KOMENTARZ: Niemcy potrzebują samochodów autonomicznych | Niemiecka gospodarka, fakty, analizy, dane, prognozy | DW | 11.03.2017
  1. Inhalt
  2. Navigation
  3. Weitere Inhalte
  4. Metanavigation
  5. Suche
  6. Choose from 30 Languages

Gospodarka

KOMENTARZ: Niemcy potrzebują samochodów autonomicznych

Posłowie do Bundestagu dyskutują nad dopuszczeniem do ruchu samochodów autonomicznych. Wymaga to nowelizacji kodeksu drogowego. Stawką w grze jest zachowanie przewagi technologicznej nad konkurencją z zagranicy.

Mercedes Benz automatisch fahrendes Auto selbstfahrendes Auto F015 (media.daimler.com)

Studyjny, autonomiczny mercedes F015

W piątek (10.03.2017) odbyło się w Bundestagu pierwsze czytanie projektu nowelizacji ustawy o ruchu drogowym i związana z tym dyskusja, która żywo obchodzi każdego kierowcę w Niemczech. Projekt nowej ustawy przewiduje, że w przyszłości człowiek siedzący za kierownicą może powierzyć odpowiedzialność za sterowanie pojazdem autopilotowi.

W kraju, w którym przeszło 130 lat temu wymyślono samochód, i który przoduje w świecie pod względem rozwiązań technicznych w przemyśle motoryzacyjnym, nowelizacja kodeksu drogowego była konieczna już od dawna. W Dolinie Krzemowej w USA samochody autonomiczne od paru lat zyskały prawo obywatelstwa na drogach. Wiele z nich jest dziełem niemieckich konstruktorów, którzy przeprowadzją tam próby techniczne nowych modeli takich aut. Dlaczego nie mieliby tego robić u siebie w domu?

Na nowoczesnych drogach i autostradach pojazdy sterowane automatycznie już dziś poruszają się w pełni bezpiecznie. Prowadzone od lat badania drogowe w USA wykazały, że liczba wypadków z udziałem samochodów autonomicznych jest dużo niższa od tych, spowodowanych przez kierowców.

Komputer kieruje, producent odpowiada

Najważniejsza zmiana w przygotowywanej obecnie w Niemczech nowelizacji ustawy o ruchu drogowym zapewnia "żywemu kierowcy" bezpieczeństwo prawne. Chodzi o sytuację drogową, w której decyduje się on włączyć autopilota. Na przykład przy dobrej pogodzie podczas jazdy autostradą. Gdyby w tych warunkach doszło do wypadku, za jego skutki odpowiedzialność prawną ponosi producent pojazdu wyposażonego w system automatycznego sterowania.

Zmienia się to zasadniczo wtedy, kiedy autopilot zleca człowiekowi przejęcie kierownicy. Wtedy musi on to uczynić "niezwłocznie". W chwili, kiedy kierowca kładzie ręce na kierownicy, przejmuje ponownie pełną odpowiedziałność za wszystko, co czyni z pojazdem będącym w ruchu. Jego czynności rejestruje pokładowa czarna skrzynka, której zapis jest przechowywany przez trzy lata.

Flash-Galerie Future Now Autos der Zukunft (DW)

Próby w ruchu z samochodami autonomicznymi pod Karlsruhe

Z punktu widzenia przepisów o ochronie danych, ten okres jest o wiele za długi, co oznacza, że tę sprawę trzeba będzie jeszcze uregulować. Nie ulega jednak wątpliwości, że rejestrowanie wszystkich ważnych danych jest konieczne. Tylko w ten sposób da się bowiem ustalić, jak doszło do wypadku drogowego i kto ponosi zań winę - człowiek, czy komputer?

Zwykła "gdybanie", czy ważne ustalenia?

Część specjalistów jest zdania, że proponowany zapis o "niezwłocznym" przejęciu kierownicy przez kierowcę jest za mało precyzyjny. To nieprawda. Można dyskutować, co właściwie znaczy słowo "niezwłocznie" w sensie prawnym i czy chodzi to o parę sekund, czy działanie natychmiastowe, ograniczone wyłącznie czasem reakcji człowieka, ale prawnicy dadzą sobie z tym radę. Mają przecież z tym do czynienia na co dzień, kiedy ferują wyroki w sprawach, w których chodzi o wypadki drogowe.

Nie wszystko w życiu da się jednoznacznie uregulować. W tej sprawie należy poczekać na pierwsze doświadczenia po wprowadzeniu samochodów autonomicznych do ruchu. Odnosi się to także do często rozważanego przez prawników scenariusza wypadku drogowego spowodowanego przez dziecko, które nagle wbiegło na jezdnię. Komputer musi wtedy zdecydować, czy ma wyminąć dziecko, co oznacza zderzenie czołowe z pojazdem nadjeżdżającym z przeciwka, czy też podjąć inną decyzję.

W przypadku ludzi sytuacja prawników jest prostsza. Oświadczą wtedy, że nikt nie ma prawa wybierać między śmiercią jednej czy drugiej osoby, ale uwikłany w wypadek kierowca działał instynktownie. Albo przejechał dziecko, albo skręcił i zderzył się z innym pojazdem, co spowodowało śmierć jego kierowcy, a może także pasażerów. Żaden sędzia nie wyda w takim przypadku orzeczenia, w którym znajdzie się ocena "słuszności" zachowania kierowcy w takiej sytuacji.

Wydaje się, że to samo powinno obowiązywać w przypadku komputerów, a raczej ich programistów. Jeśli uczynią wszystko, co w ich mocy, żeby zaprogramować je tak, żeby nawet w takim przypadku kierowały pojazdem w sposób zdolny dać mu szansę na niedopuszczenie do wypadku poprzez odpowiednie hamowanie i wymijanie przeszkody na jezdni, to wtedy komputer nie ponosi winy za zaistniały wypadek. Mówiąc ściślej: nie będzie ponosił za niego winy producent danego samochodu autonomicznego.

Komputery prowadzą bezpieczniej niż ludzie

Powyższe rozważania mają, na szczęście, głównie charakter teoretyczny. W praktyce bowiem, sądząc na podstawie już zebranych doświadczeń z pojazdami autonomicznymi, okazuje się, że automatyczny pilot prowadzi samochód dużo bezpieczniej niż człowiek i w zasadzie nie powoduje wypadków drogowych. Należy raczej obawiać się czegoś innego. Tego, że właśnie ich bezpieczny i zgodny z przepisami sposób prowadzenia pojazdu może stać się przyczyną wypadku, bo samochody autonomiczne będą irytować najrozmaitszych piratów drogowych, którzy zaczną je zmuszać do nagłych manewrów, takich jak gwałtowne przyspieszanie czy hamowanie. Może nam także grozić zwolnienie średniego tempa jazdy w godzinach szczytu, bo samochody autonomicznie na pewno nie będą jeździć zderzak w zderzak.

Główną przyczyną wypadków drogowych jest nieostrożna jazda, prowadzenie samochodu po wypiciu alkoholu lub pod wpływem narkotyków, telefonowanie podczas jazdy i przemęczenie, które może spowodować zaśnięcie za kierownicą. Wprowadzenie do ruchu na szerszą skalę samochodów autonomicznych daje ustawodawcy okazję do wprowadzenia  ogólnego ograniczenia prędkości na autostradach. Wyjdzie to na korzyść wszystkim - ludziom i komputerom. Bo wtedy wszyscy szybciej i bezpieczniej dojedziemy do celu.

Fabian Schmidt / Andrzej Pawlak