Zielony tydzień: między kiełbaską a kryzysem klimatycznym | Niemiecka gospodarka, fakty, analizy, dane, prognozy | DW | 17.01.2020
  1. Inhalt
  2. Navigation
  3. Weitere Inhalte
  4. Metanavigation
  5. Suche
  6. Choose from 30 Languages
Reklama

Gospodarka

Zielony tydzień: między kiełbaską a kryzysem klimatycznym

W Berlinie ruszają dzisiaj targi Zielony Tydzień. Mają przerwać wieloletni trend w polityce żywnościowej i przyzwyczajeniach konsumenckich: coraz więcej i coraz taniej już nie odpowiada wymogom czasu.

Ponad 1800 wystawców z 72 krajów – także w tym roku uważane za największe na świecie targi żywnościowe i rolnictwa Zielony Tydzień mają szansę pobić swój własny rekord. W weekend przyjeżdżają do Berlina ministrowie rolnictwa z 70 krajów i ponad 2 tys. dalszych czołowych przedstawicieli polityki, gospodarki i nauki. Wezmą udział w międzynarodowej konferencji rolniczej „Global Forum for Food and Agriculture”. Nie bez powodu targi Zielony Tydzień uchodzą za „Davos polityki rolnej”.

Zapach turyńskich kiełbasek z rusztu, peruwiańskiego kakao i marokańskiego oleju z opuncji figowej, którym przesiąkniętych jest 27 wypełnionych po brzegi hal targowych, nie może zwieść: nad branżą rolną i spożywczą pojawiły się ciemne chmury. – Nigdy przedtem debata klimatyczna nie zdominowała Zielonego Tygodnia tak jak teraz – mówi szef targów Christian Goeke. Wielu wystawców stara się w tym roku zaspokoić społeczną potrzebę zrównoważonego rozwoju, ochrony zasobów i produkcji przyjaznej dla środowiska.

Udka z kurczaka za 1,99 euro

Mimo to ciągle jeszcze niszowymi produktami są nowinki odpowiadające zapotrzebowaniu na „zrównoważony rozwój”: musli w 40 proc. z bananów, które nie nadawały się już do sprzedaży, pierwszy w Europie proszek proteinowy z insektów, piwo z wybrakowanego chleba albo napój orzeźwiający ze skórek ekologicznych cytryn ocalonych z sokowirówek w barach.

O zakupach ciągle jeszcze decyduje głównie cena (picture-alliance/imageBROKER)

O zakupach ciągle jeszcze decyduje głównie cena

Zbyt długo produkcji artykułów spożywczych przyświecało motto: coraz więcej i coraz taniej. Niemieckie społeczeństwo przyzwyczaiło się, że jedzenie nie musi być drogie. Biorąc statystycznie obywatele Niemiec nie wydają na jedzenie nawet 10 proc. swoich dochodów. Ułatwia im to handel. Kilogram mielonego albo udek z kurczaka za 1,99 euro, litr mleka za 70 centów, chleb za niespełna euro – w niemieckich supermarketach takie ceny to oczywistość.

„Konsument zatracił wyczucie jakości“

– Jeżeli przez dziesięciolecia handel, ale też wielu funkcjonariuszy branży rolnej twierdziło, że równie dobry jest każdy kawałek mięsa, każde warzywo czy owoc, konsumenci zatracili wyczucie jakości i gotowość do płacenia różnej ceny za różną jakość towarów – krytykuje szef Federalnego Zrzeszenia Central Konsumenckich Klaus Müller.

Wielu konsumentów nie chce wiedzieć, że tanie mięso musi pochodzić z masowej hodowli, a tanie warzywa i owoce muszą być zanieczyszczone pestycydami. W sumie oferowanych jest w Niemczech 170 tysięcy produktów spożywczych. Dopiero od niedawna wskazówki na mięsie informują o jego pochodzeniu – z masowej hodowli, zwierząt wolnego wybiegu czy ekologicznego chowu. W przypadku warzyw i owoców jest to różnica między uprawą konwencjonalną a ekologiczną.

Olej silnikowy może być drogi, olej sałatkowy nie

Ale o zakupie decyduje w Niemczech ciągle jeszcze przede wszystkim cena. – To smutne, kiedy ludzie z jednej strony skarżą się, że to wszystko stoi w miejscu, a z drugiej strony ze wzruszeniem ramion za trzy centy są gotowi zrezygnować z lojalności wobec lokalnego producenta – ubolewa Christoph Minhoff z Federalnego Zrzeszenia Niemieckiego Przemysłu Spożywczego (BVE).

To konsument decyduje, czy i jak szybko przebije się ochrona środowiska i lepsze warunki hodowli zwierząt – podkreśla Minhoff. Handel nie oferuje towarów, które się nie sprzedają. Minister rolnictwa i polityki żywnościowej Julia Kloeckner przyznaje mu rację. Nastawienie konsumentów musi się zmienić, apeluje. – Za litr porządnego oleju do samochodu kierowcy są gotowi zapłacić 40 euro, ale 2 euro za olej sałatkowy, to już za dużo – krytykuje Kloeckner.

Rolnicy drżą o egzystencję

Sytuację tę boleśnie odczuwa środowisko i rolnicy. Producenci mleka otrzymują obecnie za litr tylko 32 centy. Według Grupy Roboczej Rolnictwa Chłopskiego cena produkcji opiewa na 44 centy. Ale nie tylko w hodowli, także na polu rolnicy zarabiają coraz mniej. W ostatnim roku rozrachunkowym dochody rolników spadły o 18 proc. – mówi szef Niemieckiego Związku Rolników Joachim Rukwied.

Niemieccy rolnicy od miesięcy protestują przeciwko polityce rolnej, na zdjęciu demonstracja w Berlinie, listopad 2019 (DW/C. Strack)

Niemieccy rolnicy od miesięcy protestują przeciwko polityce rolnej, na zdjęciu demonstracja w Berlinie, listopad 2019

Podczas gdy ceny produktów spożywczych są coraz niższe, rosną nakłady na ochronę środowiska i standardy w zakresie dobrostanu zwierząt. Dalsze zaostrzenie przepisów przewiduje pakiet rolny wypracowany przez szefową resortu rolnictwa Kloeckner i minister środowiska Svenję Schulze. Przewiduje on między innymi zmiany w przyznawaniu unijnych dopłat bezpośrednich, drastyczne ograniczenie stosowania herbicydów dla ochrony owadów czy całkowity zakaz stosowania od 2024 r. produktów zawierających glifosat.

Traktorami na Berlin

Wielu rolników nie chce akceptować tej sytuacji. Obawiają się o swoją egzystencję. Od miesięcy rolnicy w całych Niemczech demonstrują przeciwko, ich zdaniem, wymogom nie do zapłacenia. Także w nadchodzącą sobotę (18.01.2020) tysiące rolników na swoich traktorach chce protestować w Berlinie. – Pakiet rolny musi zostać rozsznurowany – domaga się szef Niemieckiego Związku Rolników, Joachim Rukwied. Tuż przed rozpoczęciem Zielonego Tygodnia mówił o „poważnej niepewności” wśród rolników.

Jeszcze tylko jedna trzecia rolników zamierza inwestować – w tym roku ma to być 3,8 mld euro. – Pamiętam jeszcze pięć miliardów w ciągu jednego półrocza – mówi Rukwied. Wielu rolników zastanawia się, jak ma dalej wyglądać hodowla zwierząt. – Obora czy chlew kosztują miliony i trzeba 25 do 30 lat, żeby się zamortyzowały – tłumaczy Rukwied i domaga się od polityki więcej „bezpieczeństwa planowania”.

Mimo wszystko w dobrym nastroju: szef Niemieckiego Związku Rolników Joachim Rukwied (picture-alliance/dpa/J. Raza)

Mimo wszystko w dobrym nastroju: szef Niemieckiego Związku Rolników Joachim Rukwied

Jak będzie dalej w Europie?

Planowanie wymaga podejmowania decyzji, także na płaszczyźnie europejskiej. Na Zielonym Tygodniu Rukwied, jako główny lobbysta niemieckich rolników, chce rozmawiać nie tylko z nowym unijnym komisarzem ds. rolnictwa Januszem Wojciechowskim o przyszłej europejskiej polityce rolnej, ale też z wiceprzewodniczącym Komisji Europejskiej Fransen Timmermansen o planowanym Zielonym Ładzie, który ma przynieść Europie neutralność klimatyczną.

Lubisz nasze artykuły? Zostań naszym fanem na Facebooku! >> 

– Także my rolnicy zauważamy zmiany klimatu i to nie dopiero od tego czy ubiegłego roku – mówi Rukwied. – Nowa polityka rolna będzie i musi być bardziej ekologiczna, jeżeli chcemy społecznej akceptacji – dodaje. Rolnicy zamierzają aktywnie uczestniczyć w tym zwrocie, zapewnia przewodniczący Niemieckiego Związku Rolników, ale nie ukrywa też, że w rozmowach będzie chodziło przede wszystkim o pieniądze. Zrównoważona polityka rolna jest możliwa tylko wtedy, kiedy stabilny pozostanie budżet Wspólnej Polityki Rolnej.

Redakcja poleca