Pomnik polskich ofiar Hitlera w Berlinie: potrzebny i mało realny | Felieton | DW | 26.10.2012
  1. Inhalt
  2. Navigation
  3. Weitere Inhalte
  4. Metanavigation
  5. Suche
  6. Choose from 30 Languages
Reklama

Felieton

Pomnik polskich ofiar Hitlera w Berlinie: potrzebny i mało realny

Władysław Bartoszewski zaapelował o utworzenie w Berlinie pomnika pamięci ku czci polskich ofiar Hitlera. To uzasadniony postulat, ale - niestety - mało realny.

** JAHRESRUECKBLICK ** Bundeskanzler Gerhard Schroeder verneigt sich bei den Gedenkfeiern zum 60. Jahrestag des Warschauer Aufstandes am 1. Aug. 2004 in Warschau. Der Warschauer Aufstand gilt als die groesste bewaffnete Erhebung in den von Nazi-Deutschland besetzten Gebieten waehrend des Zweiten Weltkriegs. Am 1. Aug. 1944 begann die polnische Heimatarmee mit ihren Angriffen auf deutsche Stellungen. Nach 63 Tagen brach der Aufstand zusammen. Fast 200.000 Tote waren zu beklagen, die meisten davon Zivilisten. Als erster deutscher Regierungschef nimmt Schroeder an den Gedenkfeiern teil. (AP Photo/Jockel Finck)

Kanclerz Gerhard Schröder składa hołd Powstańcom Warszawskim (1.08.2004)

W Berlinie są już trzy pomniki upamiętniające ofiary Hitlera: pomnik ku czci pomordowanych Żydów, homoseksualistów i - odsłonięty właśnie - Sinti i Romów. Być może wkrótce dojdzie do tego pomnik ofiar eutanazji.

Polacy takiego pomnika nie mają, nie licząc fragmentu stałej ekspozycji muzeum "Topografia Terroru", poświęconego martyrologii Polaków.

Niewątpliwie rozmiar brutalnego terroru, którego doświadczyła Polska i Polacy, zasługuje na upamiętnienie w miejscu, gdzie formułowano zbrodnicze wizje przyszłości sąsiedniego narodu. W rozumieniu Hitlera i jego paladynów Polacy mieli być bowiem w najlepszym razie niewolnikami, służącymi "narodowi panów". Pierwszym etapem do realizacji tego planu miała być fizyczna eksterminacja polskiej inteligencji. Ofiarami tego Holocaustu padli na skalę masową m. in. polscy księża i nauczyciele. To jednak rozdział, który w Niemczech znany jest jedynie garstce specjalistów. Smutnym potwierdzeniem tej prawdy było przemówienie prezydenta RFN Christiana Wulffa w miejscu pamięci w Auschwitz w styczniu 2011 roku, w którym wymienił on wiele grup ofiar, ale ani słowem nie wspomniał o polskiej inteligencji. A przecież - i o tym także wie w Niemczech tylko garstka specjalistów - Auschwitz było obozem utworzonym pierwotnie właśnie dla zagłady polskiej inteligencji.

To, że z postulatem wzniesienia takiego pomnika występuje były więzień tego obozu i jego niedoszła ofiara, Władysław Bartoszewski, nadaje mu szczególnego wymiaru. Bodaj żaden inny polityk z Polski nie ma bowiem w Niemczech takiego autorytetu jak on.

Jednak wzniesienie takiego pomnika na wzór już istniejących wydaje się mało prawdopodobne. Zbrodnie Hitlera rozciągnęły się bowiem na tyle narodów i grup społecznych, że zapewne zabrakłoby miejsca w centrum Berlina, by uczcić je wszystkie. Być może uda się znaleźć jakiś godny kompromis lub nadać już istniejącej ekspozycji w ramach "Topografii Terroru" rangę miejsca pamięci.

Takie miejsce jest bowiem potrzebne. Pomogłoby ono w uświadomieniu niemieckiemu społeczeństwu ogromu zbrodni Hitlera wobec Polski, ale i wspaniałomyślnego polskiego przebaczenia. Cud pojednania, który dokonał się między Polską a Niemcami, nie jest i nie może pozostać czymś oczywistym. Jest darem, nad którym nadal trzeba pracować. Nie tylko dziś, ale i jutro. I o tym powinien przypominać taki pomnik.

Bartosz Dudek

red. odp.: Małgorzata Matzke