Dorota Danielewicz: „Pomagam Niemcom w robieniu porządków“ | Niemiecka kultura, polska kultura w Niemczech, wydarzenia | DW | 22.03.2015
  1. Inhalt
  2. Navigation
  3. Weitere Inhalte
  4. Metanavigation
  5. Suche
  6. Choose from 30 Languages

Kultura

Dorota Danielewicz: „Pomagam Niemcom w robieniu porządków“

„Tageszeitung” zamieszcza obszerną rozmowę z Dorotą Danielewicz*, znaną dziennikarką polskiego pochodzenia i autorką książki o Berlinie, w którym zamieszkała 30 lat temu z rodzicami po przyjeździe z Poznania.

Autorin Dorota Danielewicz

Dorota Danielewicz

Dorota Danielewicz miała 16 lat, kiedy przyjechała z rodzicami do Berlina Zachodniego. Poznania, jak mówi w rozmowie z Uwe Radą w „Tageszeitung” (TAZ), nie chciała nigdy opuszczać. „Ale moi rodzice zdecydowali inaczej”, dodaje, „bez mojej wiedzy”. Tak po prostu wsadzili ją do pociągu i nie powiedzieli, dokąd jadą. Początek historii emigracji Doroty Danielewicz - znanej i cenionej dziennikarki, tłumaczki i autorki - przypomina wiele historii dzieci emigrantów z lat 80-tych. Dla 16-latki z Poznania było to „tragiczne” przeżycie. Jak opowiada w rozmowie z TAZ, zostawiła za sobą szkołę, miasto, wszystkie kąty, które znała i pierwszego chłopaka. Wtedy nie potrafiła sobie wyobrazić życia w innym mieście.

Buchcover Auf der Suche nach der Seele Berlins von Dorota Danielewicz

"Auf der Suche nach der Seele Berlins", Doroty Danielewicz

Był rok 1981, okres Solidarności –„wszystko było dość ekscytujące”. Nawet problemy zaopatrzeniowe nie miały dla niej znaczenia. Dlatego opuszczenie Polski odczuwała „jako rodzaj zdrady”.

Lecz wyjazd ten był, jak przyznaje Dorota Danielewicz, też dobrodziejstwem. Po ogłoszeniu stanu wojennego jej ojciec uniknął dzięki temu internowania. Dla nastolatki "uprowadzonej" przez rodziców, nie było mimo to powodów do euforii, jaką zazwyczaj przeżywają uchodźcy w pierwszej fazie emigracji. Dorota myślała wręcz o ucieczce do Polski.

„Myślałam, że już nigdy nie napiszę wiersza”

Jak opowiada w rozmowie z TAZ, na nową sytuację otworzyła się dopiero wtedy, kiedy znając już trochę niemiecki osobiście poznała pierwszych Niemców. To było w latem 1981 roku na koncercie Tangerine Dream przed Reichstagiem. Umówiła się z nimi na spotkanie. A potem było pierwsze mieszkanie wynajmowane wspólnie przez kilka osób. To był jej początek „zawłaszczania” dla siebie przestrzeni Berlina.

Dorota Danielewicz już w Polsce marzyła o tym, żeby zostać dziennikarką i pisarką. Po przyjeździe do Berlina Zachodniego musiała najpierw, przedrzeć się przez dżunglę, w której się znalazła, odnaleźć się w niej. W Poznaniu pisała wiersze, a w Berlinie „zabrakło jej do tego języka”. Niemiecki był jej też obcy emocjonalnie i przyznaje, że „nigdy nie uczyłaby się go z własnej woli”. Jedyne zwroty po niemiecku, które znała, pochodziły z filmów o wojnie. Dorota Danielewicz wyznaje w rozmowie z Uwe Radą: „Myślałam, że już nigdy nie napiszę wiersza”. Kilka lat później zaczęła pisać fascynujące książki. Ostatnia nosi tytuł: „Berlin. Przewodnik po duszy miasta”.

„Pomagam posprzątać przeszłość”

Jest to pierwsza, jak wyjaśnia w rozmowie z TAZ, opowieść o mieście napisana przez polskiego emigranta.

Buchcover Berlin. Seelenführer einer Stadt WAB Verlag Polen

"Berlin. Przewodnik po duszy miasta" Doroty Danielewicz

Jeszcze nikt nie napisał tak „bardzo osobistej książki, która opowiada o zrastaniu się z miastem”, mówi autorka. Książkę tę poprzedziła jej historyczna publikacja o życiu Polaków w Berlinie przez dwa ostatnie stulecia.

Uwe Rada zauważa w rozmowie z Dorotą Danielewicz, że autorka wraca w książce do czasów sprzed 1945 roku nigdy nie moralizując. Zawsze wczuwa się w historię niemieckich rozmówców i patrzy na ich bagaż życiowy. Autorka opowiada, że nie zawsze tak było. Ale teraz porównuje te sytuacje do wizyt u przyjaciół. „Kiedy pod koniec trzeba pozmywać, to chętnie pomagam”, mówi. „Podobnie jest z tymi, którzy odwiedzają Niemcy. Czy mają mówić, że są lepsi, że są ofiarami, że są po lepszej stronie?”.

Autorka chętnie pomaga Niemcom posprzątać w ich przeszłości. Część jej krewnych zostało zamordowanych w obozach koncentracyjnych, ale „dlaczego nie mamy razem płakać?”, pyta. „Tylko tak można się pozbyć tego wiecznego statusu sprawcy, ale też statusu ofiary, którego sama też nie mogę znieść”, mówi Dorota Danielewicz w rozmowie w TAZ,.

Berlin drugą stolicą Polski

Znajomi Polki mówią jej teraz, że Berlin stał się drugą stolicą Polski. Jest tam też taniej niż w Warszawie. „Nikt już nie boi się Berlina”, mówi Dorota Danielewicz. Miasto zmieniło się od czasu, kiedy tam zamieszkała. Do Berlina przyjeżdżają teraz młodzi ludzie, żeby studiować lub wypróbować coś nowego.

*Rozmowa z Dorotą Danielewicz została opublikowana w dodatku do wydania dziennika TAZ 21/22 marca 2015.

Opr. Barbara Cöllen

Reklama