Paryż na wojnie z „dumpingiem socjalnym” | Niemcy – bieżąca polityka niemiecka. Wiadomości DW po polsku | DW | 15.06.2017
  1. Inhalt
  2. Navigation
  3. Weitere Inhalte
  4. Metanavigation
  5. Suche
  6. Choose from 30 Languages

Polityka

Paryż na wojnie z „dumpingiem socjalnym”

Francja domaga się zaostrzenia reformy przepisów UE o „pracownikach delegowanych”. Zmiany forsowane przez Emmanuela Macrona uderzyłyby w tych Polaków, którzy konkurują na Zachodzie m.in. niską płacą.

„Pracownicy delegowani” to np. Polacy wysyłani przez polską firmę do świadczenia usług we Francji czy w Niemczech. Zgodnie z obecnymi zasadami wystarczy płacić im francuską albo niemiecką płacę minimalną, ale składki społeczne, zdrowotne, emerytalne odprowadzają w Polsce. Ten system obniża koszty zachodniego zleceniodawcy. Jednak zwłaszcza Francuzi i Belgowie coraz głośniej nazywają to „dumpingiem socjalnym”, czyli - ich zdaniem - nieuczciwą konkurencją na rynku pracy poprzez sztuczne zaniżanie jej kosztów. A Bruksela coraz mocniej wsłuchuje się w troski Paryża.

Belgien EU-Kommission Pressekonferenz Marianne Thyssen (Reuters/E. Vidal)

Marianne Thyssen, komisarz UE ds. pracy i polityki socjalnej.

– Sprawiedliwość na wspólnym rynku UE wymaga tych samych zasad wynagrodzenia za tę samą pracę w tym samym miejscu – powiedziała w czwartek komisarz UE ds. zatrudnienia Marianne Thyssen (Belgijka, DW) po obradach Rady UE w Luksemburgu o zasadach delegowania. To gorąca sprawa dla Warszawy, bo Polacy to blisko ćwierć z około 1,9 mln „pracowników delegowanych' w całej Unii. Pracują przede wszystkim w Niemczech i we Francji, gdzie prawie połowa jest zatrudniona w budownictwie.

KE za zaostrzeniem zasad, a Francja jeszcze bardziej

Komisja Europejska już w 2016 r. zaproponowała, by „pracownikom delegowanym” przysługiwały - zamiast płacy minimalnej - zwykłe zasady wynagrodzenia w kraju przyjmującym. Chodzi m.in. o objęcie delegowanych lokalnymi układami zbiorowymi, a także wypłacaniem dodatków za pracę w szczególnych warunkach np. za okresy złej pogody. Średni miesięczny koszt zatrudnienia mało wykwalifikowanego Polaka w sektorze budowlanym, wedle wstępnych szacunków, wzrósłby średnio w Belgii z 1718 do 2991 euro, we Francji z 1587 do 1960 euro, a w Niemczech z 2380 do 2897 euro. A zatem dla niemieckiego pracodawcy oszczędność z zatrudnienia budowlańca Polaka zamiast Niemca spadłaby z 562 do 45 euro na miesiąc.

Ponadto Komisja UE chce, by zwykłe zasady delegowania (ze składkami społecznymi w kraju macierzystym) mogły trwać tylko do dwóch lat. Polska i inne kraje młodszej części UE od miesięcy ostro zwalczają to ograniczenie. Tyle, że Francja właśnie zażądała zaostrzenia projektu reformy Komisji, bo chce skrócenia okresu zwykłego delegowania z dwóch lat do zaledwie jednego roku. – Rozmawiamy o tej reformie, ale francuski ambasador przy UE zgłosił w Brukseli pomysł jednego roku dopiero parę dni temu. Zmiany zasad delegowania to bitwa Emmanuela Macrona. Zapowiadał to w swej kampanii wyborczej – mówi wysoki rangą urzędnik UE.

Wpływowy Macron

Malta, sprawująca do końca czerwca prezydencję w Radzie UE, pierwotnie planowała na ten czwartek głosowanie nad reformą delegowania. Koalicja Polski i około 10 innych krajów UE przeciwnych zmianom najprawdopodobniej przegrałaby to głosowanie. Jednak nowy postulat Francji wymaga nowych konsultacji w Unii, więc Malta postanowiła zostawić ten problem w spadku Estonii, czyli kolejnej prezydencji.

Ale czy pomysł Francji ma szanse? – To nie jest wykluczone. Przykładowo, przedstawiciel Niemiec wcale tego nie krytykował na spotkaniu ambasadorów przy UE o delegowaniu przed kilku dniami – relacjonuje nam świadek obrad. Prezydent Macron rozmawiał o reformie delegowania z kanclerz Angelą Merkel podczas swej pierwszej prezydenckiej wizyty w Berlinie.

Komisja UE już pod koniec maja ogłosiła - również bardzo krytykowany przez Polskę - projekt zmian co do kierowców ciężarówek w przewozach międzynarodowych.

Francuska lub niemiecka płaca minimalna miałaby obejmować kierowców m.in. z Polski już po trzech dniach od przekroczenia granicy. – Najpierw było pięć dni. Ale Jean-Claude Juncker przy okazji wizyty Macrona w Komisji obiecał Francuzom zaostrzenie tego dokumentu – tłumaczą nasi rozmówcy w instytucjach UE.

Przeciwnicy zmian w delegowaniu przekonują, że skoro Europa środkowa po wejściu do UE otwarła się w pełni na swobodę przepływu towarów, to teraz Zachód nie powinien walczyć z konkurencją ze strony delegowanych przez ograniczanie swobody przepływu usług. - Jesteśmy przeciw zmianom delegowania w kwestii płacy już od pierwszego dnia zagranicą. Dostajemy pytania, czy to będzie dotyczyć też orkiestr filharmonicznych na koncertach zagranicznych? Obsługi wycieczek szkolnych do Austrii? – pytała czeska minister pracy Michaela Marksowa podczas obrad w Luksemburgu. Polski wiceminister Marcin Zieleniecki ostrzegał przed trudnościami z praktycznym stosowania zbyt rygorystycznych przepisów.

– Delegowanie na obecnych zasadach stało się źródłem konfliktów między pracownikami miejscowymi i delegowanymi – przekonywała jednak francuska minister Muriel Penicaud. Reformy w sprawie delegowania i sprawie kierowców wymagają zatwierdzenia zarówno przez ministrów w Radzie UE, jaki i przez europosłów. Ale Polsce będzie bardzo trudno zablokować je w Parlamencie Europejskim.

Tomasz Bielecki, Bruksela