Berlin: „S” jak samozwańcza straż obywatelska. Niebezpieczne skojarzenia | Życie w Niemczech. Społeczeństwo, lifestyle, ciekawostki | DW | 17.11.2019
  1. Inhalt
  2. Navigation
  3. Weitere Inhalte
  4. Metanavigation
  5. Suche
  6. Choose from 30 Languages
Reklama

Społeczeństwo

Berlin: „S” jak samozwańcza straż obywatelska. Niebezpieczne skojarzenia

Uważają się za strażników bezpieczeństwa i pomocników policji. Logo berlińskiej inicjatywy: „S” („Stwórz strefy ochronne”) nieuchronnie przywodzi na myśl nazistowską formację „Schutzstaffel” (SS).

„Hej, wy tam!" – Oliver Niedrich wrzeszczy za dwoma kobietami, które zbierały podpisy przed berlińską katedrą. Teraz uciekają ze strachu przed facetem w czerwonej kamizelce. W oczach Niedricha i jego kumpli kobiety są kieszonkowcami i oszustkami. Dowodu na to nie mają.

Scenka polaryzuje przechodniów. Jakaś kobieta dziękuje mężczyznom w czerwonych kamizelkach za ich zaangażowanie, jeden z przechodniów wzywa policję.

– Od czasu do czasu stykamy się z ludźmi, którzy nas nie lubią – śmieje się Niedrich. Policjant kontroluje jego dowód osobisty. I tyle. Niedrich wie, że „straż obywatelska" jest legalna, dopóki nie zatrzymuje podejrzanych lub używa przemocy. Także czerwone kamizelki nie naruszają prawa.

Poza kontrolą dokumentów policja niewiele może zrobić

Poza kontrolą dokumentów policja niewiele może zrobić

Niedrich jest członkiem około 20-osobowej inicjatywy „Stwórz strefy ochronne". Dwójkami lub trójkami patrolują dzielnice, które uważają za punkty zapalne miasta i siedliska drobnej przestępczości. Ich znakiem rozpoznawczym są czerwone kamizelki z białym, stylizowanym logo „S”. Dla nazwy „Stwórz strefy ochronne” („Schafft Schutzzonen") można użyć skrótu „SS", takiego jak dla pierwotnie paramilitarnych, nazistowskich formacji, przyszłego „SS” Hitlera („Schutzstaffel”). Sebastian Schmidtke z berlińskiej NPD zdecydowanie odpiera takie skojarzenia.

Ultraprawicowi i karani

Kampanię na rzecz tzw. „stref ochronnych" powołała do życia skrajnie prawicowa Narodowo-Demokratyczna Partia Niemiec (NPD). Jej przedstawiciele argumentują, że patrolują głównie w dzielnicach turystycznych i imigranckich, gdzie chcą dbać o „porządek i bezpieczeństwo”.

– Przez napływ cudzoziemców dużo się zmieniło – mówi Sebastian Schmidtke z NPD. Sam był wielokrotnie skazany za podburzanie.

– Mamy problemy tam, gdzie powstały schroniska dla uchodźców – tłumaczy. Sprawy poszły „w złym kierunku” a napływ imigrantów jeszcze pogorszył sytuację. Taka jest niestety rzeczywistość. A przed rzeczywistością nie można zamykać oczu, argumentuje Schmidtke.

Tyle że ta rzeczywistość wygląda zupełnie inaczej. Według urzędowych danych przestępczość i w Berlinie, i w całych Niemczech spada. Dlatego policja i socjologowie są przekonani, że samozwańczym „szeryfom” chodzi właściwie o coś zupełnie innego, niż twierdzą: mianowicie nie o bezpieczeństwo, tylko o zastraszenie imigrantów i wykorzystanie ksenofobii na cele polityczne.

Postrach ultraprawicy: multikulturowe społeczeństwo

Postrach ultraprawicy: multikulturowe społeczeństwo

Władze są zaalarmowane

Niemieckie władze krytycznie patrzą na samozwańczą „straż obywatelską". Tyle że mają związane ręce. Dopóki bojówki nie przekroczą pewnych granic, nie mogą interweniować. W końcu października, w odpowiedzi na zapytanie klubu parlamentarnego Lewicy, rząd nie pozostawił wątpliwości: „Straż obywatelska nie ma żadnych innych uprawnień niż pozostali obywatele”. I ostrzegł, że najwyraźniej istnieje „płynna granica między wezwaniem do tworzenia ‘straży obywatelskiej' a samowolnym wkraczaniem na rzecz porządku i bezpieczeństwa poza państwowym monopolem władzy, aż do użycia przemocy”.

Fenomen ugrupowań rodzaju straży obywatelskiej nie jest niczym nowym. Po zjednoczeniu Niemiec, zwłaszcza na wsiach na wschodzie kraju, zaczęły powstawać w 1990 r. inicjatywy obywatelskie, które widziały swoje zadanie m.in. w dbaniu o bezpieczeństwo. Większość była nieszkodliwa. Ale z napływem uchodźców i azylantów od 2015 r. zaczęły się zmieniać, mówi Bernd Wagner, kryminolog i szef EXIT Niemcy (EXIT Deutschland), organizacji wspierającej osoby, które chcą się wydostać ze środowisk skrajnie prawicowych. 

Władze stolicy Niemiec nie mają zamiaru tolerować w mieście samozwańczych szeryfów. „Tak zwane straże obywatelskie i inicjowane przez nich akcje oczywiście dezaprobujemy. Ze słusznych powodów monopolem władzy dysponuje wyłącznie państwo” – napisał Deutsche Welle Senat Berlina.

Chcesz skomentować nasze artykuły? Dołącz do nas na facebooku! >>

Berlińskie służby ochrony konstytucji uważnie obserwują kampanię „stref ochronnych”, przy której pomocy NPD powołuje do życia „strefy zakazane („No-Go-Areas”) i próbuje kreować się na „obrońcę” rzekomej przemocy ze strony cudzoziemców. Rząd federalny natomiast widzi w tzw. straży obywatelskiej „oznaki skrajnie prawicowego potencjału”.

– Ktoś, kto porównuje nas z terrorystami, nie ma pojęcia – uważa funkcjonariusz NPD Schmidtke. – Patrolujemy teren, sprawdzamy, czy jest bezpieczny i tyle – argumentuje. Jego zdaniem mieszkańcy postrzegają patrole pozytywnie. – Mi osobiście jest wszystko jedno, jak się nas nazywa. Robimy to z przekonania i uważamy za rozsądne. Czy ktoś nas nazywa „skrajną prawicą" czy nie, jest mi absolutnie obojętne – podsumowuje Schmidtke.

Obejrzyj wideo 02:43

Patrioci na straży. Straż obywatelska na granicy USA-Meksyk