1. Przejdź do treści
  2. Przejdź do głównego menu
  3. Przejdź do dalszych stron DW

Nie punktualność, lecz opóźnienia. Typowo niemieckie?

Andreas Becker | Nicolas Martin
20 lutego 2026

W Niemczech budowy czy remonty dużych obiektów często wymykają się spod kontroli. Opóźnienia kosztują miliardy.

https://p.dw.com/p/5966b
Niemcy Kolonia 2015 | Plac budowy - Opera Kolońska podczas remontu
Opera Kolońska podczas remontu Zdjęcie: Marius Becker/dpa/picture alliance

Nowe lotnisko w Berlinie? Planowano pięć lat budowy, a zajęło to czternaście. Główny dworzec kolejowy w Stuttgarcie? Po szesnastu latach wciąż nie jest gotowy. Filharmonia w Hamburgu? Zamiast trzech lat budowy, zajęło to dziewięć. A koszty? Czasami dziesięciokrotnie wyższe od pierwotnych szacunków.

Inny przykład: opera w Kolonii. Została otwarta w 1957 roku po zaledwie trzech latach budowy i uznawana była za symbol nowoczesnych i demokratycznych Niemiec. W 2012 roku podjęto decyzję o jej renowacji. Plan: trzy lata budowy i ponowne otwarcie w 2015 roku.

Jednak budynek – składający się oprócz samej opery, także z teatru z dwiema scenami i opery dziecięcej z własną sceną – nadal nie został przywrócony do użytku po ponad dziesięciu latach.

Dla śpiewaczki operowej Emily Hindrichs 2015 rok był jej pierwszym rokiem pracy jako członka zespołu opery. – Wtedy myślałam: Na pewno szybko to załatwią. Byłam pełna optymizmu – przyznaje.

Jednak przez kolejnych dziesięć lat Emily nadal nie postawiła swojej nogi w budynku. Występowała na scenach tymczasowych w prowizorycznych miejscach. Frustracja jest głęboka.

Wieloletnie opóźnienia i miliardowe straty

Koszty wzrosły z pierwotnie planowanych 250 milionów euro do 850 milionów euro. Jeśli doliczyć koszty odsetek i koszty miejsc tymczasowych, wychodzi suma 1,5 miliarda euro. – Robi mi się słabo od tego – mówi Hindrichs. – To tak, jakby wrzucano pieniądze do studni bez dna – dodaje.

Również aktor Andreas Grötzinger doświadczył w ciągu około dziesięcioletniego opóźnienia szereg różnych emocji: „Nadzieja, rozpacz, złość, a coraz częściej kpiny”. – Wciąż ogłaszano nowe terminy otwarcia. Ale nigdy ich nie dotrzymywano – opowiada w rozmowie z DW. 

Szczególnie absurdalne dla Grötzingera jest to, że do dziś nie wie, dlaczego remont tak się przedłuża.– Nikt nie potrafi dokładnie powiedzieć, co poszło nie tak. To wszystko jest wielką, niezwykle złożoną plątaniną przyczyn – mówi.

Niemcy do remontu

Sztywne reguły przetargów i biurokracja

Jürgen Marc Volm kieruje projektem remontu opery od 2024 roku. Gdy przejął stery, renowacja była już dziewięć lat opóźniona. Volm wskazuje na ogromną złożoność projektu: 64 000 metrów kwadratowych, 2000 pomieszczeń, 58 różnych firm wykonujących 72 różne rzemiosła, a także 22 biura projektowe.

– Wiele trzeba było poprawiać, ponieważ pozwolenia nie były prawidłowo wydawane i występowały wady, zarówno w planowaniu, jak i w wykonaniu – zaznacza w rozmowie z DW.

Dodaje, że sztywny proces przetargowy często faworyzuje najtańszego oferenta, a często nie są to firmy w dobrej kondycji finansowej.

– Niektóre firmy zbankrutowały – opowiada Jürgen Marc Volm. – Musieliśmy znaleźć nowych partnerów, a oni musieli wkomponować się w trwający projekt, w którym wszystko się ciągle zmieniało – dodaje.

Choć każdy przypadek jest inny, Volm dostrzega powtarzający się schemat: problemy z komunikacją. – Jesteśmy bardzo dobrzy w rozwiązywaniu problemów technicznych, ale nie tak dobrzy w komunikacji – przyznaje.

Nieaktualne: mit dobrego niemieckiego planowania 

Rozgrzebany plac budowy w Kolonii nie jest jedynym w Niemczech. W całym kraju występują opóźnienia w dużych projektach. – Niemcy mają tutaj poważny problem – zauważa Reiner Holznagel, prezydent Federalnego Stowarzyszenia Podatników. – Duże projekty nie są już realizowane szybko, efektywnie i zgodnie z potrzebami. Stare, pozytywne wyobrażenie Niemiec już nie jest aktualne – podkreśla i wskazuje na liczne przepisy, które wszystko spowalniają – od wymogów środowiskowych po bezpieczeństwo.

– Budowanie w Niemczech jest bardzo, bardzo drogie – mówi DW. – Ale nie dlatego, że materiały są drogie lub że płacimy wysokie wynagrodzenia, lecz dlatego, że mamy tak wiele wymogów. To kosztuje ogromne pieniądze, czas i wysiłek – wyjaśnia.

Sytuacja jest szczególnie skomplikowana przez fakt, że nadzór nad przestrzeganiem wszystkich tych zasad zazwyczaj należy do różnych urzędów, departamentów lub ministerstw.

Matka wszystkich opóźnień

Opera w Kolonii nie jest pierwszym dużym projektem w mieście, który opóźnia się w sposób spektakularny. Normy ustanowiła tu słynna gotycka katedra, jedna z największych atrakcji turystycznych Niemiec, którą odwiedza rocznie około sześciu milionów osób. Co znaczy jedno dziesięciolecie opóźnienia w porównaniu do pięciuset lat?

Prace budowlane nad katedrą rozpoczęły się w 1248 roku. Gdy miastu i Kościołowi skończyły się pieniądze, opuszczony dźwig na nieukończonej wieży stał się na wiele stuleci symbolem Kolonii.

Dopiero dużo później, w 1880 roku, postawiono kropkę nad i, ponieważ zakończenie budowy postrzegano jako zadanie narodowe. Z chwilą powstania Cesarstwa Niemieckiego w 1871 roku, wiele małych królestw i księstw po raz pierwszy zjednoczyło się w niemieckim państwie narodowym.

– Ukończenie katedry zajęło 600 lat – mówi aktor Andreas Grötzinger. I dodaje: „Mam nadzieję, że teraz będziemy szybsi”.

W centrum Paryża, 500 kilometrów na południowy zachód od Kolonii, stoi inna słynna katedra: Notre-Dame de Paris. Została ukończona już w 1345 roku, więc znacznie szybciej niż katedra kolońska. I nawet dziś Notre-Dame może być wzorem.

Niemcy Kolonia katedra
Historia katedry w Kolonii pokazuje, że niektóre inwestycje trwają długo Zdjęcie: Shotshop/picture alliance

Duch Notre-Dame

Pożar zniszczył w 2019 roku znaczną część konstrukcji dachu Notre-Dame. Już niedługo później prezydent Francji Emmanuel Macron ogłosił, że katedra zostanie ponownie otwarta w ciągu zaledwie pięciu lat. I tak się stało – na czas i w ramach budżetu.

Jean-Louis Georgelin, emerytowany generał armii, kierował projektem z wojskową surowością. – Nazywał to pięcioletnią walką – wspomina Philippe Jost, który po śmierci Georgelina przejął dowodzenie i doprowadził projekt do końca. Dzięki wspólnemu celowi powstało coś, co Jost w rozmowie z DW nazywa „duchem Notre-Dame".

„Pracujemy razem jak wielka rodzina” – mówił szefom wszystkich firm zaangażowanych w projekt. Zapewniał, że zawsze mogą liczyć na jego pomoc w razie problemów. A był przygotowany na najgorsze. Prawie ćwierć budżetu na odbudowę przeznaczono na wzrosty cen, nieprzewidziane zdarzenia i ryzyko terminowe. – To jak z pożarem: musi być ugaszony, zanim się rozprzestrzeni – relacjonuje.

Zamiast obwiniać się nawzajem, gdy coś nie działało, Francuzi postawili na zaufanie i komunikację. I zadbali o to, by zespół był mały. Ekipa odpowiedzialna za odbudowę Notre-Dame została stworzona specjalnie w tym celu i nigdy nie miała więcej niż 35 pracowników.

Rok spędzili Philippe Jost i jego zespół na znalezieniu odpowiednich firm. – Potrzebowaliśmy najlepszych – mówi, dodając, że „najlepsi nie zawsze są najtańsi".

Efekt: odbudowa za 700 milionów euro, która, jak obiecano, została zakończona w ciągu pięciu lat. Renowacja Opery Kolońskiej była droższa i trwała znacznie dłużej.

Chcesz skomentować ten artykuł? Zrób to na facebooku! >>

Lekcje dla Niemiec

Prezydent organizacji podatników Reiner Holznagel stwierdza, że nadszedł najwyższy czas, aby Niemcy zaczęły czerpać z takich wzorców. W przeciwnym razie sprawa staje się polityczna. – Gdy patrzę na stan niektórych mostów czy dróg, a o pociągach nawet nie chcę zaczynać, widzę, że niemieckie państwo ma poważny problem, i można zrozumieć, dlaczego ludzie są tak ekstremalnie niezadowoleni – podkreśla.

Emily Hindrichs, śpiewaczka operowa, uważa, że Niemcom brakuje elastyczności. – Mentalność tutaj często jest sztywna i nieelastyczna, w stylu: ustaliliśmy plan i teraz wszystko musi przebiegać dokładnie tak. Ale nie ma planu B – mówi.

Aktor Andreas Grötzinger zwraca uwagę, że miasto Kolonia przez dziesięciolecia nie dbało o operę i teatr. Widzi paralele z państwem: „Niemcy tak mało inwestowały w swoją infrastrukturę, że gdy zaczynamy się zajmować problemami, to są one przytłaczające”.

Jest i dobra wiadomość: ponowne otwarcie Opery Kolońskiej zaplanowano na jesień 2026. – Gdy w końcu będę mogła tam śpiewać, będzie to jak powrót do domu. Na to czekałam przez te wszystkie lata – przyznaje Emily Hindrichs.