Głód w Oleszkach. Ukraina prosi o ewakuację
1 czerwca 2026
Sytuacja w zajętych przez Rosję Oleszkach jest krytyczna. Po wysadzeniu przez Rosjan zapory na Dnieprze w Nowej Kachowce na południu Ukrainy w 2023 roku miasto zostało najpierw zalane, a następnie zbombardowane. Obecnie jest praktycznie odcięte od świata zewnętrznego. Mimo to, jak wynika z informacji ukraińskiej administracji wojskowej, mieszka w nim nadal nawet 2 tys. osób, głównie emeryci i osoby o ograniczonej sprawności ruchowej, ale także 47 dzieci.
Przed pełnoskalową inwazją Rosji na Ukrainę Oleszki liczyły 24 tys. mieszkańców i leżały w popularnym regionie wypoczynkowym. Z 13 miejscowości gminy Oleszki pięć zostało całkowicie zniszczonych podczas rosyjskiej okupacji. W pozostałych nadal mieszkają ludzie.
Jak Oleszki stały się pułapką
Dzisiaj opuszczenie Oleszek jest prawie niemożliwe. Miasto i wszystkie drogi dojazdowe do niego zostały zaminowane przez armię rosyjską. Dawniej Most Antonowski nad Dnieprem łączył Oleszki ze stolicą obwodu, Chersoniem, który pozostaje pod kontrolą ukraińską.
Ale dziś tego mostu już nie ma. Został wysadzony przez Rosjan w listopadzie 2022 roku, po tym jak wycofali się z prawego na lewy brzeg Dniepru.
– W Oleszkach ludzie giną od min, bezpośrednich trafień w domy lub odłamków pocisków artyleryjskich – opowiada DW Ksenia Archipowa, która sama mieszkała w Oleszkach, a teraz wciąż ewakuuje z nich pojedyncze osoby. – Szpital jest zasilany generatorami, ale praktycznie nie ma do nich paliwa. Trudne operacje, takie jak amputacje po wybuchach min, są niemożliwe – dodaje.
Potwierdza to również Natalia, która przez półtora roku żyła pod rosyjską okupacją w Oleszkach i opuściła je po wysadzeniu zapory w Nowej Kachowce. – Ludzie ledwo wiążą koniec z końcem, nie mają ani prądu, ani wody. Leki prawie w ogóle nie są dostarczane, żywność tylko sporadycznie, a jeśli już, to wszyscy stoją w długich kolejkach, aby coś kupić, chociaż prawie nie mają pieniędzy. Na poboczach dróg leżą miny, które wybuchają w chwili, gdy obok nich przejeżdża rowerzysta lub przechodzi pieszy. W ten sposób ginie wiele osób – opowiada Natalia w rozmowie z DW.
W mieście ma jeszcze krewnych i znajomych, z którymi utrzymuje kontakt, ponieważ Oleszki, ze względu na bliskość Chersonia, leżą w zasięgu ukraińskiej sieci komórkowej. Jak wyjaśnia dalej, aby naładować telefony, ludzie korzystają z paneli słonecznych, które wciąż działają w częściowo zniszczonych domach. Natalia podkreśla, że taka komunikacja jest niezwykle niebezpieczna, ponieważ na terenach okupowanych przez Rosję zabronione jest używanie ukraińskich kart SIM, a także wszelki kontakt ze stroną ukraińską.
Kijów chce korytarzy humanitarnych
W zimie Oleszki znalazły się w coraz większej izolacji. Zaminowanie dróg osiągnęło taki poziom, że wielu przedsiębiorców, którzy dostarczali żywność z okupowanych terenów do miasta, zaprzestało tego z obawy o swoje życie. W lutym doprowadziło to niemal do załamania się zaopatrzenia w żywność, jak informuje DW szefowa ukraińskiej administracji wojskowej w regionie Chersonia.
– Od marca w Oleszkach panował de facto głód, ponieważ od połowy stycznia do lutego prawie nie było żywności. Dopiero 4 maja dojechała tam ciężarówka z żywnością, ale nie było już kolejnych dostaw. Bez prądu ludzie muszą gotować na otwartym ogniu, lodówki nie działają – mówi Tetiana Hasanienko.
Jak twierdzi, Kijów chce ratować tych ludzi. W podejmowanych działaniach uczestniczą różne organy i instytucje, w tym Ministerstwo Spraw Zagranicznych, pełnomocnik ds. praw człowieka, a także międzynarodowe organizacje pomocowe. Rozważa się utworzenie korytarzy humanitarnych, ale nie zależy to wyłącznie od Ukrainy.
Rosja wykorzystuje ludność cywilną Oleszek jako żywe tarcze, krytykuje szefowa administracji wojskowej w regionie Chersonia. – Mamy do czynienia z rosyjskimi zbrodniarzami wojennymi. Korytarz humanitarny byłby możliwy tylko pod nadzorem misji międzynarodowych: ONZ, Czerwonego Krzyża lub innych organizacji – wyjaśnia.
Moskwa nie zgadza się na zawieszenie broni
Ukraiński pełnomocnik ds. praw człowieka Dmytro Łubinec mówi o „katastrofie humanitarnej”. – Nie ma wystarczającej ilości żywności, leków ani wody pitnej – stwierdzi w rozmowie z DW. Na początku marca otrzymał prośby o pomoc od mieszkańców okupowanych Oleszek, po czym zwrócił się do Międzynarodowego Komitetu Czerwonego Krzyża. Równolegle prowadził rozmowy z ówczesną rosyjską rzeczniczką praw obywatelskich Tatianą Moskalkową.
Jak mówi, pod koniec kwietnia Międzynarodowy Komitet Czerwonego Krzyża zgodził się zapewnić niezbędną liczbę autobusów, aby umożliwić ewakuację mieszkańców Oleszek. Ukraina uzgodniła następnie kwestie techniczne związane z ewentualną ewakuacją ludności z Oleszek oraz z sąsiednich miejscowości położonych na lewym brzegu Dniepru, o czym poinformowały także ukraińskie media.
Według Dmytro Łubinca w bezpieczne miejsce ma zostać przewiezionych około 6 tys. osób cywilnych, w tym 200 dzieci. Obecnie Kijów oczekuje od Moskwy ustalenia daty zawieszenia broni, aby móc rozpocząć akcję ewakuacyjną.
Ukraina prosi o międzynarodową pomoc
Ukraiński pełnomocnik ds. praw człowieka stara się jednocześnie zwrócić uwagę społeczności międzynarodowej na sytuację w Oleszkach. Ukraińskie Ministerstwo Spraw Zagranicznych poinformowało, że Kijów zamierza poruszyć kwestię trudnej sytuacji humanitarnej w Oleszkach i innych miejscowościach w okupowanej części regionu Chersonia na forum ONZ i Organizacji Bezpieczeństwa i Współpracy w Europie.
„Wzywamy społeczność międzynarodową do podjęcia konkretnych działań w celu ratowania naszych obywateli w tymczasowo okupowanej części regionu Chersonia” – czytamy w oświadczeniu ukrańskiego MSZ.
Poszukiwanie dróg ewakuacji
Podczas gdy władze wciąż negocjują utworzenie korytarzy ewakuacyjnych, niektórzy ludzie próbują opuścić miasto na własną rękę. Pomaga im w tym Ksenia Archipowa.
– Aby do nich dotrzeć, stajemy zawsze sto metrów przed nimi i sprawdzamy, gdzie znajdują się miny, dopiero wtedy wysyłamy pojazd i w ten sposób posuwamy się naprzód krok po kroku. Co tydzień ewakuujemy w ten sposób od siedmiu do dwunastu osób – wyjaśnia. Jej działania są wspierane finansowo przez organizację pomocową Save Ukraine.
Archipowa mówi, że ludzie ci są najpierw przewożeni do okupowanego przez Rosjan Skadowska, a następnie przez Rosję do granicy ukraińsko-białoruskiej. Jest to obecnie najbezpieczniejsza droga opuszczenia terytoriów okupowanych przez Rosję i dotarcia na terytorium Ukrainy kontrolowane przez Kijów.
– Jednak tylko osoby posiadające dokumenty tożsamości mogą opuścić Oleszki tą drogą – podkreśla Archipowa. Kto je zgubił, czy utracił w inny sposób, musi czekać, aż okupanci wystawią mu jakieś nowe. – Ludzie bez dokumentów, których cały dobytek spłonął podczas ataków, nie są przepuszczani przez punkty kontrolne. Dlatego radzę im, aby załatwili sobie rosyjskie paszporty, choćby po to, by móc uciec. Rosjanie wymagają jednak w zamian, aby trzech sąsiadów potwierdziło ich tożsamość. A niby skąd mają ich wziąć? – pyta Archipowa.
Jak mówi dalej, tacy ludzie początkowo pozostawali w Skadowsku. Wyjazd jest trudny również dla rodzin z dziećmi, ponieważ dzieciom najpierw trzeba wydać rosyjski paszport. One również muszą pozostawać w Skadowsku przez wiele miesięcy, zanim go otrzymają. Z ukraińskim paszportem wyjazd z terytoriów okupowanych przez Rosję stał się praktycznie niemożliwy.
– Kto mimo wszystko próbuje to zrobić, musi znosić drobiazgowe kontrole, trwające od sześciu do siedmiu godzin – wyjaśnia Archipowa. Ponadto rosyjskie władze okupacyjne systematycznie podnoszą poprzeczkę dla osób nieposiadających rosyjskiego obywatelstwa, tak że posiadacze ukraińskich dokumentów są przez to w dużym stopniu uwięzieni.
Artykuł ukazał się pierwotnie na stronach Redakcji Niemieckiej DW.