1. Przejdź do treści
  2. Przejdź do głównego menu
  3. Przejdź do dalszych stron DW

UE. Polski wzrost gospodarczy w oczekiwaniu na fundusze

15 lutego 2024

Komisja Europejska przewiduje przyspieszenie wzrostu polskiego PKB 2,7 proc. oraz 3,2 proc. w najbliższych dwóch latach. Jak Bruksela będzie oceniać polskie wydatki na obronność?

https://p.dw.com/p/4cQw4
Haufen Banknoten von Euro Währung
Zdjęcie: Wolfgang Filser/Zoonar/picture alliance

Komisja Europejska ogłosiła w czwartek [15.2.2024] swe zimowe prognozy gospodarcze dla wszystkich państw Unii. Wedle jej szacunków polska gospodarka wzrosła tylko o 0,2 proc. w 2023 roku, ale wzrost PKB ma przyspieszyć do 2,7 proc. w 2024 roku.

– W Polsce konsumpcja prywatna będzie głównym motorem wzrostu wraz ze wzrostem płac realnych. Ponadto spodziewamy się, że wzrost będzie wspierany przez wysoki poziom wydatków publicznych i przez inwestycje – powiedział Paolo Gentiloni, komisarz UE ds. gospodarczych. Komisja Europejska przewiduje, że w tym roku wzrost gospodarczy całej Unii to 0,9 proc., w tym 0,3 proc. w Niemczech oraz 0,9 proc. we Francji.

Natomiast w 2025 roku wzrost polskiego PKB ma wynieść 3,2 proc. (1,7 proc. w całej Unii, 1,2 proc. w Niemczech i 1,3 proc. we Francji) również dzięki silnej konsumpcji prywatnej, ale także wzrostowi inwestycji napędzanemu przez fundusze unijne z polityki spójności oraz z KPO. Odmrożenie tych pieniędzy jest teraz scenariuszem podstawowym, ale rząd Donalda Tuska nadal czeka na ocenę Komisji Europejskiej w sprawie swego wniosku o pierwszą niezaliczkową transzę z KPO. Bruksela ma czas do końca lutego, choć – w razie niespełnienia warunków przez Polskę – możliwe jest przedłużenie tego okresu. Kluczowym elementem tej oceny będą praworządnościowe „kamienie milowe”, które na razie blokują KPO, a pośrednio także fundusze spójności.

Niemcy testują 4-dniowy tydzień pracy

Spadek inflacji

Polska inflacja osiągnęła szczyt na początku 2023 roku i mocno spadła w drugiej połowie roku z powodu – jak tłumaczą eksperci Komisji – spadku cen surowców i żywności. Podstawowy wskaźnik inflacji (HICP) osiągnął 10,9 proc. za 2023 rok, a teraz jest prognozowany na poziomie 5,2 proc. w 2024 roku (nieco wyższy będzie tylko w Rumunii, a dla całej Unii wyniesie 3 proc.) oraz 4,7 proc. w 2025 roku (2,5 proc. w całej Unii). W porównaniu do listopadowej prognozy Komisji to oznacza korektę w dół dla obecnego roku (z 6,2 proc.) oraz w górę dla 2025 roku (z 3,8 proc.). – Oprócz niższych cen surowców te korekty wynikają z przedłużenia zamrożenia cen energii elektrycznej i gazu od stycznia do czerwca tego roku oraz zerowej stawki VAT na żywność do marca tego roku – tłumaczą eksperci Komisji.

Co z wydatkami na obronność

Dzisiejsze prognozy Komisji nie obejmują deficytu oraz długu publicznego, który Bruksela zeszłej jesieni przewidywała dla Polski na około 54 proc. w tym roku oraz 56 proc. w 2025 roku. Z kolei polska ustawa budżetowa opiera się na prognozie deficytu sektora finansów publicznych na poziomie 5,1 proc. PKB (liczonego metodą unijną). Jak wynika z zestawień NATO, Polska – przeznaczając w zeszłym roku na obronność 3,9 proc. PKB – była pod względem na pierwszym miejscu w Sojuszu (a także w UE).

Obecnie Unia szykuje się do wdrożenia nowych reguł dyscypliny budżetowych, które przewidują ulgowe traktowanie części wydatków zbrojeniowych. – Mamy porozumienie z Parlamentem Europejskim w sprawie nowej architektury fiskalnej UE. Zwiększone inwestycje w obronność nie będą brane pod uwagę w procedurze nadmiernego deficytu. Dostosowania fiskalne będą mogły trwać dłużej – komentował minister Andrzej Domański po kompromisie, który w ostatnią sobotę [10.2.2024] zawarli przedstawiciele Parlamentu Europejskiego oraz Rady UE. Ta ugoda musi być jeszcze potwierdzona w formalnych głosowaniach europosłów oraz unijnych rządów w Radzie UE, by wejść w życie najbliższej wiosny.

Chcesz skomentować ten artykuł? Zrób to na facebooku! >>

Unijna reforma zachowuje traktatowe progi deficytu budżetowego na poziomie 3 proc. PKB oraz długu publicznego na poziomie 60 proc. PKB, ale łagodzi ścieżkę dochodzenia do nich przez państwa Unii przekraczające te wskaźniki. Jednak specjalne traktowanie wydatków wojskowych, o co od paru lat zabiegała m.in. Francja i Polska, nie oznacza odliczania ich całości na użytek postępowań dyscyplinujących Brukseli. Jak wyliczają Sławomir Dudek i Ludwik Kotecki w analizie „Stabilny i przejrzysty budżet pod kontrolą obywateli. Plan naprawy finansów publicznych”, w obecnej sytuacji Polski zreformowane zasady budżetowe UE pozwolą odliczyć około 1 proc. PKB deficytu na użytek ocen Komisji Europejskiej pod kątem procedury nadmiernego deficytu.

Komisja Europejska wiosną przedstawi krajom Unii swe „trajektorie referencyjne” co do zbijania nadmiarowych deficytów i długów, a poszczególne rządy powinny we wrześniu tego roku przedłożyć kilkuletnie plany konsolidacji finansów publicznych z opisem, jak wydatków w priorytetowych obszarach UE (transformacja klimatyczna i cyfrowa, bezpieczeństwo energetyczne i obronność).

Port w Hamburgu
Port w HamburguZdjęcie: Axel Heimken/dpa/picture alliance

Zwłaszcza państwa Unii z obecnie przekroczonym progiem 3 proc. PKB deficytu, lecz jednocześnie z długiem poniżej 60 proc. PKB (jak Polska) będą mogły – nawet po ewentualnym objęciu ich formalną procedurą nadmiernego deficytu – korzystać z mniej stromej ścieżki uzdrawiania swych finansów. Zasadniczo plany konsolidacji powinny być czteroletnie, ale z możliwością ich wydłużenia do siedmiu lat m.in. pod warunkiem inwestycji w priorytety UE. Poszczególne kraje Unii będą też mogły przedłużyć swój okres dostosowawczy do siedmiu lat, powołując się na inwestycje i reformy zawarte w swych Krajowych Planach Odbudowy (KPO).

Ucieranie kompromisu Paryża i Berlina

Zmodyfikowane reguły dyscypliny budżetowej wejdą w życie cztery lata po zawieszeniu zwykłych zasad starego „paktu stabilności i wzrostu” najpierw z powodu pandemii, a potem dodatkowo z racji gospodarczych skutków wojny w Ukrainie. Dlatego dopiero w tym roku sporo państw Unii może wpaść w procedurę nadmiernego deficytu, ale z już zmodyfikowanymi, bardziej elastycznymi regułami wychodzenia z tej procedury.

Unijna reforma jest rezultatem wielomiesięcznych sporów, w których na czele przeciwstawnych stronnictw stały Berlin (rzecznik mocnego zakotwiczenia reformy w ogólnounijnych i dość szczegółowych rygorach) oraz Paryż, czyli rzecznik dużej indywidualizacji cztero- lub nawet siedmio- letnich ścieżek konsolidacji budżetów, które będą negocjowane między Brukselą i poszczególnymi stolicami w Unii. Skończyło się na oddaniu kraom UE większej samodzielności w polityce budżetowej, ale przy jednoczesnym naszpikowaniu reformy żelaznymi wskaźnikami liczbowymi ograniczającymi indywidualizację programów dostosowawczych. – To porozumienie utrwali politykę austerity. I nada priorytet arbitralnej redukcji zadłużenia nad wydatkami społecznymi, usługami publicznymi i bardzo potrzebnymi inwestycjami – przekonuje Philippe Lamberts, współszef frakcji zielonych w Parlamencie Europejskim.

Niemcy chcą być gotowe na wojnę