Lufthansa i nazistowska przeszłość wielkich firm
26 grudnia 2025
Linie lotnicze Lufthansa, narodowy przewoźnik niemiecki, są dumne ze swojej prawie stuletniej tradycji. Ujęcia z lat 20. i 30. XX wieku – w tym samoloty Junkers Ju 52 używane przez Luftwaffe – zajmują ważne miejsce w marketingu Lufthansy, nawiązując do „pionierskiego ducha” marki i jej miejsca w historii lotnictwa.
Jednak w dużej mierze nieznana pozostaje historia dotycząca roli Lufthansy w machinie wojennej III Rzeszy, w tym na przykład wykorzystywanie pracy przymusowej na dużą skalę. W rzeczywistości Lufthansa jest tylko jedną z wielu firm, które współpracowały z nazistowskim reżimem, nie ponosząc potem żadnych konsekwencji. Według dziennikarza Davida de Jonga są to znane marki i dynastie biznesowe, o których pisze on w książce „ Nazistowscy miliarderzy. Mroczna historia najbogatszych przemysłowych dynastii Niemiec”.
Książka ta opisuje, jak po II wojnie światowej odbyły się procesy niektórych liderów biznesu, w tym członków kierownictwa IG Farben (partnera firmy, która posiadała patent i licencję na produkcję gazu cyklon B używanego w obozach zagłady), ale w przeciwieństwie do wysokich rangą nazistowskich polityków i przywódców wojskowych sądzonych w Norymberdze, większość liderów biznesu, którzy współpracowali z reżimem, nigdy nie została naprawdę pociągnięta do odpowiedzialności.
– Władze zachodnioniemieckie nie miały motywacji, aby osądzać swoich rodaków za zbrodnie, które sami popełnili lub za które ponosili odpowiedzialność, ani za sympatie, jakie żywili lub nadal żywią – powiedział de Jong w rozmowie z DW. – Biznesmeni, o których pisałem, walczyli zaciekle o zachowanie majątku i firm, które zagarnęli. I często odnosili zwycięstwo.
„Zamknięty rozdział”
Jednym z biznesmenów, o których pisał de Jong, jest Klaus-Michael Kühne, obecnie najbogatszy człowiek w Niemczech, którego majątek szacuje się na 38,7 mld dolarów i który jest największym pojedynczym udziałowcem Lufthansy. Jest on spadkobiercą globalnego imperium transportowo-logistycznego Kühne+Nagel. Jej współzałożycielem był w 1890 roku jego dziadek August Kühne.
Firma była zarządzana przez rodzinę i jej żydowskiego partnera Adolfa Maassa do 1933 roku, kiedy to kontrolę przejęli synowie Augusta, obaj członkowie partii nazistowskiej. Kühne+Nagel miała praktycznie monopol na transport grabionego mienia żydowskiego, głównie mebli i dzieł sztuki, na czym dużo zarobiła podczas Holokaustu. Maass został zamordowany w Auschwitz w 1944 roku.
Klaus-Michael Kühne nie chce rozmawiać o źródłach swojego majątku i zakresie, w jakim firma czerpała zyski z reżimu nazistowskiego, twierdząc, że „ten rozdział jest zamknięty”. Kontrowersje ponownie rozgorzały w tym roku, kiedy ujawniono, że Kühne był fundatorem nowej opery w Hamburgu, co doprowadziło do oskarżeń o próbę „wybielania” mrocznej przeszłości firmy.
Lufthansa jako przykrywka dla nazistowskich zbrojeń
Deutsche Luft Hansa – później przemianowana na Lufthansa – została założona w 1926 roku, kiedy tylko niewielka elita mogła sobie pozwolić na latanie samolotami, a na początku lat 30. walczyła o przetrwanie. Według historyka Lutza Budrassa to naziści „uratowali Lufthansę”. W 1933 roku Hermann Goering mianował dyrektora Lufthansy Erharda Milcha sekretarzem stanu w przyszłym Ministerstwie Lotnictwa Rzeszy.
Na mocy traktatu wersalskiego Niemcom zabroniono posiadania sił powietrznych. Jednak dzięki niewielkim ograniczeniom w lotnictwie cywilnym Lufthansa stała się dla reżimu narodowych socjalistów przykrywką dla zbrojeń. Po 1941 roku Lufthansa odgrywała znaczącą rolę w warsztatach naprawczych za linią frontu i – w przeciwieństwie do innych firm – mogła bezpośrednio sprowadzać robotników przymusowych, w tym dzieci, z terytoriów okupowanych przez Niemców w całej Europie.
Pod koniec lat 90. Lufthansa zatrudniła Budrassa do zbadania kwestii wykorzystywania pracy przymusowej w okresie nazistowskim. Badanie zostało zakończone w 2001 roku. Jednak Lufthansa opublikowała je dopiero w 2016 roku i to tylko jako dodatek na końcu błyszczącej, ilustrowanej historii firmy. W odpowiedzi Budrass opublikował własną 700-stronicową książkę pt. „Orzeł i żuraw: historia Lufthansy 1926-1955”. Stało się to wbrew woli Lufthansy.
– Lufthansa zawsze starała się czerpać zyski ze swojej długiej historii, ale kiedy konfrontuje się ją z faktem, że narodowy socjalizm jest częścią tej historii, zawsze odpowiada: „Nie, to nie ma z nami nic wspólnego” – powiedział Budrass w rozmowie z DW. – To dla mnie zawsze było problemem w przypadku Lufthansy.
W odpowiedzi na zapytanie DW Lufthansa twierdzi, że nie jest prawnym następcą firmy założonej w 1926 roku i że „podstawy prawne dzisiejszej Lufthansy zostały położone w 1953 roku”. W oświadczeniu Lufthansa przyznaje, że era narodowego socjalizmu jest częścią jej historii i zapowiada, że „wykorzysta setną rocznicę swojego powstania jako okazję do krytycznej analizy swojej odpowiedzialności w okresie nazistowskim i dalszego badania tej kwestii w oparciu o badania historyczne”.
„Celowa amnezja” i biznes jak zwykle
W swojej książce „Profits and Persecution: German Big Business in the Nazi Economy and the Holocaust” („Zyski i prześladowania: niemiecki wielki biznes w gospodarce nazistowskiej i Holokauście”) historyk Peter Hayes bada, w jaki sposób znane firmy były współwinne niektórych z najgorszych okrucieństw tego okresu – od dostaw gazu cyklon B przez IG Farben (której następcami są dziś firmy BASF i Bayer) po przetwarzanie złotych wypełnień dentystycznych wyrwanych z ust ofiar w nazistowskich obozach koncentracyjnych. – Nie tylko wiedzieli, w czym biorą udział, ale także próbowali na tym zarobić – powiedział Hayes w rozmowie z DW.
Po zakończeniu wojny alianci ogłosili Lufthansę częścią Luftwaffe i zlikwidowali firmę w 1951 roku. Deutsche Lufthansa, obecnie czwarta co do wielkości linia lotnicza na świecie pod względem przychodów, została założona w 1953 roku jako Aktiengesellschaft für Luftverkehrsbedarf (w skrócie Luftag), a w 1954 roku nabyła prawa do nazwy Lufthansa i słynnego logo z żurawiem.
Nie była to jednak tylko ta sama nazwa i logo. Wielu dawnych członków kierownictwa powróciło do zarządu, w tym Kurt Weigelt, który kierował departamentem ekonomicznym Biura Polityki Kolonialnej NSDAP. Po wojnie znalazł się on na liście poszukiwanych zbrodniarzy wojennych i ostatecznie został skazany na dwa lata więzienia i grzywnę. W 1953 roku został przewodniczącym rady nadzorczej Lufthansy, a po przejściu na emeryturę został jej jedynym honorowym członkiem zarządu.
– Wyszli z tego obronną ręką, ponieważ było to korzystne dla aliantów i dla samych Niemców – powiedział Hayes. – To celowa amnezja, która była wygodna dla Niemców zachodnich. Pasowała do sposobu podziału nazizmu na kategorie, zgodnie, z którym wszystkie złe rzeczy zostały popełnione przez mniejszość fanatyków, a reszta została po prostu oszukana, okłamana, a prawdziwymi zbrodniarzami byli ludzie z SS i kierownictwo partii.
Spóźnione zadośćuczynienie
Kwestia działalności Lufthansy w III Rzeszy powróciła w latach 90., kiedy to seria pozwów zbiorowych wniesionych przez byłych robotników przymusowych przeciwko niemieckim firmom w końcu zwróciła uwagę opinii publicznej na tę sprawę.
Rząd niemiecki i potentaci przemysłowi – w tym Lufthansa, Kühne+Nagel i Volkswagen – ostatecznie ugięli się pod presją międzynarodową i w 2000 roku utworzyli Fundację Pamięć, Odpowiedzialność i Przyszłość (Stiftung EVZ) w celu wypłacenia odszkodowań. Ponieważ jednak większość z ponad 20 milionów byłych robotników przymusowych w III Rzeszy i na terytoriach przez nią okupowanych już wtedy nie żyła, tylko 1,7 miliona z otrzymało wsparcie finansowe od EVZ.
Obecnie niemal standardową praktyką dużych niemieckich firm, takich jak Allianz, BMW, Dr. Oetker, Deutsche Bank i Volkswagen, jest zatrudnianie historyków do zbadania roli firm w okresie III Rzeszy. Jednak badania te, napisane trudnym akademickim językiem niemieckim, zazwyczaj leżą zakurzone w archiwach firm, a w niektórych przypadkach nigdy nie są upubliczniane.
– Z punktu widzenia konsumentów można powiedzieć, że wszystko zostało wyjaśnione, wszystko jest tutaj, na półce z książkami. Jednak szczegóły nigdy nie są naprawdę pokazywane publicznie – stwierdza dziennikarz David de Jong. – Myślę, że minimum, o które można prosić, to nie jest w tej chwili rekompensata finansowa, ale po prostu wzięcie moralnej odpowiedzialności za historię.