1. Przejdź do treści
  2. Przejdź do głównego menu
  3. Przejdź do dalszych stron DW

Ocalała z Auschwitz: Nie wystarczy upamiętniać

28 stycznia 2026

Miała niecałe sześć lat, gdy trafiła do Auschwitz – i przeżyła. O Holokauście opowiada młodzieży na TikToku, a w środę przemawiała w Bundestagu. – To dla mnie przywilej – mówi DW Tova Friedman.

https://p.dw.com/p/57Z7E
Na zdjęciu widac kobietę w czerwonej marznarce, uśmiechającą się
Tova Friedman w Berlinie jest na zaproszenie Bundestagu, w którym będzie przemawiać w imieniu zamordownych żydowskich dzieciZdjęcie: Agnieszka Hreczuk/DW

Na zdjęciu, stopklatce z radzieckiego filmu, tłumek dzieci przy obozowych drutach. Zakutane w za duże ubranka, swetry, kamizelki, chusty, tylko jeden chłopczyk w przerobionym chyba pasiaku. Tak małych rozmiarów Niemcy nie przygotowali dla najmłodszych więźniów. Dzieci jednocześnie wyciągają do kamery rączki z podwiniętymi rękawami. – To ja – palec ze starannie polakierowanym na czerwono paznokciem ląduje na postaci na samym skraju czarno białego-zdjęcia. – Tak, ta dziewczynka to ja – mówi Tova Friedman.

Numer 27633: w imieniu zamordowanych dzieci

Był 27 stycznia 1945. Tova pamięta do dziś, że było bardzo zimno. Ale i to, że się w końcu nie bała, i że nareszcie było jedzenie.– Ci żołnierze mieli inne mundury niż Niemcy, mówili innym językiem – wspomina. Radzieccy żołnierze chcieli zobaczyć, jak wyglądają wytatuowane numery. Tova – wtedy jeszcze Tola Grossman – wyciągnęła rączkę jak inne dzieci. – 27633 – ten numer wyrył się w głowie na zawsze. Gdy go teraz recytuje, jej głos się łamie. Tova przeprasza – To z emocji – tłumaczy.

Numer to była jej jedyna tożsamość w Auschwitz. – Ten dzień do dziś obchodzę jak moje drugie urodziny – mówi. Życie od nowa. Wtedy ta dziewczynka ze zdjęcia nigdy, przenigdy – mówi Tova – nie wyobrażała sobie, że równe 81 lat później będzie w Berlinie, na zaproszenie niemieckiego rządu i stanie na mównicy w Bundestagu, by przypomnieć o tym dniu, ale i o tym, co go poprzedziło: nienawiść, pogardę, getta, obozy i komory gazowe.

Na zdjęciu w gazecie widać kobietę ze starym zdjęciem dzieci w obozie Auschwitz
Zdjęcie z dziećmi z dnia wyzwolenia obozu. Dziewczynka po lewej stronie to Tova w wieku sześciu latZdjęcie: DW/TVP

– To dla mnie wyróżnienie, że mogę o tym tu mówić – podkreśla. – Nie chodzi o mnie. To przemówienie w imieniu milionów dzieci, których tu nie ma, które wniosłyby wkład w naukę, kulturę, muzykę. I które zostały zabite tylko dlatego, że były Żydami – mówi. Ale chce mówić i o nadziei. – Bo przecież Niemcy byli narodem z ogromnym, wszechobecnym antysemityzmem, a dziś są naszym przyjacielem. Przyjęły odpowiedzialność za to, co zrobiły – ocenia. Przez 75 lat nie chciała tu przyjechać, wzdrygała się na dźwięk niemieckiego języka. Ale uznała, że powinna przypominać. W tym roku jest w Niemczech po raz trzeci. – Żaden Niemiec, którego dotąd spotkałam, nigdy nie usiłował relatywizować czy zaprzeczać złu, którego dokonały. To odważne. Wiele narodów tego nie potrafi.

Dziecko, które widziało to, czego nie powinno

Całe dzieciństwo Tovy to była wojna. Urodziła się we wrześniu 1938 roku w Gdyni, rozwijającym się prężnie portowym mieście. Tu, w poszukiwaniu nowych szans, jej rodzice przeprowadzili się z Tomaszowa Mazowieckiego. Ale z czasów przedwojennych Tova nie może nic pamiętać. Jedno z jej pierwszych wspomnień to moment, gdy siedzi pod stołem i każą jej być cicho. Wtedy już jest wojna, a bycie Żydem to wyrok. To było już w Tomaszowie, dokąd rodzice z Tolą wrócili zaraz po wybuchu wojny, żeby być bliżej rodziny.

– Od kiedy pamiętam, wiedziałam, że nie wolno mi płakać, bo mnie usłyszą i zabiją. Więc nie płakałam. Nie płakałam przez całą wojnę – mówi. Ani wtedy, gdy Niemcy w tomaszowskim getcie zabili babcię, ani wtedy, gdy – już w obozie pracy w Starachowicach, gdzie rodzice pracowali w fabryce amunicji – ojciec zrobił jej specjalna skrytkę nad sufitem, żeby ochronić ją przed wywózką, ani w Auschwitz, gdy miała 6 lat i leżąc z mamą między trupami udawała, że nie żyje, żeby Niemcy nie pognali ich z żywymi w „marszu śmierci”.

Na zdjęciu widać turystów przed bramą do obozu Birkenau
Brama w obozie Auschwitz.BirkenauZdjęcie: Jakub Porzycki/NurPhoto/picture alliance

„Nie byłam dzieckiem. Nie byliśmy. Nie myśleliśmy, nie zachowaliśmy się jak normalne dzieci dziś. Widziałam to, czego żadne dziecko widzieć nie powinno” – napisała w swoich wspomnieniach, wydanych też w Niemczech. Trupy zagłodzonych, zastrzelonych,zagazowanych. 

Do Auschwitz Tola Grossman przybyła w lecie 1944, gdy większość polskich Żydów już nie żyła. Zamiast od razu trafić do komory gazowej, jak większość żydowskich dzieci, dostała tatuaż. Kilkanaście tygodni później Niemcy wysłali do mycia cały barak. Rozebraliśmy się, powiesiliśmy ubrania na wieszakach. Było zimno, pamiętam to świetnie – opowiada Tova.

Miała wtedy pięć i pół roku, ale wiedziała, co to za miejsce. Dwa tygodnie wcześniej pod prysznice poszedł sąsiedni barak. Nikt nie wrócił. Dla więźniów – inaczej niż dla tych, którzy dopiero co przyjechali pociągami z Europy Zachodniej czy południowej – „prysznice” nie były tajemnicą. Ale tym razem drzwi się nie otworzyły. Po jakimiś czasie wszystkim kazano się ubrać i wrócili. To było jak wygrać los na loterii życia.

– Do dziś nie wiem, co się stało. Podobno nawaliła instalacja – mówi Tova. Żyła nadal. Doczekała 27 stycznia.

Kinder in Auschwitz Flash-Galerie Nazi Verbrecher
Dzieci w obozie Auschwitz-BirkenauZdjęcie: AP

W Polsce też nas nie chcieli

Tova z mamą przeżyły Auschwitz, jej tata – Dachau. Liczne rodzeństwo rodziców, kuzyni, dziadkowie tego szczęścia nie mieli. 150 osób po prostu zniknęło. Bez grobu, bez informacji. Zostały tylko wspomnienia. Do Polski wróciła mama z Tolą, potem odnalazł je ojciec. Ale zostać nie chcieli. – Nikt nas tu nie chciał. Polacy nas nie chcieli. Moja ciocię zabiła jakaś banda. Mnie w szkole dzieci wyzywały od „brudnych Żydówek”. Bałam się wyjść. Antysemityzm był potworny.

Ale nowe, komunistyczne władze nie chciały pozwolić na żadne wyjazdy, również Żydom. Rodzina Grossmanów nielegalnie, w nocy, przechodzi granicę, prowadzona z innymi przez przemytników. Lądują w obozie tzw. dipisów – displaced persons: osób, które w czasie wojny przywiezione zostały do Niemiec i z różnych względów nie chciały wracać do ojczyzn. Tu czekały na wizy do zachodnich krajów. Grossmanowie zdecydowali się na USA. Pierwszy rok był koszmarny, jak wspomina Tova w jednym ze swoich filmików. „Nie znałam języka, byliśmy biedni, mama wpadła w depresję” z powodu wojennych przeżyć, utraty rodziny, ale i z powodu wyobcowania i ponownego odrzucenia.

Potem ich sytuacja się poprawia, integrują się. Tova kończy szkołę, idzie na uniwersytet, wychodzi za mąż za amerykańskiego Żyda, którego poznała zaraz po przyjeździe. Wyjeżdżają z dziećmi na 10 lat do Izraela. Tam zmienia imię, bo Polska kojarzy się jej już tylko z niechęcią do Żydów, którą przeżyła po wojnie. Nie chce już być Tolą. Wraca do USA jako Tova. I pomaga innym, zostając psychoterapeutką i pracownicą socjalną.

Na zdjęciu widać starszą kobietę, Tovę Friedman, z wnukiem Aronem
Tova Friedman z wnukiem Aronem. Razem edukuja na TikToku o HolocauścieZdjęcie: Markus Lenhardt/dpa/picture alliance

Na TikToku o Auschwitz i Treblince

Kilka lat temu założyła z wnukiem, Aronem, konto na TikToku oraz Instagramie. Pierwszy filmik o jej pobycie w Auschwitz okazuje się niespodziewanym sukcesem. Tova i Aron kręcą następne. O tym, co to był Majdanek, Sobibór, Treblinka, Chełmno. Dziś ich kanał ma ponad pół miliona followersów, 87-latka jest gwiazdą TikToka.

Tova nie tylko wstawia filmy, ale i rozmawia tam z młodzieżą, opowiada o swoim życiu, tłumaczy Holocaust, czy odpowiada na bardzo osobiste pytania. – Pytają mnie, czy wierzę w Boga. Albo, czy po tym, czego doświadczyłam, potrafię nadal ufać ludziom – opowiada Ocalała. Uśmiecha się szeroko. – Ufam. Przede wszystkim wierzę w ludzkiego ducha.

Widziała ludzi, którzy po stracie całych rodzin potrafili nadal kochać, zakładać rodziny od nowa, wychowywac z miłością dzieci, pomagać innym. – Więc tak, ja naprawdę wierzę, że potrafimy być odporni na zło.

na zdjęciu widać bramę do obozu Auschwitz z napisem "Arbeit macht frei"
Brama wejściowa do Auschwitz, która stała się symbolem niewyobrażalnego okrucieństwaZdjęcie: picture alliance/dpa

Nie możemy się bać

Choć w ostatnim czasie Tova widzi to, czego miała nadzieję już nigdy nie zobaczyć. Rosnącą falę antysemityzmu, ksenofobii. Ludzi, którzy innych chcieliby wykluczać i zabijać. Nie, nie czuje strachu, ale raczej wściekłość, jak tłumaczy w wywiadach. Złość, że TO znowu się odrodziło. Ale im więcej nienawiści i antysemityzmu, tym więcej chce mówić. Dopóki jest.

– Nie wystarczy tylko przypominaći upamiętniać tego, co się stało – tłumaczy Tova. – Nie możemy się bać. Musimy z tym walczyć – mówi silnym, zdecydowanym głosem. W imię zamordowanych.

Chcesz skomentować ten artykuł? Dołącz do nas na Facebooku! >>

Tova Friedman: przetrwanie i pamięć

Pomiń następną sekcję Dowiedz się więcej