1. Przejdź do treści
  2. Przejdź do głównego menu
  3. Przejdź do dalszych stron DW

„Przeżyłem obóz”. Berlińska wystawa niezwykłych portretów

24 stycznia 2026

Stefan Hanke przez 20 lat fotografował i wysłuchiwał historii byłych więźniów niemieckich obozów. Wielu z nich już odeszło na zawsze – ale dzięki zdjęciom Hankego ich historię nadal Niemcy mogą poznawać.

https://p.dw.com/p/57LrO
Zdjęcia byłych więźniów i więźniarek niemieckich obozów koncentracyjnych
Zdjęcia byłych więżniów niemieckich obozówZdjęcie: DW/Agnieszka Hreczuk

Miejsce nigdy nie mogło być przypadkowe – zawsze musiało być ściśle powiązane z bohaterem. Nie „jakiś barak”, „jakaś tabliczka”, „jakiś budynek”. Po prostu „gdzieś w Auschwitz”, „gdzieś w Dachau”. To musiało być TO miejsce. – Każdy portret jest zaaranżowany indywidualnie, pod los i charakter danej osoby – mówi Stefan Hanke. To miało być silne przesłanie dla oglądających.

Los prowadził go do byłych więźniów

Stefan Hanke, rocznik 1961, to zawodowy fotografik. Specjalizuje się w seriach portretów. Stworzył ich wiele, ale za najważniejszy w swoim dotychczasowym życiu uważa ten „obozowy”. 120 portretów byłych więźniów i więźniarek niemieckich obozów koncentracyjnych. Jakoś przez całe życie zawodowe prowadziło w tym kierunku, mówi. – Przy każdym poprzednim albumie fotograficznym jakoś zawsze trafiałem na byłych więźniów, choć temat był zupełnie inny. I w końcu postanowiłem upamiętnić tych ludzi.

Meżczyzna, Stedfan Hanke, stoi przy portretach więźniów
Stefan Hanke z portretami swoich bohaterówZdjęcie: Freundeskreis Willy-Brandt-Haus

Zaczął w rodzinnej Bawarii, z mieszkającymi tam więźniami, poznanymi przy innych okazjach. To oni, widząc jego zainteresowanie, poprowadzili go dalej – do byłych współwięźniów w Czechach, potem w Polsce. Dotarł szlakiem transportów do Auschwitz, Sobiboru, Treblinki. Niemcy, Czechy, Polska, Rosja, Ukraina.... W sumie siedmiu krajów, z których pochodzili więźniowie. Żydzi, Romowie i Sinti, Polacy, Świadkowie Jehowy, polityczni przeciwnicy Hitlera. Tysiące ujęć, setki godzin rozmów.

Portrety w miejscach nieprzypadkowych

Każda osoba była inna – czasami były to osoby zupełnie nieznane, które wcześniej nie miały kontaktu z mediami. Inne były już osobami publicznymi. – Z tymi pierwszymi było łatwiej, bo istniały już ich jakieś opublikowane wspomnienia, mogłem znaleźć informacje, dotyczące ich życiorysów – tłumaczy Hanke. – Mogłem przed spotkaniem już wyobrazić sobie miejsce do portretu, pewniej je zainscenizować”. Bogdana Bartnikowskiego z Polski, który podczas pobytu w Auschwitz-Birkenau miał 12 lat, sfotografował przy drutach, przed które nieznany chłopiec z tzw. obozu cygańskiego chciał przekazać mu swoją siostrzyczkę, by ją uratować. Esesmani włączyli prąd i dziewczynka dosłownie spaliła się na płocie. – Ta scena w jego wspomnieniach poruszyła mnie ogromnie. Zapytałem, czy mogę go sfotografować w tym miejscu – mówi fotograf. Tak powstało zdjęcie Bogdana.

Zdjęcia byłych więźniów i więźniarek niemieckich obozów koncentracyjnych wiszą na ścianie
Każdy sfotografowany został w ważnym dla swojego losu miejscu. Z lewej Bogdan Bartnikowski przy płocie, na którym zginęła na jego oczach porażonem prądem mała RomkaZdjęcie: DW/Agnieszka Hreczuk

Czasami Hanke przy aranżacji musiał dopasować się do okoliczności. Leona Weintrauba, też z Polski, mógł spotkać w Norymberdze, gdzie akurat opowiadał o swoich losach młodzieży. Fotograf wymyślił, że Weintraub pasuje do budynku sądu, gdzie po wojnie sądzeni byli niemieccy zbrodniarze. – W tym miejscu czuję się nie jak ofiara, ale zwycięzca – powiedział mi Leon po zrobieniu portretu – wspomina Hanke. I takie motto znajduje się przy zdjęciu. Bo przy każdej fotografii sportretowanego przez Niemca bohatera znajduje się jego krótki życiorys, wraz z nazwą obozu, w którym był więziony, i cytat z rozmowy z nim, który najbardziej poruszył Stefana Hankego.

Tylko raz zdarzyło się, że bohater ostatecznie stwierdził, że nie chce jednak zdjęcia w tym miejscu, bo jest to dla niego za trudne. Było zbyt blisko komory gazowej, w której stracił rodzinę. Zmienili miejsce.

Czasami sytuacja zdjęciowa rozwijała się sama i w zupełnie niespodziewanym kierunku. Jak w czasie sesji z Barbarą Pankowską, którą fotografował na tle baraku, gdzie Mengele przeprowadzał eksperymenty na niej i jej towarzyszkach. Spytał ją w tym miejscu, jak zawsze, o to, co czuła w momencie wyzwolenia. – Powiedziała, że przez kilka dni ukrywała się z matką, w jakiejś piwnicy koło obozu, dokąd udało się im uciec w zamieszaniu, przy wywożeniu więźniów przez Niemców pod koniec stycznia. Ale w końcu usłyszała muzykę. Melodię, która jej się spodobała. I odważyła się wyjść – opowiada Hanke. – W trakcie opowiadania zaczęła ją nucić i tańczyć. To była „Kalinka” – wspomina. Nacisnął migawkę. Na wystawie jest to zdjęcie.

Po lewej stronie zdjęcie Leona Weintrauba przed budynkiem sądu w Norymberdye, po prawej stoi fotograf Stefan Hanke
Dla Leona Weintrauba Stefan Hanke musiał znaleźć indywidualną aranżacje w Norymberdze. Postawił go przed budynkiem sądu, w którym sądzeni byli zbrodniarze nazistowsczZdjęcie: DW/Agnieszka Hreczuk

Nie z poczucia winy, ale by nie powtarzać historii

Z wieloma bohaterami rozmawiał po niemiecku. Nigdy nie czuł się z tego powodu odrzucony. – Pamiętam tylko jedną sytuację, kiedy na spotkaniu grupowym, z kilkorgiem byłych więźniów, pewna pani zapytała mnie, co robił mój ojciec w czasie wojny – opowiada Hanke. – Odpowiedziałem, zgodnie z prawdą, że był w Wehrmachcie. Wtedy ona powiedziała, że nie chce, żebym jej robił zdjęcie. Reszta wtedy powiedziała, że oni chcą. Zrobiłem jej zdjęcie – mówi. To nie był koniec tej historii. Po kilku dniach, pod koniec pobytu, kobieta przyszła i powiedziała, że jednak może ją sfotografować. – Byłem bardzo szczęśliwy, że tak się to skończyło – wspomina fotograf. Nie czuje wyrzutów sumienia z powodu historii. Urodził się 16 lat po wojnie, dlaczego ma się czuć winny, mówi. Ale zależy mu na tym, żeby wyciągnąć z tej przeszłości lekcję. – Zawsze byłem wyczulony na totalitaryzmy, propagandę, ksenofobię, ale lata osobistego kontaktu z byłymi więźniami spowodowały, że traktuję to jeszcze poważniej – tłumaczy Hanke. – Wiem, jak to to się zaczyna i do czego prowadzi. Słyszałem to od nich.

W albumie z portretami swoich bohaterów, napisał jako motto: „Ta księga poświęcona jest prześladowanym przez wszystkie totalitarne systemy i przyszłym pokoleniom, w których pokładam nadzieję na czujność wobec jakiejkolwiek tyranii”. 

Z wieloma swoimi bohaterami ma stały kontakt. Piszą maile, smsy, spotykaja się czasami. Z niektórymi jest po imieniu, jak przyjaciel, wobec innych zachowuje zdystansowany szacunek, jak uczeń wobec poważanego nauczyciela.  – Kiedy telefonuje z moimi bohaterami, ci często wspominają, że przeraża ich to, co się dziś dzieje. Że to „tak, jak wtedy” – opowiada. – To takie przykre: dla mnie, ale przede wszystkim dla nich. Ci ludzie, którzy przeżyli tak coś niewyobrażalnego, całe życie poświęcili na to, by opowiadać, przestrzegać. To było dla nich naprawdę misją –  „nigdy więcej”. Liczyli, że naprawdę historia się nie powtórzy. A teraz widzą, że to nic nie dało.

Wystawa w Willy-Brandt-Haus czynna będzie do 26 kwietnia. Wszystkie 120 fotografii, wraz w publicystycznymi tekstami na temat bohaterów można znaleźć w albumie fotograficznym pod tytułem "KZ ueberlebt", wydanym w języku niemieckim.

Wystawa portretów ofiar Holokaustu: "Zadałem jedno pytanie"