Bundestag po raz pierwszy dyskutował o sposobach upamiętnienia ofiar II wojny światowej | Niemcy – bieżąca polityka niemiecka. Wiadomości DW po polsku | DW | 31.01.2019
  1. Inhalt
  2. Navigation
  3. Weitere Inhalte
  4. Metanavigation
  5. Suche
  6. Choose from 30 Languages
Reklama

Polityka

Bundestag po raz pierwszy dyskutował o sposobach upamiętnienia ofiar II wojny światowej

Czy w Berlinie stanie osobny pomnik dla Polaków zamordowanych podczas II wojny światowej? A może Niemcy powinni uczcić wspólnie wszystkie ofiary z Europy Wschodniej? W czwartek debatował nad tym Bundestag.

Debata w Bundestagu odbyła się z inicjatywy Lewicy (Die Linke). Klub parlamentarny tej partii skierował do Bundestagu projekt uchwały, w którym opowiedział się za utworzeniem w Berlinie miejsca pamięci dla ofiar „nazistowskiej wojny, której celem była zagłada” w Europie Wschodniej.     

 – Chodzi nam o zapomnianą, a przecież bardzo dużą grupę ofiar, o miliony zamordowanych w imię nazistowskiej ideologii zdobywania przestrzeni życiowej w Europie Wschodniej, a dokładniej mówiąc o ofiary zbrodni z pobudek rasistowskich – powiedział poseł Lewicy Jan Korte, przedstawiając wniosek w parlamencie.

Korte zaznaczył, że niemieckie zbrodnie zaczęły się od najazdu na Polskę we wrześniu 1939 roku. –Zapowiedzianym wcześniej celem była likwidacja polskiej inteligencji i jej przywódców – mówił polityk Lewicy, dodając, że podczas wojny zginęło sześć milionów Polaków.   

Jeden pomnik dla całej Europy Wschodniej

Przechodząc do ataku Niemiec na Związek Radziecki, Korte podkreślił, że podczas tej wojny unieważnione zostały „wszystkie bariery prawne i cywilizacyjne”. – Nie była to wojna jednej armii przeciwko drugiej, lecz wojna z ludnością cywilną – mówił lewicowy polityk przypominając o 27 mln ofiar, w tym 14 mln zabitych cywili.     

Ofiary wyniszczającej wojny w Europie Środkowej i Wschodniej są jedną z największych grup ofiar nazistów – czytamy we wniosku Lewicy. Z tego powodu zdaniem tej partii w centrum Berlina powinno powstać „jedno centralne miejsce pamięci” poświęcone właśnie tym ofiarom niemieckiej wojny. W tekście nie ma ani słowa o pakcie Ribbentrop-Mołotow.

Propozycja Lewicy koliduje z upublicznioną w listopadzie 2017 roku obywatelską inicjatywą pomnika poświęconego polskim ofiarom wojny i okupacji (1939-1945).

Inicjatywa obywatelska: pomnik dla Polaków

Inicjator tego pomysłu Florian Mausbach, emerytowany szef Federalnego Urzędu Budownictwa i Zagospodarowania Przestrzennego zaproponował konkretną lokalizację monumentu w symbolicznym miejscu – na Placu Askańskim w centrum Berlina, nieopodal ruin zburzonej w czasie wojny stacji kolejowej.

Propozycja Floriana Mausbacha spotkała się z szerokim oddźwiękiem w niemieckim społeczeństwie. Apel do Bundestagu w sprawie wzniesienia pomnika ku czci Polaków podpisało wielu niemieckich polityków, naukowców, działaczy społecznych i dziennikarzy. Nie wszystkim jednak pomysł się spodobał. Nie brak głosów, że Niemcy powinni uczcić wspólnie wszystkie ofiary niemieckiej wojny na Wschodzie – nie tylko Polaków, lecz także Rosjan, Ukraińców czy Białorusinów.

Wymiana poglądów w Bundestagu

Czwartkowa debata była pierwszą wymianą poglądów na ten temat na forum Bundestagu. Forma upamiętnienia Polaków i innych wschodnioeuropejskich ofiar wojny nadal nie jest przesądzona. Większość mówców unikała zajmowania jednoznacznego stanowiska i opowiedzenia się po jednej ze stron sporu. 

Do nielicznych, którzy jednoznacznie poparli odrębny pomnik dla Polaków, należał poseł FDP Alexander Mueller.  –Polska była nie tylko pierwszym celem niemieckiej agresji, lecz zaledwie 16 dni później została zaatakowana przez Związek Sowiecki. Hitler i Stalin porozumieli się w celu podziału Polski – mówił liberalny polityk. 

Zignorowanie specyficznej sytuacji Polski i upamiętnienie polskich ofiar razem z sowieckimi świadczyłoby o braku empatii – ostrzegł Mueller i oświadczył, że popiera projekt osobnego pomnika dla Polaków. „Słowiańska wspólnota ofiar” nie spotka się jego zdaniem w Polsce ze zrozumieniem. – Pamiętamy i będziemy pamiętali –zapewnił po polsku polityk FDP.

Deputowany CDU Johannes Selle i poseł Zielonych Erhard Grundl podkreślali, że decyzja o sposobie upamiętnienia ofiar z Europy Środkowej powinna zapaść „w dialogu z sąsiadami”, ze społeczeństwami tych krajów.   

Holger Lindh z SPD przemawiał trzymając w rękach zdjęcie Czesławy Kwoki, 14-letniej Polki zamordowanej w Auschwitz. Jej portret w pasiaku stał się w ostatnich latach symbolem ofiar niemieckiej polityki. Socjaldemokrata przypomniał też o blisko milionie ofiar blokady Leningradu.

Lindth zastrzegł, że jest jeszcze za wcześnie na dyskutowanie o szczegółach konkretnych projektów i na porównywanie ich. Musimy zastanowić się nad tym, czy należy stawiać pomniki poszczególnym grupom etnicznym i narodom. Niemiecka polityka pamięci powinna być jego zdaniem niezależna od aktualnych relacji Niemiec z rządami Polski czy Rosji.

A może muzeum zamiast pomnika?

Zastrzeżenia do „narodowego pomnika” zgłosiła jego klubowa koleżanka Marianne Schieder. Podczas debaty pojawił się też pomysł muzeum poświęconego relacjom polsko-niemieckim. Zwolennikiem muzeum jest polityk SPD Markus Meckel. Budowa pomnika dla Polaków doprowadzi jego zdaniem do lawiny podobnych postulatów ze strony innych narodów. „Potrzebne jest nowoczesne muzeum” – uważa socjaldemokrata zaangażowany w niemiecko – polski dialog.

Za skandal pozostałe kluby parlamentarne uznały wystąpienie posła Alternatywy dla Niemiec AfD Marca Jongena.  Polityk AfD zarzucił Lewicy hipokryzję.  – Narodowy socjalizm Hitlera i komunizm Stalina tak samo pragnęły unicestwienia wszystkich, których uznały za wroga, w pierwszym przypadku narodu definiowanego w sposób rasistowski, w drugim bezklasowego społeczeństwa – mówił. Obie  formy „totalitarnego socjalizmu” łączy – przy całej nienawiści do siebie wiele podobieństw strukturalnych, przede wszystkim „cyniczna pogarda człowieka”– kontynuował Jongen. Zarzucił autorom wniosku, że są „ślepi na lewe oko”.  

Propozycja Lewicy została skierowana do parlamentarnej komisji kultury.  

 

Redakcja poleca