FAZ: Polska boi się niemiecko-rosyjskiego zbliżenia | Echa polskie | DW | 14.02.2016
  1. Inhalt
  2. Navigation
  3. Weitere Inhalte
  4. Metanavigation
  5. Suche
  6. Choose from 30 Languages

Echa polskie

FAZ: Polska boi się niemiecko-rosyjskiego zbliżenia

Warszawski korespondent FAZ Konrad Schuller analizuje wizytę premier Szydło w RFN na tle stosunków niemiecko-rosyjskich. Jego zdaniem, Polska nadal nie może uwolnić się od obaw przed możliwym spiskiem jej obu sąsiadów.

Gdy premier Polski Beata Szydło wybrała się z inauguracyjną wizytą do Berlina, jej podróży towarzyszyły sprzeczne opinie i wyobrażenia, pisze korespondent FAZ w Polsce i na Ukrainie Konrad Schuller.

„Z jednej strony, szef polskiego MSZ Witold Waszczykowski zapowiedział, że ta wizyta umocni dobrą atmosferę między Niemcami i Polską, z drugiej zaś o dobrej atmosferze nie mogło być w ogóle mowy. Nowe, konserwatywne przywództwo Polski bowiem potraktowało europejską krytykę (jego poczynań, red.) jako niemiecką agresję i jeszcze w tym tygodniu polski MSZ nie omieszkał zareagować środkami dyplomatycznymi na jedną z karnawałowych platform w Düsseldorfie, pokazującą karykaturalną kukłę szefa partii PiS, Jarosława Kaczyńskiego“ – pisze „FAZ“.

Postęp czy regres?

Zdaniem Konrada Schullera, podróż Beaty Szydło do Berlina też raczej potwierdziła te rozdźwięki, ponieważ nowa polska premier potrzebowała aż trzech miesięcy, by się tam pojawić. Wcześniej była już między innymi we Francji i na Węgrzech.

W odróżnieniu od innych, przyjaznych wobec Niemiec oraz Unii Europejskiej rządów sprzed roku 2015 nowe, polskie kierownictwo jest przeświadczone, że Polska i inne kraje Europy Wschodniej i Środkowej uchodzą w oczach „wielkich“ państw Unii, takich jak Niemcy i Francja, za „partnerów drugiej klasy” – czytamy dalej. „Nasz region nie jest przez nich brany poważnie pod uwagę“ – niedawno stwierdził w Sejmie polski minister spraw zagranicznych.

Witold Waszczykowski, bo o niego tu chodzi, nawiązał do spekulacji na temat „małej strefy Schengen“ bez Polski. Dziennik „Rzeczpospolita“ z kolei zasugerował, że polscy dyplomaci biorą na serio pod uwagę, że dla Berlina i Paryża Europa wschodnia jest tak czy siak „straconym terytorium“, które „w razie rosyjskiej agresji trzeba będzie złożyć w ofierze“. Dowodem takiej postawy obu stolic ma być ich sprzeciw wobec starań Polski, by na jej terytorium rozlokować stałe bazy NATO, w ramach jej obrony przed Rosją.

Redakcja poleca

Niepewni sojusznicy?

Wizja nowej „zdrady Zachodu“ jest w Polsce tak chwytliwa i często używana jako argument w różnych dyskusjach, ponieważ w przeszłości wielokrotnie do niej dochodziło. Polska była wciąż na nowo rozbierana przez Niemcy i Rosję, a jej zachodni sojusznicy za każdym razem ją wówczas porzucali i nie przychodzili jej z obiecaną pomocą, przypomina korespondent FAZ. Szczególnie dramatyczny i tragiczny wyraz taka postawa zachodnich sojuszników Polski dała o sobie znać w 1939 roku, gdy Polska padła ofiarą wspólnego ataku Hitlera i Stalina przy całkowicie biernej postawie Londynu i Paryża.

Takim samym, utrwalonym w polskiej świadomości zbiorowej przeświadczeniem, jak wciąż jej grożąca zdrada sojuszników, jest wizja właściwych środków zaradczych. Minister Waszczykowski w oświadczeniu złożonym w styczniu – inaczej niż były szef MSZ Radosław Sikorski, który jasno i zdecydowanie stawiał na Niemcy – skłaniał się raczej ku stworzeniu „tożsamości regionalnej” w Europie Wschodniej i Środkowej, pełniącej rolę platformy „wspólnych interesów” na obszarze od Bałtyku na północy po Grupę Wyszehradzką na południu.

„Rzeczpospolita“, na którą powołuje się Konrad Schuller, pisze, że w polskim MSZ panuje przekonanie, że w ten właśnie sposób można uwrażliwić Niemcy i Francję na polskie obawy i potrzeby oraz stworzyć wobec nich jakąś przeciwwagę.

Nowy spisek?

Ta dawna koncepcja Międzymorza sięga czasów Piłsudskiego, który rzucił pomysł utworzenia federacji państw Europy Środkowej i Wschodniej od Bałtyku po Morze Czarne, by wspólnie przeciwstawić się agresywnym zakusom sprzymierzonych ze sobą Rosji i Niemiec. Konrad Schuller zwraca w związku z tym uwagę, że w latach ubiegłych polska polityka zagraniczna wciąż wahała się między opcją ścisłego sojuszu z Niemcami i UE a „własną drogą”, polegającą na prowadzeniu samodzielnej polityki wobec Berlina i Moskwy.

Koncepcję Międzymorza po raz ostatni ożywił na krótko prezydent USA George W. Bush, gdy Waszyngton starał się przeciwstawić państwa „nowej Europy“ Niemcom i Francji niechętnym jego planom wojny z Irakiem w 2003 roku.

Ten, trochę już dziś zapomniany epizod, ilustruje, na jakie zagrożenia jest narażona Polska, gdy ulegnie czarowi takiej konstrukcji politycznej, pisze warszawski korespondent FAZ. Wtedy, w 2003 roku, odrębna droga „nowej Europy” wpłynęła na to, czego Polska obawiała się najbardziej, a mianowicie na zbliżenie Niemiec i Rosji. Jego efektem była „męska przyjaźń” między ówczesnym kanclerzem RFN Gerhardem Schröderem i prezydentem Federacji Rosyjskiej Władimirem Putinem oraz umowa o budowie, szkodliwego dla interesów Polski, gazociągu Nord Stream I ułożonego na dnie Bałtyku.

Konrad Schuller podkreśla na zakończenie swojej analizy, że polska obsesja na punkcie możliwej nowej zdrady Zachodu, kolejnego zbliżenia między Niemcami i Rosją oraz potrzeby tworzenia środków zaradczych w postaci nowych sojuszy i nowych partnerów strategicznych w polityce zagranicznej pełni rolę samospełniającej się przepowiedni. Zakłada kruchość i nietrwałość obecnych sojuszy, co sprawia, że faktycznie tracą one potem na sile i znaczeniu.

Opr.: Dagmara Jakubczak

Reklama