Niemiecka prasa: Erdogan igra z ogniem | Niemiecka prasa o Polsce i po polsku – komentarze i omówienia | DW | 28.07.2015
  1. Inhalt
  2. Navigation
  3. Weitere Inhalte
  4. Metanavigation
  5. Suche
  6. Choose from 30 Languages

Prasa

Niemiecka prasa: Erdogan igra z ogniem

W centrum uwagi niemieckiej prasy znajduje się polityka prezydenta Turcji Recepa Tayyipa Erdogana wobec Kurdów i rebeliantów PKK oraz niejednoznaczna obecnie postawa Niemiec.

„Frankfurter Rundschau” przygląda się bliżej tureckiej polityce.

„Coraz wyraźniej widać, że turecki rząd wykorzystuje działania przeciwko dżyhadystom, by przede wszystkim zwalczać PKK. Prezydent Erdogan igra przy tym z ogniem. Wykorzystuje lęki rodaków przed państwem kurdyjskim, by zaatakować, gdzie tylko może, zbrojne ramię Kurdów. Niejasne jest tylko czy nie spróbuje on dodatkowo takim działaniem stworzyć atmosferę, w której prokurdyjskiej Ludowej Partii Demokratycznej HDP nie uda się w możliwych nowych wyborach pokonać mało dziesięcioprocentowy próg wyborczy do parlamentu, a jednocześnie jego partia AKP uzyska większość. Tak czy tak dzięki swej nieugiętej polityce uzyska możliwość, by przy pomocy negocjacji zaprowadzić pokój w trwającym już dziesięciolecia konflikcie z tureckim Kurdami. Jeśli Erdogan się nie ugnie, a PKK nie odwoła zerwanych pokojowych rozmów, konflikt może na nowo rozgorzeć i wtedy nadejdą dla Turcji burzliwe czasy”.

„Augsburger Allgemeine" komentuje:

„W swym dążeniu, by w walce z terroryzmem zaprezentować się jak skała, przystaje na to, że nierozstrzygnięta wojna przeciwko kurdyjskim rebeliantom PKK znowu się odnowi. PKK reaguje zgodnie z obawami i mści się krwawo na tureckich policjantach i żołnierzach. To dla kraju takiego, jak Turcja, znajdującego się w napiętej sytuacji, jest bardzo niebezpieczne. Kurdowie stanowią prawie 20 procent tureckiej ludności. I to, co jest niebezpieczne dla Turcji, stwarza olbrzymie ryzyko dla całego regionu, przypominającego beczkę prochu”.

Stołeczny „Tagesspiegel” pisze:

„Kiedy Niemcy dostarczyły Kurdom broń było jasne, że ci po zwycięstwie nad PI nie oddadzą jej z powrotem, lecz wykorzystają później, walcząc o kwestie narodowe, o autonomię czy zgoła własne państwo – jak wcześniej czyniła to ekstremistyczna PKK. Do przewidzenia było również, że Kurdowie działali nie tylko w obronie własnej czy kierując się współczuciem dla kurdyjskich jazydów. Jako wynagrodzenia będą oczekiwać politycznego poparcia. I to winne mu są Zachód i Niemcy. Rząd federalny nie musi opowiedzieć się za państwem kurdyjskim, które mogłoby powstać z kurdyjskich obszarów w rozpadającej się Syrii oraz obszaru autonomicznego w płn. Iraku. Rozwiązaniem mogłaby być autonomia kulturowa i ograniczona autonomia polityczna”.

„Trierischer Volksfreund" jest zdania, że:

"Sytuacja jest dla Niemiec o tyle delikatna, że kurdyjscy peszmergowie walczą w płn. Iraku przeciwko PI, a Niemcy pomimo poważnych wątpliwości pomagają im, dostarczając broń oraz zapewniając szkolenia. To są ci bojownicy, którzy najwidoczniej pozostają w kontakcie ze zdelegalizowaną Partią Pracujących Kurdystanu (PKK). Poza tym w Turcji stacjonują niemieckie baterie pocisków przeciwrakietowych Patriot. Dlatego uzasadniona jest obawa w Niemczech, że do wciągnięcia w narastający konflikt może dojść szybciej, niż byłoby to Berlinowi na rękę”.

opr. Alexandra Jarecka

Reklama