Niemiecka prasa: tolerancja zaślepia | Niemiecka prasa o Polsce i po polsku – komentarze i omówienia | DW | 23.06.2020
  1. Inhalt
  2. Navigation
  3. Weitere Inhalte
  4. Metanavigation
  5. Suche
  6. Choose from 30 Languages
Reklama

Prasa

Niemiecka prasa: tolerancja zaślepia

Niemieckie dzienniki komentują w wtorek (23.06.20) zamieszki uliczne w Stuttgarcie.

Nadbita szyba sklepowa

Slady wandalizmu na ulicach Stuttgartu

"Zaskoczenie scenami ze Stuttgartu - albo Hamburga czy Berlina - jest bardzo płytkie. Kto przez długi czas odwraca wzrok, ten kiedyś będzie musiał zapłacić za to rachunek. Tak jak usprawiedliwiona jest debata na temat przekraczania kompetencji i przypadków ekstremizmu w szeregach policji, tak samo oczywiste jest, że najwidoczniej zwani kiedyś "przyjaciółmi i pomocnikami" funkcjonariusze stali się celem polowania; zwierzyną łowną dla dzieci tego społeczeństwa, które nie przyczyniły się niemal niczym do jego wolności i dobrobytu. I jeśli jeszcze wysocy rangą politycy wzbudzają wrażenie, że w razie wątpliwości za każdym mundurem kryje się prawicowy ekstremista, to nie pozostaje to bez oddźwięku. (...) Trzeba nazwać rzeczy po imieniu - podobnie jak demonstranci protestujący przeciwko międzynarodowym szczytom w Hamburgu czy Frankfurcie przejawiali częściowo potencjał morderców, tak samo zamieszki w Stuttgarcie są czymś więcej niż efektem "wściekłości imprezowejj sceny". To smutne, że trzeba jeszcze podkreślać, że trzeba od podszewki wyjaśnić przypadki stosowania przemocy. Nagle, przynajmniej pod względem werbalnym, pojawia się owa surowość, której od lat nie widać było w obchodzeniu się z łamiącymi prawo. Zbyt szybko wysnuwa się także wnioski, że den wybuch przemocy nie ma tła politycznego. A czym jest otwarta, świadomie stosowana przemoc wobec państwa?" - pyta retorycznie komentator "Frankfurter Allgemeine Zeitung".      

Z kolei dziennik "Die Welt" analizuje: "Policjanci nie są wyjęci spod krytyki. Ale ich oczernianie na tle ideologiczny, jak i przydawanie romantyzmu wybuchom przemocy jak politycznie zrozumiałego wyrazu emocji, są przeciwieństwem tego, co trzeba by zrobić, żeby sceny takie jak te ze Stuttgartu, nie powtarzały się. (...).  Na mniejszą skalę, bez plądrowania i celowych ataków na policję, niestety niczym niezwykłym stały się rozróby na wielu kiermaszach czy pochodach. Wymuszona ograniczeniami związanymi z pandemią koronawirusa trzymiesięczna bezczynność obniżyła dziś próg agresji. (...). Nic z tego nie jest do zaakceptowania. Nie do zaakceptowania jest przede wszystkim rosnące obwinianie, ba, oczernianie funkcjonariuszy, którzy muszą wyegzekwować prawo i przywrócić porządek, tam gdzie ludzie wpadają w amok".   

Dziennik "Sueddeutsche Zeitung" zwraca uwagę na inny aspekt: "Od patrolującego ulice policjanta po szczyty hierarchii urzędniczej w MSW panuje niczym nieusprawiedliwiona ignorancja w odniesieniu do społeczeństwa multikulturowego. Oczywiście, że rasizm jest poważnym problemem w szeregach funkcjonariuszy organów ścigania, i w oczywisty sposób na ulicach Niemiec stosuje się Racial Proflling, a więc niedozwolone kontrole tylko na podstawie wyglądu. W szkołach kolor skóry może być powodem zamknięcia możliwości awansu społecznego. Nawet wiele osób, które pochodząc z rodzin imigranckich podjęły pracę w zawodach akademickich, konfrontowanych jest ze stereotypami obcości, a nawet wykluczenia. Państwo przyczynia się do tego, że imigranci wyobcowują się, albo pozostają obcy. Niemcy nie mogą sobie na to pozwolić. Byłoby to zadaniem ministrów spraw wewnętrznych federacji i krajów związkowych, by w czasie ich spotkania kilka dni temu pomyśleć także o przypadkach dyskryminacji w urzędach. Było przeciwnie".     

Temat zamieszek w Stuttgarcie podejmuje również prasa regionalna. Na przykład "Schwäbische Zeitung" (Ravensburg)zauważa, że "starcia między kryminalistami, pijanymi, między politycznymi aktywistami a policją nie są niczym nowym. Nowa jest różnorodność chuliganów i siła ich ataków. Kryje się za nimi wybuchowa mieszanka różnych przyczyn. Szczególnie niepokojące jest jedno - opór przeciwko państwu staje się modny. Czy to zwolennicy teorii spiskowych, »obywatele Rzeszy«, lewacy, imprezowicze - kto się postawi, ten może liczyć na poklask. Informacje, prawdziwe czy nie, szybko rozprzestrzeniają się w sieci. Każdy znajdzie tam (pseudo)argumenty, które potwierdzają jego światopogląd".      

"Dlaczego tak wielu brzydzi się tym państwem?" - pyta komentator "Rhein-Zeitung" (Koblencja). "Można tu mówić też o wzajemności. Wśród aresztowanych znajdują się ludzie z innych państw, którzy mają w Niemczech status »tolerowanych«. W języku niemieckich biurokratów znaczy to - nie można ich deportować, nie uczy się ich niemieckiego, nie pozwala się im pracować. Taka jest polityczna wola wielkiej koalicji w Berlinie. Kryje się za tym konserwatywna doktryna »Niemcy nie są krajem imigracyjnym«. W obozie lewicowym w ogóle nie chcą mówić na temat pochodzenia tych ludzi. Tolerancja zaślepia. Kto sam zabrania sobie zidentyfikowania problemu ten nie będzie mógł go rozwiązać. Ponieważ ten ideowo-polityczny rów jest tak głęboki, w debacie umyka to, że także Niemcy mogą czuć się opuszczeni przez to państwo".