″Więcej jest rzeczy na ziemi i w niebie, niż się ich śniło waszym filozofom” | Niemiecka kultura, polska kultura w Niemczech, wydarzenia | DW | 04.01.2015
  1. Inhalt
  2. Navigation
  3. Weitere Inhalte
  4. Metanavigation
  5. Suche
  6. Choose from 30 Languages

Kultura

"Więcej jest rzeczy na ziemi i w niebie, niż się ich śniło waszym filozofom”

Polska artystka Iza Tarasewicz ostatni rok spędziła w Berlinie na stypendium Fundacji Współpracy Polsko-Niemieckiej. Z artystką rozmawiał Krzysztof Visconti.

Iza Tarasewicz polnische Künstlerin

Iza Tarasewicz: Nie wiem, kiedy ustanowiło się, że będę robiła “rzeczy niepodobne do niczego”

Iza Tarasewicz jest artystką, której twórczość niełatwo poddaje się jakimkolwiek klasyfikacjom. Zajmuje się rysunkiem, rzeźbą, instalacjami przestrzennymi, tworząc kompleksowe, interdyscyplinarne projekty. Z artystką rozmawiał Krzysztof Visconti.

Byłaś przez rok na stypendium w berlińskim centrum sztuki Künstlerhaus Bethanien. Co wniosło to do Twojej pracy artystycznej?

Iza Tarasewicz: Można powiedzieć, że spełniłam swoje marzenie. Byłam w niesamowitym mieście, pełnym interesujących ludzi i licznych inspiracji. Miałam komfort pracy, w spokojnym tempie rozwijałam wątki, które interesowały mnie w ostatnich 3-4 latach. Przygotowałam duży projekt w dwóch odsłonach. Pierwsza wystawa zatytułowana "The Strange Attractors" odbyła się w Instytucie Polskim w Berlinie, druga "Collaborating Objects Radiating Environments" w Künstlerhaus Bethanien. Rezydencja pozwoliła mi postawić kilka kroków naprzód. Ale można także powiedzieć, że pobyt w Berlinie był testem, czy mój język wypowiedzi artystycznej jest uniwersalny. Reakcje widzów były świetne, zatem jestem bardzo szczęśliwa.

Iza Tarasewicz polnische Künstlerin

"Pobyt w Berlinie był testem, czy mój język wypowiedzi artystycznej jest uniwersalny"

Masz teraz sporo wystaw. Czy to również efekt pobytu w Berlinie?

Tak, oczywiście. Ale to także efekt kilkuletniej, nieustannej pracy. Pobyt w Berlinie zaowocował kontaktami i przyjaźniami, które otworzyły mi nowe możliwości. To ciągle procentuje. Niedawno otworzyłam kolejne wystawy: w "Objectif Exhibitions" w Antwerpii oraz w Galerii Arsenał w Białymstoku, a kolejne są w przygotowywaniu.

Mieszkałaś na Kreuzbergu, gdzie bardzo dużo się dzieje, jeżeli chodzi o kulturę i nie tylko. Wniknęłaś trochę w życie berlińskiej sceny artystycznej? Jakie są Twoje wrażenia z Berlina?

Według mnie urok Berlina polega na braku scentralizowanego środowiska artystycznego. Niezliczona ilość galerii, wykładów, muzeów i koncertów pozwala na swobodny wybór. To jest coś, co jest niespotykane gdziekolwiek indziej. Oczywiście są także opinie, że plusy Berlina mogą stać się jego minusami. I pewnie tak jest dla wielu. Jednak ja wykorzystałam ten pobyt, jak najlepiej potrafiłam.

Tętniący sztuka i życiem towarzyskim Berlin odciągał Cię od pracy czy odwrotnie, dodawał sił i inspirował?

Tutaj życie towarzyskie raczej mi pomogło i dało olbrzymią motywację. System otwartego studia w Künstlerhaus Bethanien pokrył się z moim osobistym sposobem pracy - lubię gościć ludzi, jestem wdzięczna za każdą opinię, która została wygłoszona podczas realizacji projektu w Bethanien. Sądzę, że dzięki licznym spotkaniom wystawa była dojrzała, przemyślana i dobrze opracowana merytorycznie. Rok w Berlinie był bardzo intensywny, ponieważ oprócz realizacji projektu miałam liczne wizyty w studiu: kuratorów, krytyków i artystów.

Iza Tarasewicz polnische Künstlerin

"Wykorzystałam ten pobyt, jak najlepiej potrafiłam"

W Künstlerhaus Bethanien odwiedzili mnie np. prof. Eugen Blume, dyrektor Hamburger Bahnhof w Berlinie, Lorenzo Sandoval, niezależny kurator pracujący między Niemcami a Hiszpanią czy Shinya Watanabe, niezależny kurator, pisarz i krytyk z Japonii. Spotkaniem zainteresowani byli też berlińscy galerzyści Joanna Kamm i Gregor Podnar. Gościłam i wspomagałam studentów, piszących prace magisterskie i doktoranckie, spotkałam się ze studentami z Uniwersytetu w Kilonii czy z grupą ze studiów historycznych w Berlinie. Działalność okołoedukacyjna jest dla mnie bardzo ważna i staram się nie odmawiać takich propozycji. Lubię ludzi, ogromnie szanuję publiczność, więc w Berlinie nie było żadnego konfliktu interesów. To kwestia obranych priorytetów i logistyki życia.

Czy możesz opowiedzieć o projekcie realizowanym w Berlinie? Jak była główna idea?

Od kilku lat zajmuję się filozoficznymi aspektami teorii chaosu, a w projekcie skoncentrowałam się na zjawisku "dziwnego atraktora" (the strange attractors). Jest to najbardziej znana definicja w teorii chaosu. Postanowiłam odnieść się do niej przewrotnie - podjęłam ryzyko skonstruowania zestawu obiektów w ścisłych ramach technicznych i materialnych. Abstrakcyjne, nieoswojone formy oraz iluzyjne diagramy przeniosłam w przestrzeń publiczną. Prace wypierają podmiot ludzki, ale sposób ich aranżacji oraz parametry były dostosowane do widza. Moim celem było skonstruowanie przestrzeni, która sama w sobie jest narzędziem do kumulacji energii i materii, jednocześnie komunikując nietrwałość i tymczasowość tych zjawisk oraz podkreślając, że teoria chaosu kształtuje relacje między podmiotem a przedmiotem.

Iza Tarasewicz polnische Künstlerin

"Prace wypierają podmiot ludzki, ale sposób ich aranżacji oraz parametry były dostosowane do widza"

Jak wyglądał sam proces tworzenia projektu?

Zasadniczo proces twórczy traktuję jako narzędzie do zdobywania, transformowania i ponownego włączenia w obieg wiedzy. Po obraniu tematu czy rewiru, który mnie interesuje, najwięcej czasu poświęcam szukaniu informacji, czytaniu i zgłębianiu problemu. Często są to działania intuicyjne, potem bardziej precyzyjne i konkretne. W międzyczasie robię wiele notatek, rysunków i modeli. Jeżeli spotykam się z ograniczeniami w dostępie do informacji, o pomoc proszę ludzi z innych dziedzin. Gdy zbliża się termin realizacji, selekcjonuję projekty i wybieram najmocniejsze i najlepiej oddające nurtujący mnie problem. Kolejny etap to praca z materią i wymyślanie narzędzi do jej obróbki. Zazwyczaj robię liczne próbki i testy materiałów. Tak samo było w wypadku projektu berlińskiego, który jest dosyć zawiły ze względu na temat i nastawiony na dalsze odsłony, które nazywam propozycjami a nie ostatecznymi wersjami. Szczególnie podczas produkcji staram się pamiętać, że rzeczy nie powstają w toku racjonalnego porządkowania elementów, lecz raczej poprzez nagłe zawirowania i rozszczepienia.

Czy pobyt na stypendium sprawił, że Twoje prace się zmieniły?

Moje prace na szczęście wciąż się zmieniają. To proces szukania, eksperymentów i stawiania pytań. Aktywność twórcza jest dla mnie narzędziem do zdobywania wiedzy. Wspaniale się złożyło, że mogłam pracować w Berlinie - pośród tętniącego energią środowiska artystycznego. Różnorodność to najlepsze źródło stymulacji i motywacji do pracy.

Twój katalog został wydany w 3 językach. Myślę, że dla zrozumienia Twojej sztuki, przeczytanie go może być bardzo przydatne, bo zajmujesz się tyloma rzeczami. Obok pięknych, geometrycznych rysunków, delikatne instalacje, jakieś tajemnicze obiekty, "ready made". Jak silnie odnosisz się do tradycji sztuki awangardowej a na ile traktujesz swoje poszukiwania jako pionierskie?

Rzeczywiście jestem bardzo dumna z tej pięknie wydanej książki. Podsumowując, najważniejsza dla mnie jest niekończąca się seria procesów i przekształceń, generująca nowe konfiguracje w materii i informacji. Czyli efekt końcowy równa się początkowemu, pytanie przy starcie powoduje lawinę kolejnych przy końcu. Najważniejszą kwestią jest dobrze postawione pytanie przy rozpoczęciu pracy. Nie jestem w stanie ocenić, czy moja praca ma charakter pionierski. Pociąga mnie podskórne zdobywanie wiedzy ze spontanicznych odchyleń, braków, luk, nieprzewidzianych zwrotów, pomyłek, gaf i intuicyjnych ruchów. Sądzę, że moja aktywność wynika z wrodzonej ciekawości. To ona popycha mnie do dalszych kroków i kreowania interesujących sytuacji.

Nie wiem, kiedy ustanowiło się, że będę robiła “rzeczy niepodobne do niczego”. Sądzę, że to kwestia losu, okoliczności i możliwe, że mojego charakteru. Z drugiej strony mam wrażenie, że to tylko strona estetyczna, która nie jest moim celem, co może wyglądać dziwnie. Zasadniczo jestem przekonana, że nic nowego nie robię, jedynie przypominam o tematach, które w kulturze cyrkulują. Jestem dzieckiem moich przodków, powtórzenia są wpisane w mój genotyp. Z pewnością zauważa się w mojej twórczości konceptualizm, modernistyczne zapożyczenia, awangardę, a teraz może abstrakcję. Trudno jest mi o tym nawet mówić, bo to jak układanie się do wygodnej dla wszystkich szuflady. Będąc studentką obsesyjnie zapisywałam sobie na kartkach: nie naśladować, nie udawać, wysilać się jeszcze więcej, nie poddawać się, kierować się silną wolą, nie zbaczać z etycznej drogi wobec własnej natury i drogi twórczej - szukać rozwiązań dla problemów technicznych, ekonomicznych, merytorycznych…Taka musztra mnie ukształtowała

Twój pobyt stypendialny finansowany był przez Fundacje Współpracy Polsko-Niemieckiej. Czy trudno było go uzyskać? Jak w ogólę działa taki program.

To był konkurs stypendialny organizowany przez Fundację. Corocznie artyści polscy nominowani są przez kilka czołowych postaci, reprezentujących polskie instytucje kulturalne. Moją osobę zgłosiła Monika Szewczyk, dyrektor Galerii Arsenał w Białymstoku. Podczas pierwszego posiedzenia i otwarcia programu rezydencyjnego dla polskiego artysty jury wybrało mój projekt. W Polsce mamy niezwykle wielu utalentowanych artystów, stąd tym bardziej cieszę się z wyróżnienia. Jury doceniło w ten sposób konsekwencję mojego rozwoju oraz swojego rodzaju interdyscyplinarność.

Rozmawiał Krzysztof Visconti

Reklama