Szczyt UE. Skąd pieniądze na reanimację gospodarczą? | UE-Polska-Niemcy – Wiadomości po polsku | DW | 23.04.2020
  1. Inhalt
  2. Navigation
  3. Weitere Inhalte
  4. Metanavigation
  5. Suche
  6. Choose from 30 Languages
Reklama

Europa

Szczyt UE. Skąd pieniądze na reanimację gospodarczą?

Więcej dotacji ze wspólnej kasy? A może tanie pożyczki? UE spiera się, jak pomóc krajom najmocniej dotkniętym koronakryzysem. Na razie nie szykuje dodatkowych cięć w funduszach spójności ważnych dla Polski.

Przywódcy krajów UE będą dziś wieczorem rozmawiać – za pośrednictwem telekonferencji – o pomysłach na wspólne finansowanie odbudowy gospodarczej Unii po koronakryzysie. Unijne rządy już wstępnie uzgodniły doraźny pakiet wart około 500 mld euro (głównie pożyczek pomocowych), ale w miarę równomierne wychodzenie państw UE na prostą wymaga dłuższego i większego wsparcia zwłaszcza dla krajów, gdzie koszty gospodarcze są największe (obecnie zanosi się, że to m.in. Włochy i Hiszpania). Jeśli nie będzie ich stać na wystarczająco mocne stymulowanie ożywienia gospodarczego, pozostaną jeszcze bardziej w tyle m.in. za Niemcami albo Holandią, a to – jak powtarzają Francuzi, Włosi, Hiszpanie – przepis na zaburzenia na wspólnym rynku, zwiększenie nierówności społecznych i eksplozję antyeuropejskich populizmów.

Komisja chce się zadłużyć na ponad 300 mld

Obecnie w Brukseli jest rozważany pomysł, by dodatkowe pieniądze na wychodzenie z koronakryzysu przekazywać głównie za pośrednictwem unijnego budżetu na lata 2021-27. Dlatego Komisja Europejska zamierza przedstawić w przyszłym tygodniu mocno zmieniony projekt tej siedmiolatki, nad którym pracują teraz ludzie Ursuli von der Leyen. Ze wstępnej listy założeń budżetowych, które udało nam się poznać, wynika, że Komisja Europejska chciałaby do dotychczasowego projektu siedmiolatki dodać około 323 mld euro z „funduszu odbudowy”. Te dodatkowe pieniądze nie pochodziłby ze składek od krajów członkowskich, lecz Bruksela pożyczyłaby je na rynkach finansowych pod wspólne gwarancje całej UE.

Dodatkowe 50 mld na spójność?

Zarówno w Komisji Europejskiej, jak i ze strony liczących się krajów Unii padają – przynajmniej na teraz – zapewnienia, że pieniądze na walkę z koronakryzysem nie powinny być przesuwane z funduszy spójności po 2020 r., co uszczupliłoby pieniądze przewidziane m.in. dla Polski (około 66 mld euro wedle lutowego projektu kompromisu budżetowego, czyli o około 21 proc. mniej niż w okresie 2014-20). Jeden z wysokich urzędników UE zapewniał wczoraj [22.04.20], że takie pomysły nie pojawiły się podczas konsultacji przez szczytem UE. – Głęboki, ale zapewne niedługi koronakryzys nie powinien nas popychać do zabierania pieniędzy przeznaczonych na długoterminową politykę inwestycyjną, czyli politykę spójności – tłumaczył ponadto jeden z unijnych dyplomatów.

Co więcej, Komisja Europejska chciałaby przedłużyć do 2022 r. programy spójnościowe z obecnej siedmiolatki (działałyby równolegle do programów z nowego budżetu) i dorzucić do nich około 50 mld euro z „funduszu odbudowy”, ale wedle „klucza kryzysowego”, czyli raczej dla unijnego Południa. – W polityce spójności warto mieć dodatkową pulę, którą można będzie podzielić pomiędzy kraje, które gospodarczo najbardziej ucierpią wskutek koronakryzysu – tłumaczyła w tym tygodniu komisarz UE ds. spójności Elisa Ferreira.

Ursula von der Leyen i Charles Michel

Charles Michel i Ursula von der Leyen

Urzędnicy Komisji Europejskiej szacują, że „fundusz odbudowy” wraz z tradycyjną częścią budżetu UE mogłyby wygenerować w Unii – to jednak szacunki inżynierii finansowej zawsze wzbudzające spory – inwestycje warte co najmniej 1,6 biliona euro. Komisja Europejska chce, by dodatkowe wsparcie częściowo miało formę dotacji (jak zazwyczaj w budżecie UE), a częściowo – tanich pomocowych pożyczek. Ale zarówno wielkość wsparcia ze strony UE, jak i proporcje między subsydiami i pożyczkami to temat ciężkich sporów między krajami Unii.

Paryż, Rzym czy też Madryt naciskają na dotacje, bo nawet tanie kredyty pomocowe zwiększają dług publiczny, który zwłaszcza dla Włochów stałby się jeszcze cięższą kulą u nogi. Prezydent Emmanuel Macron sugerował niedawno, że oparty tylko na dotacjach „fundusz odbudowy” powinien wynieść około 400 mld euro, a Hiszpanie chcieliby jeszcze więcej. Kanclerz Angela Merkel już zasygnalizowała gotowość do zwiększenia wkładu do budżetu UE z powodu koronakryzysu, ale jednak propozycje kwot krążące na unijnym Południu wzbudzają wręcz niedowierzanie na Północy, zwłaszcza w najbardziej jastrzębiej Holandii. Zwłaszcza, że nawet najnowsze pomysły Komisji Europejskiej oznaczają pewne uwspólnienie ryzyka finansowego przez kraje UE (zapożyczanie się całej UE na rynkach). – Włosi straszą swymi populistami, ale transfery budżetowe na Południe to jednocześnie pożywka dla populistów w Holandii albo Niemczech – nieustannie przekonują przedstawiciele krajów unijnej Północy.

Fundusze za praworządność

Dzisiejszy szczyt UE w najlepszym razie wskaże Ursuli von der Leyen kierunki prac nad nowym budżetem UE oraz „funduszem odbudowy”, ale możliwe, że do ostatecznej zgody trzeba będzie osobistych, nie wideokonferencyjnych negocjacji przywódców UE za kilka tygodni. Do kompromisu w sprawie siedmiolatki budżetowej trzeba jednomyślności wszystkich krajów UE (bez niej skończyłoby się na jednorocznych prowizoriach). A dodatkowym utrudnieniem w osiągnieciu konsensusu na pewno będzie – zwalczana przez Polskę i Węgry – reguła „pieniądze za praworządność”, której parę kluczowych krajów płatników nie będzie chciało odpuścić zwłaszcza wobec obecnych wydarzeń na Węgrzech i Polsce.

– Rządzący w krajach UE muszą zrozumieć, że eurostrefa, a pośrednio i cała Unia stoi teraz przed zagrożeniem dziesięć razy większym niż w czasach kryzysu greckie. Muszą zgodzić się na bardzo duży pakiet pomocy. Dotacji, nie kolejnych pożyczek pomocowych – mówi Philippe Lamberts, współprzewodniczący zielonych w europarlamencie.

Chcesz skomentować nasze artykuły? Dołącz do nas na Facebooku! >>