Ciemna turystyka - fascynacja złem czy edukacja? | Życie w Niemczech. Społeczeństwo, lifestyle, ciekawostki | DW | 08.05.2016
  1. Inhalt
  2. Navigation
  3. Weitere Inhalte
  4. Metanavigation
  5. Suche
  6. Choose from 30 Languages

Społeczeństwo

Ciemna turystyka - fascynacja złem czy edukacja?

Monumentalne budowle z czasów III Rzeszy przyciągają turystów niczym magnes. Rodzi się jednak pytanie, jaki jest cel ich zwiedzania. Czy są to niezdrowe emocje czy cenna lekcja historii?

Dokumentationszentrum Reichsparteitagsgelände w Norymberze

Dokumentationszentrum Reichsparteitagsgelände w Norymberze

Turyści, wśród których szczególnie często widać Amerykanów, tłoczą się przy Wilhelmstraße w Berlinie; tu właśnie Adolf Hitler miał sobie odebrać życie w maju 1945 roku. To chyba najczęściej fotografowanie miejsce w mieście. Führerbunker (czyli "Bunkier Führera") już w czasach radzieckiej okupacji tej części Berlina był atrakcją dla zwiedzających. W okresie NRD kilkakrotnie podejmowano próby pozbycia się schronu,. Po wysadzeniu go w powietrze zostało jednak kilka fragmentów. Wreszcie, na początku lat 90-tych, udało się go całkowicie zmieść z powierzchni ziemi, stawiając w tym miejscu osiedle i umieszczając tylko tablicę informacyjną z planem kompleksu. Władze uznały bowiem, że zachowana budowla może przyciągać ekstremistów, traktujących ją jako miejsce kultowe.

W miejscu, gdzie znajdował się Bunkier Wodza, postawiono osiedle i tablicę informacyjną

W miejscu, gdzie znajdował się Bunkier Wodza, postawiono osiedle i tablicę informacyjną

Teraz przyciąga turystów, którzy jednak mogą tu jednak zobaczyć tylko parking i ewentualnie wysłuchać opowieści przewodników. Wejścia pod ziemię nie ma.

Holger Happel ze stowarzyszenia "Berliner Unterwelten" ("Podziemny Świat Berlina") podkreśla, że miasto oferuje wiele do eksploracji: bunkry z czasów nazistowskich oraz zimnej wojny, tunele metra oraz piwnice. Stowarzyszenie organizuje wyprawy w te miejsca, do Bunkra Wodza jednak - nie.

Wakacje z (dawnymi) duchami

Miejsca o mrocznej historii przyciągają ludzi na całym świecie. Nie zawsze jednak chodzi o samą historię, lecz o atmosferę związaną z tragediami, które się tu wydarzyły. Na uniwersytecie w Lancashire nawet powstał wydział analizujący to zjawisko: Instytut Badań nad Ciemną Turystyką (Institut for Dark Tourism Research - IDTR). Ciemna turystyka to wyprawy tam, gdzie swoje piętno odcisnęły śmierć, przemoc, zbrodnie, gwałty, ból i cierpienie. Jednym z ulubionych celów amatorów ciemnej turystyki jest na przykład Czernobyl, gdzie można zbadać poziom rnapromieniowania i zjeść obiad. Turyści lubią też piwnice tortur Idi Amina, niegdysiejszego dyktatora Ugandy.

Według historyka, profesora Rüdigera Hachtmann z Uniwersytetu Technicznego Berlina, ciemna turystyka skupia się głównie na wydarzeniach, które nie są zbyt odległe na osi czasu. Emocje zwiedzających sięgają od współczucia przez podglądactwo po ekscytację wywołaną oglądaniem czegoś sensacyjnego lub ponurego.

- Pokrewna, ale jednocześnie mająca przeciwne znaczenie dla ciemnej turystyki, jest podróż edukacyjna - wyjaśnia profesor Hachtmann. Według niego, tego typu podróżującym nie chodzi o emocje, a o wyprawę czysto intelektualną.

- To możliwe, że te dwa rodzaje turystyki przeplatają się u jednej osoby, zwiedzającej na przykład obiekty nazistowskie jak obóz w Auschwitz. W tym wypadku jednak dominuje chęć zrozumienia wydarzeń - tłumaczy naukowiec.

Zwiedzanie tak zwanej Złotej Sali przy trubunie na Zeppelinfeld w Norymberdze

Zwiedzanie tak zwanej Złotej Sali przy trubunie na Zeppelinfeld w Norymberdze

Monumentalny spadek po nazistach

W Norymberdze, gdzie nazistowskich budowli zachowało się najwięcej, kładzie się nacisk na turystykę edukacyjną. Centrum Dokumentacji Terenu Zjazdów Partyjnych (Dokumentationszentrum Reichsparteitagsgelände) rocznie odwiedza około 200 tysięcy osób. To kompleks o powierzchni 11 kilometrów kwadratowych, zaprojektowany przez pracującego z Hitlerem architekta, Alberta Speera. Do roku 1938, Hitler organizował tu masowe obchody rozpoczęcia obrad NSDAP. To tu zdobywał kolejnych wyznawców swej zbrodniczej ideologii.

Kolosalne budowle w części ocalały, od 2001 roku - w Kongresshalle, czyli Hali Kongresowej - działa centrum dokumentacji historii narodowego socjalizmu i zjazdów NSDAP. Jest tam też Große Straße (Wielka Droga), którą miały przechodzić parady wojskowe, oraz Zeppelinfeld, czyli wielkie pole z trybuną, z której przemawiał Hitler. Dziś może tam wejść każdy.

Pozostawić na pastwę czasu czy zachować?

Trybuna Hitlera od dłuższego czasu jest przedmiotem ostrego sporu. Obywatelskie inicjatywy, jak norymberskie stowarzyszenie "BauLust", przestrzega przed "disnejlandyzacją" tego obiektu. Trwają prace nad planami przyszłości kompleksu, jak poinformowały władze Norymbergi. Argumentują: "Co pozostanie po historii, gdy odejdą ostatni świadkowie? Tylko autentyczne miejsca". Miasto zdecydowało się na konserwację obiektu. Oznacza to zachowanie jego obecnego stanu, bez rekonstrukcji lub uzupełniania budowlanych ubytków. Tym samym, Norymberga poszła za radą historyków, by monumentalne budowle nazistowskie wykorzystywać jako projekty dla celów edukacyjnych.

Schwerbelastungskörper i wieża mająca oddać skalę szaleńczych planów Hitlera

Schwerbelastungskörper i wieża mająca oddać skalę szaleńczych planów Hitlera

Nazistowskie obiekty w Berlinie

Milion euro kosztował remont o wiele mniej znanej pozostałości po nazistach, tak zwanego Schwerbelastungskörper, stojącego koło berlińskiego dworca Südkreutz w dzielnicy Tempelhof. To betonowy cylinder, wzniesiony przez Alberta Speera jako "Bauwerk T". Kolos sięga 18 metrów w głąb podłoża, 14 metrów nad ziemię, jego średnica wynosi 21 metrów, zaś waga - 12 tysięcy ton. Miał badać możliwości obciążenia gruntu, który w tej okolicy jest bardzo miękki - piaskowy lub bagnisty. Tu bowiem miał stanąć wielki, ponad 100-metrowy łuk triumfalny, trzykrotnie większy od tego w Paryżu. Miał stanowić wrota do Stolicy Świata Germanii, czyli przebudowanego Berlina. Z planów Hitlera i Speera jednak nic nie wyszło, a opuszczony olbrzym straszy kolejne dziesięciolecie.

W roku 2009 tuż obok wybudowano dla turystów 14-metrową wieżę. Oferuje nie tylko spektakularny widok na Berlin, ale też uczucie, jakiego mieli doświadczać użytkownicy planowanej na tej wysokości ulicy przeznaczonej dla parad. Z wieży można też zobaczyć coś innego: jak wiele domów i innych zabudowań trzeba było zniszczyć, by mogła tędy przebiegać trasa parad - szeroka na 120 metrów i długa na 7 kilometrów.

- To jedyne miejsca, gdzie można zrozumieć gigantyczną skalę projektów przebudowy miasta. Tego nie przekażą zdjęcia i modele - uważa Michael Richter ze stowarzyszenia "Berliner Unterwelten".

Niechciane dziedzictwo

Władze Berlina długo się starały pozbyć betonowego kolosa. A to wysadzić go w powietrze, a to sprzedać, a to wynająć. Zarządzanie nim w końcu przejęło "Berliner Unterwelten", opiekujące się obiektem wpisanym w roku 1995 na listę zabytków.

W ubiegłym roku odwiedziło go 7 tysięcy osób. To niewiele w porównaniu z Bunkrem Führera. Tu nie ma bowiem czynnika emocjonalnego, jaki towarzyszy ciemnej turystyce.

Frederike Müller / Dagmara Jakubczak

Reklama