Protekcjonizm czy walka z dumpingiem socjalnym w UE? | Niemiecka gospodarka, fakty, analizy, dane, prognozy | DW | 31.05.2017
  1. Inhalt
  2. Navigation
  3. Weitere Inhalte
  4. Metanavigation
  5. Suche
  6. Choose from 30 Languages

Gospodarka

Protekcjonizm czy walka z dumpingiem socjalnym w UE?

KE chce, by m.in. polskim kierowcom ciężarówek już po trzech dniach jazdy za granicą należała się lokalna płaca minimalna - np. niemiecka lub francuska.

Polskie firmy są największym graczem na rynku usług w transporcie drogowym w UE i dlatego najgłośniej protestują przeciw reformom zwiększającym koszty pracy kierowców. Zgodnie z ogłoszoną w środę (31.05.2017) propozycją Komisji Europejskiej kierowcy ciężarówek już po trzech dniach pracy za granicą (liczonych w ska np. na trasie z Polski do Francji) byliby traktowani jak „pracownicy delegowani”, czyli należałaby im się lokalna płaca minimalna.

Dla krajów Zachodu do zwalczanie „dumpingu socjalnego” (ten termin lubią zwłaszcza Francuzi), czyli nieuczciwego konkurowania zaniżonymi kosztami płacy. Natomiast dla Polski (to jest konsensus PiS i PO) to uderzanie przez Brukselę w konkurencyjnych transportowców z młodszej części UE, wbrew zasadom unijnego rynku wewnętrznego. A zatem protekcjonizm ze strony unijnego Zachodu.

Bieńkowska prawie osamotniona

Polska próbowała lobbować za limitem na poziomie 7-10 dni. A jeszcze w ubiegły poniedziałek (29.05.2017) w projekcie był zapis o pięciu dniach. Zmniejszenie go do trzech dni pod naciskiem doradców szefa KE Jean-Claude’a Junckera wywołało tak ostry spór, że – wedle naszych informacji – jeszcze we wtorek po południu w Brukseli rozważano odłożenie propozycji reformy na później. Ale ostatecznie KE zatwierdziła w środę limit trzech dni ku protestom polskiej komisarz UE Elżbiety Bieńkowskiej, za którą – wedle naszych rozmówców – stanęła tylko słabiutka koalicja złożona z komisarza Tibora Navracsicsa (Węgra) i komisarza Valdisa Dombrovskisa (Łotysza). – Zarzucano im, że bronią stanowiska krajów pochodzenia, a są członkami ponadnarodowej Komisji Europejskiej. Tyle, że komisarze broniący reformy też mieli stanowiska zgodne z linią swych stolic – mówi nasz rozmówca w instytucjach UE.

Polen Politikerin Elzbieta Bienkowska (DW/M. Pedziwol)

Ku protestom polskiej komisarz UE Elżbiety Bieńkowskiej KE zatwierdziła limit trzech dni

Projekt reformy musi być zatwierdzony zarówno przez Radę UE (ministrów krajów Unii), jak i przez Parlament Europejski, co może zająć kilkanaście miesięcy. Próby jego łagodzenia przez Polskę i inne kraje z młodszej części UE będą bardzo trudne, bo m.in. we Francji panuje przekonanie, że eurosceptycyzm należy zwalczać przez uczynienie rynku UE „bardziej socjalnym”, czyli chroniącym lokalne miejsca pracy przez „dumpingiem”. Polski kierowca już stał się nowym wcieleniem „polskiego hydraulika”, którym straszono Francuzów już przed dekadą. Berlin ma podobne do Paryża poglądy na sprawę płacy minimalnej dla kierowców.

Berlin, Paryż i Wiedeń już chcą płacy minimalnej

Reforma, którą zaproponowała KE, ma wyklarować niejasności prawne, które już doprowadziły do sporu między Brukselą a Berlinem, Paryżem i Wiedniem. KE w maju wszczęła procedurę dyscyplinującą wobec Austrii, bo ta – bez żadnych limitów czasowych bądź kilometrowych - stosuje wymogi płacy minimalnej wobec kierowców w przewozach międzynarodowych (oprócz tranzytu przez Austrię), co zdaniem Brukseli łamie prawo Unii. KE już wcześniej wszczęła podobne procedury wobec Berlina i Paryża. I choć Niemcy zawiesiły wymóg płacy minimalnej dla kierowców jadących tranzytem, ale obowiązuje on w przypadku tych jadących docelowo do Niemiec. A także w kabotażu – gdy kierowca po dostarczeniu ładunku np. do Monachium bierze zlecenia na transport wewnątrz Niemiec, np. z Monachium do Berlina.

Polskie firmy przekonują, że uciążliwsze od samych stawek płacy minimalnej (ich zdaniem polscy kierowcy często zarabiają więcej) są – zwiększające koszty – wymogi administracyjne związane z rejestrowaniem przejazdów zagranicznych np. w niemieckich i francuskich urzędach. KE odpowiada, że docelowo ten kłopot powinny wyeliminować cyfrowe tachografy (z nawigacją satelitarną), rejestrujące szczegółowe dane o przejazdach. Od 2019 r. w taki tachograf powinna być wyposażana każda nowa ciężarówka.

Sprawa kierowców to tylko jeden z elementów sporów w UE o domniemany „dumping socjalny”. Rada UE już w czerwcu zajmie się projektem reformy zwiększającej płace wszystkim „pracownikom delegowanym” (główna grupa w UE to Polacy). Teraz Polakowi delegowanemu np. do Francji (głównie na budowach) trzeba płacić francuską płacę minimalną, lecz – co obniża koszty francuskiego zleceniodawcy – składki społeczne, zdrowotne, emerytalne są opłacane w Polsce. Natomiast wedle projektu KE z 2016 r. „delegowani” podlegaliby wszystkim zasadom wynagradzania w przyjmującym kraju, czyli zarabialiby więcej. Francuski prezydent Emmanuel Macron sugerował w ub. tygodniu nawet zaostrzenie tej reformy.

Tomasz Bielecki, Bruksela