, o tysiąc mniej niż przed rokiem. To z powodu wojny. Najpierw ocalali z Holokaustu, których było 50, w tym dziesięciu z Izraela. Przyjazd delegacji Izraela został wprawdzie odwołany z powodu wojny z Iranem, niespodziewany rozejm pozwolił jednak na wysłanie delegacji na ostatni moment.
Za ocalałymi ruszyli przedstawiciele sił zbrojnych Izraela. Za nimi szło bardzo dużo ludzi z różnych zakątków USA i Kanady – ich chyba było najwięcej. Na tablicach niesionych przez nich można było przeczytać, że jedna grupa to studenci, inna zaś – dorośli.
Potem szły Australia i Wielka Brytania. I bardzo liczne delegacje z Panamy i Argentyny.
Najczęstszym nakryciem głowy oczywiście była jarmułka. Nierzadko z gwiazdą Dawida lub herbem państwa maszerującej osoby pośrodku.
Turbanami i hidżabami wyróżniała się delegacja Sharaki, żydowsko-muzułmańskiej organizacji stworzonej w 2020 roku po podpisaniu Porozumień Abrahamowych przez ludzi z Izraela, Zjednoczonych Emiratów Arabskich i Bahrajnu.
Z ogromną flagą swojego kraju maszerowała spora delegacja węgierska. Za nią Łotwa i Ukraina, dalej Niemcy i Austria. Pochód kończyły dwie delegacje: kilkusetosobowa z Polski, chyba liczniejsza niż w poprzednich latach, oraz całkiem spora z Litwy.
Pochodnie w Birkenau
Uroczystości w Brzezince rozpoczął kadisz, modlitwa za zmarłych, a zakończyła „Hatikwa”, czyli „Nadzieja” – hymn Izraela. Przedtem jednak na scenie zostało zapalonych siedem pochodni, z których każda niosła jakieś konkretne przesłanie. Kolejnych sześć pochodni zapłonęło przy pomniku – by przypomnieć sześć milionów Żydów zamordowanych przez Niemców.
Pierwszą pochodnię, pochodnię walki z antysemityzmem, zapaliło wspólnie sześć osób, w tym specjalny wysłannik Stanów Zjednoczonych do monitorowania i zwalczania Antysemityzmu, ambasador Rabbi Yehuda Kaploun oraz ocalała z zamachu w Waszyngtonie Abbie Talmoud.
Drugą była pochodnia ochrony. Odpaliło ją ośmiu przedstawicieli policji z całego świata, których zadaniem jest między innymi ochrona synagog, żydowskich szkół czy instytucji.
Kolejne pochodnie dedykowane były wyzwoleniu, nadziei, następnemu pokoleniu, sile i odrodzeniu. Zapalali je ocalali z Holokaustu – ludzie, którzy byli wtedy dziećmi. Lekarka Eva Umlauf ze Słowacji urodziła się w obozie koncentracyjnym i pracy przymusowej dla Żydów Novaky w zachodniej Słowacji w grudniu 1942 roku.
„To był numer na życie”
Wyjątkiem był wspomniany już Nate Leipciger, który do Auschwitz-Birkenau trafił, gdy miał 15 lat. W Marszu Żywych uczestniczył po raz 22. To on zapalił pochodnię przyszłego pokolenia. Nim to się stało, na ekranie został pokazany film przedstawiający jego rozmowę z ośmioletnią dziewczynką.
Zaczyna Leipciger:
– Czym był Holokaust?
– Wojną – odpowiada dziecko.
– Straciłem matkę, siostrę, wielu wujków, cioć i mnóstwo kuzynów. To największa strata, stracić rodzinę, nie mieć do kogo wrócić. Ale ja miałem szczęście, mój ojciec przeżył – wspomina 98-letni ocalały i pokazuje numer wytatuowany na przedramieniu.
– Widzisz ten numer? Ci, co szli na śmierć, nie dostawali numeru. To był numer na życie – tłumaczy. – Chcesz go przeczytać? Jeden…
– …trzy, trzy, sześć, dwa, osiem – kończy dziewczynka.
„Będę dalej opowiadać twoją historię”
– Co to takiego ten Marsz Żywych? – pyta dalej Leipciger.
– Program, który uczy o Holokauście.
– Tak. Mam nadzieję, że gdy kiedyś wybierzesz się na Marsz Żywych, będziesz o mnie pamiętać?
– Będę.
– I powiesz swoim przyjaciołom: Znałam tego faceta! Znałam kogoś, kto był w tym baraku. On przyszedł do mnie, gdy miałam osiem lat. I dlatego tu jestem.
– Będę dalej opowiadać twoją historię – obiecuje dziewczynka.
– Thank you.
– You're welcome.