Niemcy: Film dokumentalny o niezwykłym geście człowieczeństwa | Niemiecka kultura, polska kultura w Niemczech, wydarzenia | DW | 28.07.2020
  1. Inhalt
  2. Navigation
  3. Weitere Inhalte
  4. Metanavigation
  5. Suche
  6. Choose from 30 Languages
Reklama

Kultura

Niemcy: Film dokumentalny o niezwykłym geście człowieczeństwa

Niemiecka telewizja publiczna ARD pokazuje w środę (29.07.2020) film dokumentalny o poruszającej historii b. więźniarek KL Ravensbrueck i ich strażniczki Johanny Langefeld.

 „Uklęknięcie Willy'ego Brandta w Warszawie było kamieniem milowym w polsko-niemieckim pojednaniu po II wojnie światowej. Zupełnie inny gest człowieczeństwa jest mało znany” – pisze niemiecka Katolicka Agencja Informacyjna (KNA).

Tą historią jest przypadek Johanny Langefeld, komendantki głównego nazistowskiego obozu koncentracyjnego dla kobiet KL Ravensbrueck i krótko aktywnej także w KL Auschwitz. Mimo to nigdy nie została skazana. Uratowały ją Polki, byłe więźniarki, które pomogły jej uciec z krakowskiego więzienia, gdzie czekała na proces i prawdopodobne stracenie.

O tej niezwykłej akcji Polek i życiu Langefeld opowiada polsko-niemiecka koprodukcja, film dokumentalny Władysława Jurkowa i Gerburg Rohde-Dahl „Przypadek Johanny Langefeld " („Die Aufseherin -  Der Fall Johanny Langefeld"). Wielokrotnie nagrodzony obraz pokazuje niemiecka telewizja publiczna ARD w środę (29.07.2020).

Ochotniczka w Auschwitz

Nie ulega wątpliwości – urodzona w 1900 r. Langefeld była wszystkim, ale na pewno nie przeciwniczką nazizmu. Antysemitka z przekonania, od 1937 r. członkini NSDAP, pracowała m.in. w więzieniu dla „asocjalnych kobiet” w Brauweller, w jednym z pierwszych obozów koncentracyjnych – Lichtenburg w Saksonii, jako ochotniczka zgłosiła się do pracy w KL Auschwitz, by rozbudować tam obóz dla kobiet. Przedtem była już w Ravensbrueck i to nie byle kim, bo „Oberaufseherin”, strażniczką wyższego szczebla, komendantką. Nigdy nie kwestionowała aresztowania osadzonych w obozie Polek.

Gdy w Auschwitz była świadkiem systematycznego mordowania ludzi w komorach gazowych, odezwało się jej sumienie. Poprosiła o powrót do Ravensbrueck. Kilka miesięcy później została zdradzona za swój „miłosierny stosunek do więźniarek”. Podtykała im jedzenie, unieważniała nawet wyroki śmierci. Krótko przed końcem wojny musiała opuścić obóz i pracowała w fabryce w Bawarii. Ostatecznie została aresztowana w Monachium przez Amerykanów i deportowana do Polski.

Wdzięczność i wielkoduszność byłych więźniarek

Lata później wiele kobiet potwierdziło, że zawdzięcza Langefeld życie. Gdy dowiedziały się o jej aresztowaniu, wiedziały, że ich wdzięczność nie odegra roli w procesie. W tych pierwszych, powojennych latach nie było miejsca na zróżnicowane spojrzenie na wojnę i dokonane zbrodnie, na sprawców i ofiary. „Ze zrozumiałych względów nienawiść Polaków na wszystko, co niemieckie, nie dopuszczała takiego zróżnicowania”, czytamy w depeszy KNA.

Polki wydostały Langefeld z więzienia, pomagały jej ukrywać się latami. W połowie lat 50-tych wróciła do Bawarii, gdzie w latach 70-tych XX wieku zmarła.

Dziś zróżnicowane spojrzenie jest możliwe. W taki sposób film „Przypadek Johanny Langefeld” przywołuje prawie zapomniany rozdział polsko-niemieckiej historii i „honoruje wspaniałomyślność Polek, które krótko po wojnie, a być może i do dzisiaj, nie wybaczyły tego, co uczynili im Niemcy. Mimo to uratowały kobietę, której w centrum piekielnego systemu zawdzięczają życie”.

Jak odnotowuje dalej KNA: „Autorom filmu udało się nie bagatelizować okropności straszliwego reżimu. Jednocześnie honorują wspaniałomyślny gest człowieczeństwa, którym pięć Polek zwróciło swojej nadzorczyni to, co ona im podarowała – życie”.

(KNA/stas)

Chcesz skomentować ten artykuł? Dołącz do nas na Facebooku! >>

Redakcja poleca

Reklama