Niemiecka prasa o stosunkach z Turcją: NATO ćwiczy się w asekuranctwie | Niemiecka prasa o Polsce i po polsku – komentarze i omówienia | DW | 09.09.2017
  1. Inhalt
  2. Navigation
  3. Weitere Inhalte
  4. Metanavigation
  5. Suche
  6. Choose from 30 Languages

Prasa

Niemiecka prasa o stosunkach z Turcją: NATO ćwiczy się w asekuranctwie

Niemieccy parlamentarzyści mogli odwiedzić żołnierzy Bundeswehry w Turcji tylko pod egidą NATO, Berlin jest w UE odosobniony w swoim żądaniu przerwania rozmów akcesyjnych z Turcją. Sobotnie gazety komentują ten fakt.

Türkei Stadt Konya NATO-Flugzeug (Reuters/U. Bektas)

Baza NATO w Konya

„W kwestii Turcji nie był to dla rządu RFN dobry tydzień” – stwierdza dziennik „Nordwest-Zeitung” (Oldenburg) – „Wprawdzie siedmiu posłów do Bundestagu mogło nareszcie odwiedzić niemieckich żołnierzy w tureckiej bazie Konya, ale bynajmniej nie był to sukces dyplomatyczny. Bo też podróż ta była możliwa tylko dzięki podczepieniu się pod misję NATO. Drugi dylemat rządu Merkel to ewentualność przerwania negocjacji akcesyjnych UE z Turcją. Oprócz Austrii, najwyraźniej nikt nie chce wesprzeć stanowiska Niemiec domagających się przerwania rozmów. To dyplomatyczna porażka najwyższej rangi. Ponadto trzeba zadać pytanie: czy przerwanie rozmów rzeczywiście coś by przyniosło?”.

«Badische Zeitung» (Freiburg) konstatuje:

„Sojusz Północnoatlantycki, który rozumie się jako wspólnota wartości, skutecznie wymiguje się przed krytycznym ustosunkowaniem się do wydarzeń w Turcji. W lipcu wcielił się wręcz w rolę neutralnego mentora, który zganił w równym stopniu i Turcję, i Niemcy, by dały sobie wreszcie spokój z tymi utarczakmi. Ze strony NATO to wyraźne asekuranctwo, bo członek Sojuszu nad Bosforem uważany jest za niesłyczanie ważnego strategicznie partnera i teraz jest za to nagradzany. Dla parlamentarzystów jednak na dłuższą metę jest nie do przyjęcia, by mogli odwiedzać niemieckich żołnierzy tylko pod chorągiewką NATO. Bundeswehra jest armią parlamentarną. I nie zmieni się to tylko dlatego, że pojedynczy żołnierze podlegają bezpośrednio dowództwu NATO. Rządowi federalnemu, bez względu na to, kto go będzie tworzył po 24 września (po wyborach do Bundestagu – DW), wyjdzie tylko na dobre, jeżeli nadal będzie nastawał na prawo do niezależnych odwiedzin żołnierzy – albo wyciągnie konsekwencje”.

Szereg wątpliwości wyraża też „Frankfurter Allgemeine Zeitung":

„Czy rzeczywiście to już 'całkiem dobrze, że niemieccy parlamentarzyści mogli odwiedzić bazę NATO w Turcji? W rzeczywistości jest to niegodne i bez precedensu, że niemieccy parlamentarzyści muszą podhaczyć się do NATO, jeżeli chcą zobaczyć, co robią ich własni żołnierze. (…) Nawiasem mówiąc niemiecka polityka nie jest tak całkiem pozbawiona winy w tej zagmatwanej sytuacji. Prawa przysługujące parlamentarzystom okazały się być instrumentem, przez który Niemcy pośrednio stają się podatne na szantaż. Sprawa bazy w Incirlik pokazała, że zagraniczne siły mogą stosunkowo łatwo wpłynąć na niemieckie operacje wojskowe i doprowadzić nawet do ich przerwania. (…) Berlin powinien się jeszcze raz zastanowić, czy obecna praktykowany sposób odwiedzin żołnierzy jest naprawdę najlepszy”.

Berliner Zeitung" odnosi się w swoim komentarzu do negocjacji akcesyjnych z Turcją:

„Sigmar Gabriel występował zawsze jako zwolennik dialogu, dopóki nie wszedl mu w paradę kandydat na kanclerza Martin Schulz i w telewizyjnym pojedynku wyborczym nie domagał się przerwania rozmów z Ankarą. Była to samobójcza bramka. Dla rozsądnych sił w Brukseli zawsze było jasne, że Europa potrzebuje Turcji w takim samym stopniu jak Turcja Europy. Argumenty przemawiające za wejściem Turcji do UE nie zniknęły tylko dlatego że Erdogan podaje się teraz za antyeuropejczyka: Turcja jest ważnym buforem i pomostem na Bliski Wschód, a jej ludność jest co najmniej w połowie proeuropejska”.

 

opr. Elżbieta Stasik