„Die Welt”: Potrzeba miejsca pamięci o tym, co wyrządzono Polsce | Echa polskie | DW | 27.10.2020
  1. Inhalt
  2. Navigation
  3. Weitere Inhalte
  4. Metanavigation
  5. Suche
  6. Choose from 30 Languages
Reklama

Echa polskie

„Die Welt”: Potrzeba miejsca pamięci o tym, co wyrządzono Polsce

Rzeź Woli, zniszczenie Warszawy to nadal białe plamy na niemieckiej mapie pamięci – pisze dziennik „Die Welt”.

Szefowie polskiej i niemieckiej dyplomacji Jacek Czaputowicz i Heiko Maas pod Pomnikiem Ofiar Rzezi Woli podczas uroczystości 75. rocznicy wybuchu Powstania Warszawskiego, 1.08.2019

Szefowie polskiej i niemieckiej dyplomacji Jacek Czaputowicz i Heiko Maas pod Pomnikiem Ofiar Rzezi Woli podczas uroczystości 75. rocznicy wybuchu Powstania Warszawskiego, 1.08.2019

Pomnik polskich ofiar wojny i okupacji „powinien wreszcie powstać”– postuluje publicysta „Die Welt” Thomas Schmid w obszernym artykule, który ukazał się na kilka dni przed planowaną na piątek, 30 października br., debatą Bundestagu nad uchwałą w sprawie stworzenia w Berlinie polskiego miejsca pamięci i wymiany.

Schmid przypomina o dwóch inicjatywach, które ze sobą konkurowały: budowy centrum dokumentacji i pamięci o ofiarach niemieckiej okupacji w Europie, w szczególności na wschodzie oraz wzniesienia pomnika pamięci, poświęconego tylko polskim ofiarom. „Na pierwszy rzut oka wydaje się, że wszystko przemawia za pierwszą propozycją. Podczas gdy ta jest inkluzywna, druga wydaje się wykluczająca. I mogłaby – jak argumentowali jej przeciwnicy – otworzyć fatalną konkurencję na ofiary oraz doprowadzić do «inflacji» pomników w centrum Berlina” – pisze Schmid. 

„Polacy poczuliby się lekceważeni

Z drugiej strony, jeżeli powstałoby miejsce pamięci poświęcone wszystkim ofiarom niemieckiej polityki przestrzeni życiowej na wschodzie Europy w czasach narodowego socjalizmu, to „Polacy – niezależnie czy z prawicy, z lewicy czy liberałowie – musieliby poczuć, że ich zmarginalizowano, niesprawiedliwie zszeregowano i zlekceważono ich cierpienie” – ocenia Schmid. Przytacza argumenty z książki byłego szefa Niemieckiego Instytutu Spraw Polskich w Darmstadt i jednego z promotorów idei pomnika polskich ofiar Dietera Bingena pt. „Denk mal an Polen”. „Po okropnych zbrodniach, które Niemcy popełnili w Polsce, poczucie politycznej odpowiedzialności nakazuje, by przypomnieć o tym poprzez pomnik” – pisze publicysta.

Wskazuje, że pakt Ribbentrop-Mołotow i wymierzone w Polskę niemiecko-rosyjskie „braterstwo broni” w dwóch pierwszych latach wojny „to powód, dla którego do dziś w Polsce raczej nie ma nikogo, kto uważa Armię Czerwoną za wyzwolicieli” oraz kto zgodziłby się na to, by polskim i rosyjskim ofiarom oddawać cześć jednym tchem i jednym pomnikiem”. „To przemawia za własnym pomnikiem dla polskich ofiar – żydowskich i nieżydowskich” – pisze Schmid.

„Zawstydzeni pochylamy się nad ofiarami z nadzieją na pojednanie” – tablica na ratuszu ratusza Westerlandu przypomina o zbrodniczej przeszłości jej wieloletniego burmistrza, kata Warszawy Heinza Reinefartha

„Zawstydzeni pochylamy się nad ofiarami z nadzieją na pojednanie” – tablica na ratuszu ratusza Westerlandu przypomina o zbrodniczej przeszłości jej wieloletniego burmistrza, kata Warszawy Heinza Reinefartha

Kto zna winy Reinefarta?

Wskazuje, że 75 lat po wojnie w Niemczech wciąż „nie ma wykształconej świadomości o tym, co Niemcy wyrządzili Polsce”. Jak argumentuje, każdy jako tako obeznany w historii współczesny Niemiec wie o dokonanej przez SS masakrze zbrodni we francuskiej miejscowości Oradour-sur-Galne 10 czerwca 1944 roku. Zginęły 643 osoby, tylko 32 mieszkańców przeżyło. „Komu jednak mówi coś nazwisko Heinz Reinefarth? Był on generałem Waffen-SS, który dwa miesiące po masakrze w Oradour rozkazał bezwzględne stłumienie Powstania Warszawskiego polskiej Armii Krajowej. Dowodził wymordowaniem co najmniej 30 tysięcy cywili, przede wszystkim w warszawskiej dzielnicy Wola” – pisze autor, przypominając, że Reinefarth nigdy nie został osądzony i robił karierę polityczną. Schmid podkreśla, że masakra na Woli „do dziś nie weszła do świadomości opinii publicznej Niemiec”, a „zniszczenie Warszawy nadal jest białą plamą na mapie niemieckiej pamięci”. 

Według autora Hitler pogardzał wszystkimi narodami wschodniej Europy, ale jego stosunek do Polski był szczególny. „Od pierwszego dnia wojny chodziło o to, by Polskę zniszczyć, zlikwidować jej elity i – inaczej, niż na innych okupowanych terytoriach – nie dopuścić do powstania własnych państwowych albo półpaństwowych struktur. Diabelską perfidią narodowosocjalistycznego reżimu było też to, że Shoah, właściwa «brudna robota» eksterminacji Żydów Europy, została wyniesiona do sąsiedniej Polski” – zaznacza.

Nie przywilej, a uznanie wyjątkowości

Według autora pomnik poświęcony polskim ofiarom nie byłby ich uprzywilejowaniem, ale uznaniem ich wyjątkowości. Za nietrafiony uznaje on argument przeciwników, że taki gest prowadziłby do „nacjonalizacji pamięci”. „Nie można żywić poważnych nadziei na to, że Polacy, Rosjanie, Ukraińcy, Białorusini, Bałtowie, Czesi i tak dalej, zgodziliby się na to, by podsumowano ich wszystkich w jednym miejscu jako «ofiary wschodnie»” – pisze Schmid. I cytuje Dietera Bingena, który podkreśla, że „na wschodzie nie żyją ofiary polityki Lebensraumu, ale narody, które wszystkie mają swoje nazwy”.    

Spojrzenie na Wschód, jako przestrzeń bez kształtów i granic „nie różni się bardzo od sposobu, w jaki naziści spoglądali na Wschód” – pisze Schmid. „I na koniec: w przypadku pomnika Polaków nie chodzi o etnicznych Polaków, ale o obywateli II Rzeczpospolitej Polskiej, której obywatelami byli także Ukraińcy, Białorusini, Niemcy i Żydzi” – argumentuje. 

„Ten pomnik powinien wreszcie powstać” 

Schmid zastanawia się też nad odpowiednią forma przyszłego pomnika, która zapobiegnie temu, by zniknął on „w kulisach miasta”. Ocenia, że nie powinna to być forma monumentalna, jak berliński Pomnik Pomordowanych Żydów Europy. Mógłby przypominać wznoszącą się w górę kostkę brukową, jak proponuje Bingen. „Musi poruszać publiczność poinformowaną, a mniej poinformowaną zaciekawić. Tylko poprzez formę. I kilka prostych słów. Wobec innych mediów byłoby to nieocenioną przewagą. Przewagą ciszy" – ocenia Schmid. 

 

Reklama