Prasa: Związek Wypędzonych zdominuje muzeum w Berlinie?
17 marca 2026
Gazeta „Frankfurter Allgemeine Zeitung” (FAZ) opisuje narastający spór o kierunek, w jakim ma podążać berlińska Fundacja Ucieczka, Wypędzenie, Pojednanie oraz centrum dokumentacji poświęcone historii wysiedleń i promowania dialogu z sąsiadami Niemiec.
Jak wskazuje autor artykułu Andreas Kilb, Związek Wypędzonych (BdV) – choć nie jest jasne, ilu mieszkańców Niemiec faktycznie dziś reprezentuje – wciąż ma dużą „symboliczna siłę”, którą przekształca w realny wpływ polityczny. „W obecnej chwili BdV szykuje się do przejęcia kontroli nad jednym z najważniejszych projektów historyczno-politycznych Republiki Federalnej Niemiec – Fundacją Ucieczka, Wysiedlenie, Pojednanie wraz z jej stałą wystawą w Deutschlandhaus w Berlinie” – czytamy w „FAZ”.
Fundacja ta powstała w 2008 roku w wyniku decyzji ówczesnej koalicji rządowej chadeków i socjaldemokratów, którzy postanowili ustanowić w stolicy Niemiec „widoczny znak” przeciwko wysiedleniom. Dopiero kilkanaście lat później, po wielu sporach w samej fundacji, zmianie jej dyrektora, udało się otworzyć placówkę. Według „FAZ” pod kierunkiem dyrektorki Gunduli Bavendamm instytucja ta kładzie nacisk na pojednanie. Jednak w listopadzie ub. roku rada fundacji nie zgodziła się na ponowne przedłużenie kontraktu z Bavendamm i wbrew stanowisku rady naukowej ogłoszono nowy konkurs na dyrektora.
Trzy kandydatury
Konkurs ma zostać rozstrzygnięty 26 marca. W grę wchodzą trzy kandydatury: Gunduli Bavendamm, dyrektora Centrum Dokumentacji Pracy Przymusowej w Berlinie-Schöneweide Rolanda Borchersa oraz sekretarza Grupy ds. Wypędzonych, Przesiedleńców i Mniejszości Niemieckich we frakcji CDU/CSU w Bundestagu Svena Oolego. To właśnie z tą trzecią kandydaturą BdV wiąże swoje nadzieje – pisze „FAZ”.
Według gazety sześćdziesięcioosobowa Grupa ds. Wypędzonych, Przesiedleńców i Mniejszości Niemieckiej „odgrywa kluczową rolę w walce o władzę w Fundacji Ucieczka, Wypędzenie, Pojednanie”. To właśnie ona wywarła presję polityczną, aby muzea, archiwa, biblioteki i placówki artystyczne, które zgodnie z federalną ustawą o wysiedlonych z 1953 r. otrzymują wsparcie w celu zachowania „dziedzictwa kulturowego terenów wysiedleń”, przenieść z kompetencji ministra kultury do Ministerstwa Spraw Wewnętrznych. „Ta zmiana była od dawna postulatem BdV. Została ona uwzględniona w programie wyborczym chadecji z 2025 roku, a SPD, która ponownie rządzi w koalicji z chadecją, nie sprzeciwiła się temu. Już kilka miesięcy po wyborach zostało to zrealizowane” – czytamy. „Dla Związku Wypędzonych oznacza to, że ma on jeszcze bardziej bezpośredni wpływ na sprawy Fundacji” – ocenia gazeta, opisując personalne wpływy organizacji.
„Zatuszować kontekst”
To, w jakim kierunku może w przyszłości pójść berlińska placówka, zasygnalizował w 2024 r. były szef BdV Bernd Fabritius w liście krytykującym nowy katalog do stałej wystawy w centrum. Jak pisze gazeta, oprócz krytyki nazewnictwa (wypędzeni po wojnie nie powinny być nazywani „wysiedleńcami”) chodziło przede wszystkim o ukazanie wysiedleń Niemców w kontekście II wojny światowej i prowadzonej przez III Rzeszę eksterminacji oraz wysiedleniami w pierwszych latach wojny.
„Związek Wypędzonych chce ten kontekst zatuszować w swojej wystawie” – pisze „FAZ”, cytując list Fabritiusa, w którym uważa on, że taki kontekst ma „nadać moralny wydźwięk w celu legitymizacji masowej zbrodni wypędzeń”. Według cytowanego przez dziennik Fabritiusa „nie poświęcono też wystarczająco dużo uwagi historii stosunków niemiecko-polskich w okresie międzywojennym oraz polskiej polityce wobec mniejszości”. Poza tym nowe przebiegi granic, uznane przez Republikę Federalną Niemiec w 1990 roku, „nie mogą być prawnie określone jako cesje”. Twierdzenie zawarte w katalogu, że wielu wypędzonych w reprezentowało pogląd na historię, „którego dzieci i wnuki nie chciały już akceptować”, czyni „wypędzonych ofiarami drugiej kategorii, poniżonymi przez własne potomstwo” – cytuje „FAZ” pismo byłego szefa BdV.
Widmo „niemieckiego rewizjonizmu” powróci?
Niemiecki dziennik przypomina, że w pierwszych latach swojego istnienia Fundacja Ucieczka, Wypędzenie, Pojednanie była dla wielu obserwatorów z Europy Środkowej i Wschodniej „uosobieniem widma niemieckiego rewizjonizmu historycznego” – nie tylko dzięki silnej pozycji Związku Wypędzonych i jego ówczesnej przewodniczącej Eriki Steinbach (która obecnie należy do AfD).
Następnie, po objęciu funkcji dyrektora przez historyczkę Gundulę Bavendamm „ten strach ustąpił miejsca ostrożnej sympatii, która przyczyniła się do złagodzenia spojrzenia na Niemcy, zwłaszcza w strategicznie ważnej sąsiedniej Polsce” – pisze „FAZ”. Dlatego – jak dodaje – odejście dyrektorki „mogłoby dać nowy impuls tym nacjonalistycznym siłom w Warszawie, które w odpowiedzi na eksponującą własne ofiary narrację BdV, przeciwstawiają swoją narrację, połączoną z astronomicznymi żądaniami odszkodowań wobec dawnego agresora”.
Według gazety rada fundacji powołała grupę roboczą, która ma pracować nad zmianami w stałej wystawie w Deutschlandhaus. Kolejnym krokiem ku przejęciu kontroli byłoby powołanie na dyrektora muzeum Svena Oolego, który „nie ma żadnego doświadczenia w kierowaniu niemieckimi muzeami ani nie opublikował żadnej pracy naukowej na temat ucieczki i wypędzeń, ale jako wieloletni sekretarz Grupy ds. Wypędzonych zna jej cele historyczno-polityczne na wylot”. Wśród pracowników fundacji uchodzi on za „człowieka BdV” – pisze „FAZ”.
Część doradców naukowych Fundacji zapowiedziała już, że zrezygnuje w przypadku powołania Oolego na dyrektora. „Byłby to jasny sygnał dla sąsiadów Niemiec, że projekt fundacji się nie powiódł” – czytamy. O konsekwencjach takich zmian pisał także w styczniu w dzienniku „Rzeczpospolita” polski historyk Piotr Madajczyk, który zasiada w radzie naukowej.