Polacy i Ukraińcy: które mleko lepiej smakuje? | UE-Polska-Niemcy – Wiadomości po polsku | DW | 27.05.2019
  1. Inhalt
  2. Navigation
  3. Weitere Inhalte
  4. Metanavigation
  5. Suche
  6. Choose from 30 Languages
Reklama

Europa

Polacy i Ukraińcy: które mleko lepiej smakuje?

Polsko-ukraińskie pogranicze rozwija się gospodarczo, jednak po obu stronach granicy mieszkańców prześladują traumy związane z trudną polsko-ukraińską historią. Nadal żywe są wzajemne uprzedzenia. Reportaż DW.

Kostka brukowa na placyku przed siedzibą władz miejskich Mościsk, miasteczka w pobliżu granicy z Polską, wymaga natychmiastowej naprawy. Aż się prosi, by pomalować ławki na mini-skwerku przed budynkiem. Ale kto to ma zrobić?

Do Polski za chlebem

– Jeszcze dwa lata temu, gdy zaczynaliśmy odnawiać ten skwerek, dało się skrzyknąć aż cztery brygady do pracy, każda po pięć osób. Teraz już nikogo do tej roboty nie znajdę – złości się burmistrz Sierhij Storożuk. Oficjalnie w Mościskach mieszka 9.000 osób, ale w rzeczywistości jest ich dużo mniej, bo wielu pracuje po drugiej stronie granicy, w Polsce. Stąd do UE jest tylko 15 kilometrów.

Burmistrz Mościsk Sierhij Storożuk

Burmistrz Mościsk Sierhij Storożuk

– Jak tak dalej pójdzie, to w Mościskach będzie pracować tylko trzech ludzi: burmistrz, wójt i lokalny przedstawiciel władz centralnych. Resztę będą stanowić emeryci – opowiada Storożuk gorzki żart i wcale nie jest mu przy tym do śmiechu. Choć z drugiej strony cieszy się, że ludzie mają gdzie zarobić. – 200 do 300 osób z tych mieszkańców, którzy jeszcze tu są, jeździ codziennie do Polski. Przynajmniej zarobią parę euro – mówi.

Ukraińska wódka, polskie mleko

Marszrutka jedzie do granicy niecałe pół godziny. Przygraniczny sklep z alkoholem i papierosami to „shop”, w końcu Zachód jest tuż za rogiem. Paczka papierosów kosztuje poniżej jednego euro, a kilkaset metrów dalej, na bazarze w Medyce, już dwa razy tyle. Kto ma odwagę i nie boi się zdrowotnych sensacji, może też kupić tanią ukraińską wódkę, licząc się z tym, że nie zawsze da się określić jej pochodzenie.

Do Polski można przynieść z Ukrainy dwie półlitrowe butelki wódki i dwie paczki papierosów. Przygraniczna „mrówka” może zarobić na jednym pieszym kursie kilka euro, które z reguły wydaje w pobliskiej „Biedronce”.

– Twaróg, mleko i niektóre rodzaje mięsa są w Polsce dużo smaczniejsze niż u nas na Ukrainie – słychać na bazarze. Granicę przekraczają dziennie tysiące ludzi z torbami pełnymi zakupów. Kto jedzie samochodem, ten zabiera więcej. Bez cła można zabrać na Ukrainę towar o wartości do 500 euro i o wadze do 50 kg.

Pogranicze polsko-ukraińskie

Pogranicze polsko-ukraińskie

Polskie towary lądują w hotelach, sklepach i restauracjach Lwowa, pełnego zagranicznych turystów. W kierunku Ukrainy jedzie też używany sprzęt AGD, często pochodzący z Niemiec.

Kto tylko może, ten kupuje większe ilości towarów na przecenach. Palety mleka, warzyw i mięsa, zanim trafią na Ukrainę, magazynowane są w Centrum Handlu „Korczowa Dolina”. – Mamy nie tylko magazyny. Są tu też sklepy, a wkrótce ruszy wytwórnia ręczników kuchennych. Ukraińcy na pewno chętnie będą tu pracować – mówi z dumą dyrektor Centrum Izabela Tomaszewska.

Izabela Tomaszewska

Izabela Tomaszewska

Wspólna historia

Jednak prawdziwym powodem do dumy jest dla niej coś zupełnie innego. Kilkaset metrów dalej pochowany jest Mychajło Werbycki, były tutejszy proboszcz i twórca hymnu Ukrainy. Co roku „Korczowa Dolina” wspiera organizację tutejszych spotkań Polaków i Ukraińców, którym – jak mówi Tomaszewska – „historia leży na sercu”.

Hanna Wanio też zawsze czeka na te zjazdy. Mieszka w ukraińskim Krakowcu, ma polskie korzenie. – Dobrze się dogaduję z Polakami, nigdy nie miałam problemów. Cieszę się, że mogę przekraczać granicę – mówi kobieta, która dzięki różnicom cen może dorobić sobie do skromnej ukraińskiej emerytury. Jej zdaniem relacje polsko-ukraińskie byłyby lepsze, gdyby były wolne od polityki.

Hanna Wanio

Hanna Wanio

Była zaskoczona, gdy pewnego razu w Medyce zobaczyła na parkingu zdjęcie ukraińskich studentów, które zostało przekreślone i opatrzone napisem: „Zakaz wjazdu”. W 2014 roku w Przemyślu głośnym echem odbiła się impreza, na której ukraińscy studenci sfotografowali się z czarno-czerwoną flagą banderowską. Zostali wydaleni z uczelni.

I dostali zakaz wjazdu na parking. Incydent zmotywował także jego właściciela do umieszczenia przy wjeździe polskiej flagi, która wysoko powiewa nad parkingiem. - Są Ukraińcy, którym się wydaje, że tu powinna być Ukraina. A im tłumaczę, że przede wszystkim mają się dobrze zachowywać, bo są w Unii. I że tu jest Polska. Dlatego ta flaga – wyjaśnia pracownik parkingu. 

Przeciw uprzedzeniom

15 kilometrów dalej, w Przemyślu, Tatiana Nakonieczna ze Związku Ukraińców w Polsce robi wszystko, by zbliżać do siebie Polaków i Ukraińców. Ona sama ma polsko-ukraińskie korzenie, wychowała się w Przemyślu, by po wielu latach emigracji wrócić do rodzinnego miasta. – Akurat gdy wróciłam z Kanady, przeraziłam się, bo właśnie w okolicy odbywała się rekonstrukcja rzezi wołyńskiej – wspomina wydarzenia z 2013 roku, gdy w pobliskim Radymnie realistycznie zainscenizowano mordy polskiej ludności sprzed 70 lat.

Jej zdaniem podgrzało to antyukraińskie nastroje, które dały o sobie znać w 2016 roku, gdy narodowcy zaatakowali uczestników ukraińskiej procesji religijnej. Atmosferę nadal uważa za napiętą. Zauważyła, że informacje o polsko-ukraińskich konfliktach często w pierwszej kolejności pojawiają się na rosyjskich portalach. – To może być sygnał, że chodzi tu o rosyjskie wpływy. A jestem przekonana, że Rosja jest zainteresowana podsycaniem tego konfliktu – mówi Nakonieczna.

Tatiana Nakonieczna (DW/M. Sieradzka)

Tatiana Nakonieczna

Ukraińcy w Polsce: „Nam się tu podoba”

Tatiana zaprasza reporterów DW do Domu Ukraińskiego, gdzie dumnie pokazuje publikację „Polacy i Ukraińcy. Mity, plotki i fake newsy”. „Mitami” do obalenia są tu twierdzenia, że „na Ukrainie mówi się po rosyjsku”, że „w Polsce mieszka milion uchodźców z Ukrainy”, że „Ukraińcy zabierają Polakom pracę i otrzymują niskie stawki za roboczogodzinę”, że „Stepan Bandera to jedyny bohater narodowy Ukraińców”, czy wreszcie, że „Ukrainki pracują w seksbiznesie”. Są też „mity” na temat Polaków: „Polacy są nietolerancyjni”, „Polacy traktują Ukraińców jako gorszych, jakby przyjeżdżali do lepszego świata”.

Przyjaciół Tatiany, Natalii i Oleha, przekonywać nie trzeba. Mieszkają w Przemyślu 12 lat. Ostatnio widzą jednak pogorszenie sytuacji. – Gdy przyjechaliśmy, nie było tu żadnych konfliktów. Szybko nauczyliśmy się polskiego i czujemy się tu jak w domu – mówi Oleh Korpan, który pracuje w miejscowym szpitalu jako lekarz.

Ukraińcy w Polsce

Oleh i Natalia Korpanowie z córką Martą

– Problemy między Polakami a Ukraińcami są nakręcane z góry, może ktoś chce tym zapunktować – dodaje. Jego żona Natalia jest z wykształcenia matematyczką. Ich 10-letnia córka Marta ma dwa ojczyste języki i dwie tożsamości. Finansowo powodzi im się dobrze, na pewno o wiele lepiej niż ich znajomym, którzy zostali na Ukrainie. Nie chcieliby wracać, nie ma powodu.

– Gdy słyszy się o tych napięciach polsko-ukraińskich, to czasem pojawia się myśl, by wracać. Ale nie chcielibyśmy tego, życie w Polsce nam się podoba – mówi Natalia. Ona także woli polskie mleko od ukraińskiego. Zdążyła się już przyzwyczaić.

Reklama