Doradca prezydenta na debacie AfD
9 października 2025
O debacie zrobiło się głośno na parę dni wcześniej. A to głównie wskutek tego, kto ją organizował: skrajnie prawicowa AfD, i tego, kto miał wziąć w niej udział: oprócz trzech posłów partii, doradca prezydenta Polski, Andrzej Nowak. Tytuł debaty również zapowiadał kontrowersje: „Dom Polsko-Niemiecki. Pomost czy fasada?”.
Jednoznacznej odpowiedzi na to pytanie publiczność wczoraj nie otrzymała. – W zasadzie Dom Polsko-Niemiecki to dobry pomysł – tłumaczył doradca prezydenta i przytaczał dane, mówiące o tym, jak mało Niemcy wiedzą o polskich stratach w czasie wojny. – Polska należy do mniej zauważanych ofiar w niemieckiej kulturze pamięci. Wszystko zależy od tego, w jaki sposób Dom wykorzystają Niemcy – podkreślał.
Niemiecki projekt upamiętnienia polskich ofiar
Dom Polsko-Niemiecki to instytucja edukacyjno-muzealnicza, która – wraz z tradycyjnym pomnikiem – ma być integralną częścią upamiętnienia w Berlinie polskich ofiar niemieckiej okupacji. Ma pomieścić nie tylko typową wystawę o wojnie oraz o tysiącletniej historii stosunków polsko-niemieckich, ale i być miejscem spotkań, wykładów, czy warsztatów polsko-niemieckich. Dotąd, choć bez fizycznej siedziby, Dom zorganizował w Niemczech m.in. wystawy na temat niemieckich zbrodni w czasie Powstania Warszawskiego, odbudowy Warszawy, czy skutków Paktu Ribbentrop–Mołotow. Decyzję o stworzeniu upamiętnienia w takiej dwuczłonowej formie podjął Bundestag w 2020 roku. Uchwały nie poparła wówczas tylko jedna partia – właśnie AfD.
AfD: koniec pedagogiki wstydu
W swoim programie politycznym AfD postulowała ograniczenie nauczania w szkołach o III Rzeszy, by niemiecka młodzież mogła „czuć dumę ze swojego kraju, a nie wstyd”. Posłowie partii zasłynęli porównaniem ery III Rzeszy do niepozornego „ptasiego kleksa” wobec tysiącletniej historii Niemiec, czy przekonywaniem, że „należy być dumnym z dziadków”, nawet jeżeli ci byli w SS. Jeden z członków AfD pomnik ku czci pomordowanych Żydów europejskich, w tym 3 miliona obywateli Polski, określił mianem „symbolu hańby”, I nie chodziło mu o hańbę spowodowaną autorstwem Holocaustu, tylko przypominaniem o nim.
Za wypowiedzi swoich europosłów partia została wykluczona nawet ze skrajnie prawicowej frakcji Tożsamość i Demokracja w Parlamencie Europejskim, a i polska prawica, z wyjątkiem Konfederacji, utrzymuje wobec niej dystans właśnie za relatywizowanie tematu niemieckich zbrodni.
Udział profesora Nowaka – od dwóch miesięcy doradcy prezydenta Karola Nawrockiego – w debacie organizowanej przez AfD wywołał w Polsce falę krytyki, ale i zainteresowanie, choć w rzeczywistości cto jedno z wielu cyklicznych spotkań frakcji, na które zazwyczaj przychodzą głównie tylko sympatycy i członkowie tej partii.
Doradca prezydenta jako prywatna osoba
– Wybór prelegenta jest przypadkowy – zapewniał DW dr Goetz Froemming, członek AfD i jednocześnie polsko-niemieckiej grupy parlamentarnej, współorganizator debaty. – Chcieliśmy zaprosić kogoś, kto zna się na temacie i mógłby wyjaśnić polski punkt widzenia – tłumaczy.
Andrzej Nowak specjalizuje się w historii Europy Wschodniej, zajmuje się m.in. rosyjskim imperializmem i stosunkami polsko-rosyjskimi. Języka niemieckiego nie zna, ale – zapewniał podczas debaty – jest obywatelem Polski, a tym samym ważne dla niego są stosunki z sąsiadami. Na debatę, jak podkreślał wielokrotnie w ostatnich dniach, przyjechał jako osoba prywatna, choć przedstawiany był przez organizatora konsekwentnie jako „doradca prezydenta”.
Dziennikarzom przyznał, że jest świadomy tego, że AfD może wykorzystać politycznie jego obecność, ale – przekonywał – przyjechał tu, by przypomnieć Niemcom o polskich ofiarach. – I jeżeli do opinii publicznej trafi choć część tego, co tu dziś powiedziałem, warto zaryzykować to wykorzystanie – podsumował.
Zastrzeżenia wobec Domu Polsko-Niemieckiego
Takie też się pojawiły. Jak powiedział w rozmowie z DW profesor Nowak, najbardziej obawia się tego, czy Dom będzie miejscem spotkań ludzi o różnych poglądach, a nie takim, gdzie będzie panowała – jak to określił – „odgórnie narzucona poprawna forma kultury pamięci”.
– Chodzi o hierarchizację ofiar, czy tworzenie pozornych „różnorodnych tożsamości' ofiar, zamiast przyjmowania faktów. Polaków mordowano za bycie Polakami (...). Więźniarki w Ravensbrueck były tam, bo były Polkami czy Francuzkami, a nie z innego powodu – tłumaczył podczas debaty. Za świadomy błąd Andrzej Nowak uznaje też nieużywanie w koncepcji wystawy określenia „ludobójstwo” wobec niemieckich zbrodni na Polakach. Za ich przykład uznał rzeź Woli czy zbrodnię pomorską. Innym podstawowym zarzutem był rzekomy zamysł mówienia na wystawie o kolaboracji i współudziale w Holocauście.
– Oczywiście, że istnienie szmalcowników jest faktem. Niemcy też mogą o tym mówić, ale nie powinno się mówić o tym w miejscu poświęconym polskim ofiarom, uważam to za niesmaczne – skomentował.
Goetz Froemming i cała jego frakcja, w dyskusji cztery lata temu, w ramach partyjnej solidarności nie zagłosowali za upamiętnieniem polskich ofiar. – Uważaliśmy, że już jest taki pomnik (w dzielnicy Friedrichshain istnieje od czasów NRD pomnik Niemieckiego Antyfaszysty i Polskiego Żołnierza – red.), poza tym sądziliśmy, że nie powinno się stawiać tylu pomników i dzielić ofiar na grupy narodowe – tłumaczy dziś w rozmowie z DW poseł AfD. Od tamtej pory zmienił zdanie, ale nie jest przekonany, czy faktycznie Dom Polsko-Niemiecki spełni zapowiadana rolę – właśnie takiego mostu między Polakami i Niemcami, który ma ich łączyć.
– Bo podobno będzie można zwiedzać tylko część wystawy. Czyli ominąć sale o tysiącletniej wspólnej historii, tej dobrej, a szybko zwiedzić tylko te, poświęcone wojnie. Jeżeli przyjdzie niemiecka młodzież, która zobaczy tylko ten fragment, jak ma ją to zbliżyć do Polaków? Jaki to most? – Goetz Froemming ma wątpliwości. Dodatkowo uważa, że Polska nie jest traktowana w tym, wspólnym przecież projekcie, jak partner.
– Upamiętnienie jest finansowane tylko przez stronę niemiecka. A przecież Polska też nie jest już biedna, może chciałaby sama łożyć na połowę – przekonywał na podium. W rozmowie z DW tłumaczył, że najlepiej byłoby, aby w ramach projektu istniały dwa takie domy – jeden w Berlinie, drugi w Warszawie, w którym o wojnie opowiadanoby z perspektywy drugiej strony.
Niezaproszony Dom Polsko-Niemiecki?
Choć organizatorzy mówili, że ich celem jest rozmowa „z kimś, a nie tylko o czymś”, czyli z udziałem zainteresowanych, nie jest jasne czy zaprosili przedstawicieli z Domu Polsko-Niemieckiego. Rzecznik AfD, Marcus Schmidt, w mailu przesłanym redakcji twierdzi, że tak. Szef projektu Domu Polsko-Niemieckiego Robert Parzer utrzymuje, że nie otrzymali zaproszenia do udziału w debacie, a jedynie ogólnikową informację o wydarzeniu.
Robert Parzer jest niemieckim historykiem i slawistą, specjalizującym się w okresie II wojny światowej w Niemczech i okupowanej Polsce, z doświadczeniem zawodowym w muzeach, również na terenie byłych obozów koncentracyjnych i archiwach. Uwagi i zarzuty wobec projektu raczej go nie zaskoczyły, jak mówi.
– Akurat większość z tych uwag słyszymy od dawna. Chociażby to, że nie używają słowa ludobójstwo.Taką decyzję zaproponowali historycy, dla których użycie tego słowa w przypadku Polaków, czy innych narodów poza Żydami czy Romami i Sinti, to sprawa kontrowersyjna – tłumaczy historyk (jednym z argumentów jest skala mordów: zamordowanych zostało ponad 90 proc. Żydów czy Romów i Sinti, a 10 proc. etnicznych Polaków – red.).
Słyszał też już wcześniej zarzuty, że nie powinni wspominać o szmalcownikach. – Ale to też, jak Sprawiedliwi, część rzeczywistości Polski pod niemiecką okupacją. Gdzie niby o tym temacie można wspomnieć poza salą mieszczącą wystawę o sytuacji społeczeństwa w podbitej Polsce? – pyta, odnosząc się do zarzutu Andrzeja Nowaka.
Zaskoczyła go natomiast uwaga AfD, że projekt jest „zdominowany przez Niemcy”. – W opracowaniu koncepcji merytorycznej wystawy brało udział ponad 70 naukowców; połowa z nich była z Polski, również z tak znanych instytutów, jak PAN, czy uniwersytetów w Warszawie i Krakowie (rodzima uczelnia profesora Nowaka – red.). Nazwiska wszystkich współautorów można znaleźć w naszej opublikowanej dokumentacji – mówi DW. Natomiast pomysł AfD, żeby Polska współfinansowała Dom, uważa za śmieszny.
– Przecież to my musimy przypominać i pokazywać niemieckie zbrodnie. Trudno, żeby płaciła za to Polska – wzrusza ramionami. – To mijałoby się z założeniem.
Andrzej Nowak: tysiąclecie sąsiedztwa
Wspólnym tematem niemieckich gospodarzy i polskiego gościa były też dobre momenty w polsko-niemieckich stosunkach. A tych – przekonywał profesor Nowak – było znacznie więcej niż tych złych i należy o nich pamiętać. Przypominał czasy całkiem niedawne, gdy w okresie stanu wojennego największa pomoc dla mieszkańców Polski przyszła właśnie od niemieckiego społeczeństwa. – Wielu o tym zapomniało – mówił – o paczkach, które przychodziły od ludzi, których nie znaliśmy. Ale dla mnie to było wzruszające.
Mówił też o propolskich demonstracjach w państwach niemieckich po powstaniu listopadowym, ale i o polskim i niemieckim rycerstwie pod Legnicą, bitwie pod Wiedniem. – A jeszcze ważniejsze niż takie heroiczne momenty, był codzienny wkład tysięcy Polaków w rozwój Niemiec, czy Niemców w rozwój Polski – podkreślił Andrzej Nowak.
– Niemców, którzy dobrowolnie, w ramach asymilacji, stali się Polakami, i Polaków, którzy w ten sposób stali się Niemcami. W tym aspekcie profesor podsumował, że ważne jest, że i w Domu Polsko-Niemieckim „będzie można poznać i tę dobrą przeszłość”.
Pojawiła się też współczesność
Na debacie, obok historii, pojawiła się i współczesna polityka. AfD jest partią prorosyjską. Andrzej Nowak zapowiedział już przed wizytą, że będzie się starał przekonać jej polityków do zmiany kursu. – I chyba było to widać w moim wystąpieniu – podkreślał w rozmowie z DW.
Nawiązywał do tego przy okazji omawiania roli i działania imperializmów, wymieniając z nazwiska Putina i przedstawiając spojrzenie polskie na wcześniejsze podejście Niemiec wobec Moskwy. – Jako przedstawiciele narodów Europy Wschodniej obawiamy się polityki appeasementu, gdy polityk niemiecki mówi „weźcie kawałek, nie idźcie dalej”.
Odniósł się również do sytuacji AfD w Niemczech, mówiąc, że „jest przeciwko próbom delegalizowania partii popieranych demokratycznie przez bardzo duże grupy wyborców w krajach europejskich”.
W czasie rozmowy z dziennikarzami powiedział też, że uważa, że warto rozmawiać z partią, która jest druga partią w parlamencie i ma szanse nazwycięstwo w następnych wyborach.
Chcesz komentować nasze artykuły? Dołącz do nas na Facebooku! >>
W pierwotnej wersji artykułu znalazło się nieścisłe sformuiłowanie, że Götz Frömming "i jego dwaj koledzy" (posłowie Adam Balten i Alexander Wolf) wstrzymali się od głosu w głosowaniu w Bundestagu w 2020 roku. Faktycznie w głosowaniu wziął wtedy udział jedynie poseł Frömming.
Tekst uzupełniliśmy również o stanowisko rzecznika AfD, w którym twierdzi, że Dom Polsko-Niemiecki był zaproszony na debatę.