Stutthof. Obóz, który trwał tyle, ile wojna | Nazizm, faszyzm, demokracja – Historia najnowsza Niemiec | DW | 09.05.2020
  1. Inhalt
  2. Navigation
  3. Weitere Inhalte
  4. Metanavigation
  5. Suche
  6. Choose from 30 Languages
Reklama

Historia Najnowsza

Stutthof. Obóz, który trwał tyle, ile wojna

Sztutowo, kilkadziesiąt kilometrów od Gdańska. To tu niemal od początku do końca wojny funkcjonował niemiecki nazistowski obóz koncentracyjny Stutthof. Jako ostatni na terenach okupowanych został 75 lat temu wyzwolony.

Być może już wkrótce uroczystości takie jak ta będą wyglądały właśnie tak – w tym roku z powodu epidemii koronawirusa, ale w przyszłości podobna formuła oddawania hołdu byłym więźniom niemieckich nazistowskich obozów koncentracyjnych będzie nieunikniona. Pozostała już tylko garstka świadków. Nieliczni mogą dziś jeszcze mówić o piekle na ziemi, którego doświadczyli w takich miejscach jak Stutthof.

Tym bardziej wymowne jest hasło tegorocznych uroczystości „To MY jesteśmy Pamięcią!”. Każdy może wirtualnie wziąć udział w tej rocznicy. Wystarczy wysłać maila do Muzeum Stutthof w Sztutowie, odczytać i nagrać otrzymany w odpowiedzi fragment wspomnień byłego więźnia. Nagrania można odnaleźć pod #stutthof75#toMYjesteśmyPamięcią.

Uroczystości w dobie koronawirusa

Inaczej niż planowano – bez ceremoniału i osobistej obecności wielu gości – tak w tym roku oddawany jest hołd byłym więźniom KL Stutthof. Wydarzenia upamiętniające rocznicę wyzwolenia obozu można śledzić w mediach społecznościowych i na stronie internetowej Muzeum Stutthof. 

Urodzony 21 lat po zakończeniu wojny szef MSZ Niemiec Heiko Maas i urodzony dziesięć lat wcześniej szef polskiej dyplomacji Jacek Czaputowicz uczestniczyli w uroczystościach za pośrednictwem nagranych przemówień wideo. Podobnie jak Petronelna Brywczyńska, która w 1945 roku skończyła 9 lat.

Obchody 75. rocznicy wyzwolenia obozu Stutthof

Obchody 75. rocznicy wyzwolenia obozu Stutthof

Otwarta brama obozu

Petronela Brywczyńska w obozie była 6 tygodni. Pamięta, jak rankiem 9 maja przyjechali żołnierze Armii Czerwonej, do dziś wspomina dźwięki akordeonu. – Byli bardzo brudni, zmęczeni, obandażowani. Zaraz po nich prowadzili skutych Ukraińców. Tych, którzy tak świetnie bawili się tej nocy. (…) Podczas wyzwolenia nie było Niemców, musieli uciec – mówi była więźniarka.

Komendant obozu Paul Werner Hoppe opuścił Stutthof w kwietniu 1945 roku, od stycznia ewakuowani byli także więźniowie. Kilkanaście tysięcy osób z tej ewakuacji, zwanej Marszem Śmierci, nie przeżyło. 9 maja 1945 roku 48. Armia 3. Frontu Białoruskiego uwolniła zaledwie garstkę, bo ponad 100 osób. Wśród nich Petronelę Brywczyńską. – Gdyby czas wyzwolenia przyszedł później, nie przeżyłabym, ponieważ dzieci w pierwszej kolejności szły do pieca – mówi 84-letnia dziś kobieta. Wspomina ulotki w różnych językach zrzucane z samolotów dzień przed wyzwoleniem. Umieszczono na nich informację kierowaną do Niemców, by się poddali. Reszta terenów była już zdobyta. Brywczyńska pamięta strach, który towarzyszył więźniom również i w tych dniach – Mężczyźni wykopywali w barakach okopy, aby zabezpieczyć się przed bombami. Pamiętam płacz dzieci. W okopach było ciasno. Dzieci miały zasypane oczy – mówi. Kiedy o poranku 9 maja wyszli z okopów, ujrzeli otwartą bramę obozu. Ojciec Petroneli Brywczyńskiej wywiózł ją i jej matkę na znalezionym wózku z obozu. – Powiedział: uciekajmy stąd jak najdalej. Ciągnął nas bardzo powoli. Co chwila przystawał, a kiedy się odwrócił i spojrzał na nas, jego widok wzbudzał przerażenie; widok straszliwie wychudzonej postaci z wytrzeszczem oczu. My wyglądaliśmy tak samo – dodaje.

2077 dni

Stutthof był pierwszym i najdłużej istniejącym niemieckim obozem koncentracyjnym na terenach okupowanych. Zaledwie jeden dzień po rozpoczęciu wojny do obozu położonego niespełna 40 kilometrów na wschód od Gdańska trafili pierwsi więźniowie. Większość z nich stanowili duchowni, urzędnicy, nauczyciele, działacze polityczni, żołnierze, elita Wolnego Miasta Gdańsk.

Obóz Stutthof

Obóz Stutthof

Obóz istniał tak długo, ile trwała wojna – 2077 dni. Przez niemal 6 lat trafiło tu ponad 110 tysięcy osób z 28 krajów. Ponad połowa z nich, bo 65 tysięcy, nigdy z tego obozu się już nie wydostała. Więźniowie ginęli w masowych egzekucjach albo umierali z wycieńczenia powodowanego głodem, chorobami, niewolniczą pracą. – Pamiętam tamte czasy do dziś. Jak wygląda oprawca, który wpada do baraku z pistoletem w ręku i biczem zwanym pytą, strzela i bije po głowach ludzi. Obok mnie leżało odcięte Francuzowi ucho. Bardzo się bałam. Dobrze się przyjrzałam, jak może wyglądać taki człowiek-potwór. Zapamiętałam jego twarz tak dokładnie, że rozpoznałabym go nawet dziś – mówi Petronela Brywczyńska.

W połowie 1943 roku w pobliżu krematorium została wybudowana komora gazowa, która od połowy 1944 roku służyła do uśmiercania więźniów. To właśnie wtedy Stutthof został włączony w sieć obozów realizujących akcję „ostatecznego rozwiązania kwestii żydowskiej”. Szacuje się, że z około 50 tysięcy Żydów uwięzionych w Stutthofie ponad połowa nie przeżyła.

Heiko Maas: „Nie chcemy zapomnieć i nie zapomnimy”

– My Niemcy, przyznajemy się do naszej winy i odpowiedzialności, która nigdy nie minie. Jesteśmy wdzięczni za wszystko, co nas – Polaków i Niemców – dziś łączy. I razem podejmujemy wyzwania, które są przed nami – jako sąsiedzi, jako Europejczycy i jestem wdzięczny, że mogę dziś dodać: jako przyjaciele – zaznaczył szef niemieckiej dyplomacji Heiko Maas. Podkreślił, jak ważna jest pamięć o tym miejscu: „Nie chcemy zapomnieć i nie zapomnimy”.

Minister spraw zagranicznych Polski Jacek Czaputowicz w swoim internetowym przemówieniu wskazał na partnerstwo między Polską i Niemcami. – Dzisiejsze Niemcy są dla Polski najważniejszym sąsiadem i partnerem w UE i NATO. Wspólnie z naszymi niemieckimi partnerami uczestniczymy w budowaniu zjednoczonej Europy na fundamencie pojednania polsko-niemieckiego. Jednocześnie nieodłączną część naszych relacji stanowi dziedzictwo przeszłości i troska o pielęgnowanie prawdy historycznej – zaznaczył.

O pielęgnowaniu pamięci mówił Naczelny Rabin Polski Michael Schudrich. Według niego najlepszym sposobem poszanowania zmarłych jest „pamiętanie i mówienie do następnych pokoleń”.

Zniszczone dzieciństwo, okaleczona psychika

Robi to Petronela Brywczyńska. Spotyka się z młodzieżą, opowiada o swoich dniach w obozie. Widok budynku komendantury nadal wzbudza w niej strach. Jeszcze wiele lat po wojnie zrywała się nocą i krzyczała: „Uciekajmy, bo lecą samoloty”. Dziś przyznaje, że jest „inna” niż jej rówieśniczki – zastraszona, nieśmiała, ustępuje wszystkim, nie potrafi upomnieć się o swoje. Jak podkreśla, przeżycie obozu odcisnęło na niej ogromne piętno. – Zniszczyli moje dzieciństwo, okaleczyli psychicznie, głodzili, straszyli. To się odbiło na mojej psychice.

Czy mimo tych niewyobrażalnych przeżyć istnieje przebaczenie? – Tak, przebaczyłam im, bo taki był system. Nie wszyscy byli mordercami – mówi 75 lat później.

Obejrzyj wideo 02:32

Wspomnienia ocalonej z Holokaustu