1. Przejdź do treści
  2. Przejdź do głównego menu
  3. Przejdź do dalszych stron DW

Niemcy skazali ich na śmierć. Listy trafiają teraz do rodzin

26 maja 2026

Dopiero teraz, ponad 80 lat po wojnie, do rodzin ofiar trafiają listy pożegnalne napisane przez skazanych na śmierć w III Rzeszy.

https://p.dw.com/p/5EM5j
Listy pożegnalne skazanych na śmierć ofiar reżimu hitlerowskiego
Niemcy skazali ich na śmierć. Listy trafiają teraz do rodzinZdjęcie: Elisabeth Miletic

„Piszę do Ciebie ostatni list, ponieważ dzisiaj, 2 listopada 1942 roku o godz. 17:00, moje życie dobiegnie końca. Jak wiesz, spotka mnie śmierć jako niewinnego człowieka, ponieważ tak właśnie karani są Polacy. Dlatego proszę Cię przede wszystkim o modlitwę za mnie” – napisał Jan Stępniak w ostatnim liście. Nosi datę 2 listopada 1942 roku.

Jan miał zaledwie 19 lat. Kilka godzin później został stracony w więzieniu w Monachium. Jego ostatnie słowa przeznaczone były dla wuja, ale nigdy do niego nie dotarły.

Niewysłane listy pożegnalne

List Jana Stępniaka należy do około 50 listów pożegnalnych więźniów III Rzeszy skazanych na śmierć. Nigdy nie zostały one wysłane, trafiły do akt więziennych i dopiero teraz, po ponad ośmiu dekadach, ujrzały światło dzienne – w ramach projektu #lostwords, będącego współpracą międzynarodowego centrum badań prześladowań nazistowskich Arolsen Archives oraz Archiwów Państwowych Bawarii.

Ponad dziewięć miesięcy temu ogólnoeuropejska sieć wolontariuszy rozpoczęła poszukiwania tych ostatnich wiadomości, ich rekonstrukcję oraz przekazywanie potencjalnym potomkom.

List Jana Stępniaka
List pożegnalny Jana Stępniaka Zdjęcie: Elisabeth Miletic

Jeden z takich listów pożegnalnych napisał Mieczysław Kopyto. – Kiedy po raz pierwszy trzymałem ten list w rękach, było to bardzo przytłaczające – mówi jego wnuk cioteczny, Markus Szczypta. Przez długi czas wiedział jedynie, że nazwisko Kopyto też należy do rodziny, ale nie wiedział nic więcej.

Pod koniec ubiegłego roku ze Szczyptą skontaktowali się wolontariusze z projektu #lostwords. Kilka tygodni później pojechał do siedziby Arolsen Archives w Bad Arolsen w Niemczech i otrzymał reprodukcję listu pożegnalnego swojego krewnego.

Miał przed sobą całe życie

Kopyto pracował u niemieckiego rolnika. Gdy we wrześniu 1942 roku doszło do eskalacji konfliktu między nim a służącą, ta oskarżyła go o próbę gwałtu. Nazistowski wymiar sprawiedliwości skazał go na śmierć. Na jego pożegnalnym liście atrament miejscami się rozmazuje. Pisze też o tym, że płacze. – Trudno czytać dalej – mówi Szczypta.

W aktach egzekucyjnych po raz pierwszy zobaczył też zdjęcie swojego krewnego. – Poleciała mi niejedna łza – opowiada ze smutkiem. Na zdjęciu widać młodego chłopca, który miał przed sobą całe życie. – Kiedy wyobrażam sobie, przez co przeszły moja babcia i prababcia… – mówi Markus Szczypta.

Kopyto miał zaledwie 18 lat, gdy został stracony. W swoim liście próbuje dodać otuchy bliskim: „Nie płaczcie za mną. Nie jestem sam. Jest nas tu wielu”. Jednocześnie świadectwem jego rozpaczy jest prośba o ułaskawienie, w której błaga o karę więzienia zamiast śmierci. – Chciał żyć za wszelką cenę – mówi Szczypta.

Śmierć za kradzież

I w innych zachowanych listach skazani zwracają się do rodziców, partnerów, krewnych i przyjaciół. Regulują swoje ostatnie sprawy i żegnają się – rzeczowo lub w rozpaczy, czasem także pełni gniewu z powodu niesprawiedliwości. „W trakcie procesu było jasne, że sędzia zmierza do wymierzenia mi najsurowszej kary. Na Boga, dopiął swego!” – pisze Johannes Fleischmann. 42-latek został stracony w Stadelheim za zwykłą kradzież. „Rzekomo jestem złodziejem, ale sąd to mordercy” – dodaje.

Pożegnalne listy z więzienia Stadelheim
Pożegnalne listy z więzienia StadelheimZdjęcie: Elisabeth Miletic

To, co Fleischmann opisuje w swoim liście, ma potwierdzenie w historii: w latach 1933-1945 niemiecki wymiar sprawiedliwości został przekształcony w narzędzie reżimu nazistowskiego i stał się częścią systemu bezprawia. Liczba przestępstw zagrożonych karą śmierci wzrosła z trzech do 46. Sądy specjalne wydawały wyroki motywowane politycznie. Służyły eliminowaniu przeciwników i zastraszaniu społeczeństwa.

W samym tylko monachijskim więzieniu Stadelheim, jednym z głównych miejsc egzekucji w czasach III Rzeszy, do 1945 roku stracono 1188 osób. Dochodzenia były często powierzchowne. Wielu ze straconych miało poczucie niesprawiedliwości.

Ocalały od zapomnienia

Dla Szczypty list zmienił spojrzenie na historię rodziny. – Moja babcia nie była pogodną osobą. Zawsze było widać, że nosi w sobie jakiś ciężar – to prawdopodobnie była śmierć jej brata – mówi. Dziś czuje się odpowiedzialny za przekazywanie tej historii dalej. – To już nie jest tylko historia. Mamy twarz, głos, imię.

W swoim liście pożegnalnym Mieczysław Kopyto prosił, aby podczas nabożeństwa wspomnieć jego duszę. Ponad 80 lat później jego rodzina mogła spełnić to życzenie.

(DW, KNA/dom)

Chcesz skomentować ten artykuł? Dołącz do nas na facebooku! >>

Niemcy okradli Aleksa w 1944 r. Na rodzinę czekała pamiątka

Katarzyna Domagała-Pereira - zdjęcie portretowe
Katarzyna Domagała-Pereira Dziennikarka i publicystka, zastępczyni kierownika Redakcji Polskiej DW.