Berlin pośrednikiem w konflikcie afgańskim | Niemcy – bieżąca polityka niemiecka. Wiadomości DW po polsku | DW | 13.01.2012
  1. Inhalt
  2. Navigation
  3. Weitere Inhalte
  4. Metanavigation
  5. Suche
  6. Choose from 30 Languages
Reklama

Polityka

Berlin pośrednikiem w konflikcie afgańskim

Berlin intensywniej pośredniczy w konflikcie afgańskim. Stronami są zarówno talibowie, jak i „watażkowie“ – warlords. Na wybredność nie można sobie pozwolić, mówi ekspert ds. Afganistanu, Jochen Hippler.

Politolog Jochen Hippler

Politolog Jochen Hippler

Niemcy wzmogli swoje starania na rzecz zakończenia wojny w Afganistanie. W rozmowach uczestniczą wszystkie strony konfliktu, zarówno USA, jak i talibowie i ich przeciwnicy z tzw. Sojuszu Północnego. Zakulisowo Niemiecy uczestniczą też przypuszczalnie w planowanym otwarciu biura politycznego talibów w Katarze. W Berlinie toczą się obecnie liczne rozmowy sondażowe, w stolicy Niemiec ma przebywać także osławiony watażka z Afganistanu, Abdul Raszid Dostum. Oficjalne doniesienia mówią tylko, iż Niemcy wspierają proces wewnętrznego porozumienia w Afganistanie. DW-WORLD.DE rozmawiał na ten temat z ekspertem ds. Afganistanu, Jochenem Hipplerem.

DW-WORLD.DE: Jeszcze kilka lat temu Niemcy odmawiały jakichkolwiek rozmów z talibami. Były szef SPD, Kurt Beck, był ostro krytykowany za swą propozycję rozmów z tak zwanymi umiarkowanymi talibami. Co spowodowało tę zmianę stanowiska?

Jochen Hippler: Polityczni aktorzy w Europie i USA zrozumieli, że środkami militarnymi konflikt w Afganistanie jest nie do rozwiązania. Z drugiej strony zrozumiano, że prezydent Karzaj sam nie jest w stanie doprowadzić do pokoju w tym kraju. Nie jest partnerem, którego akceptowałyby wszystkie strony. W takim kontekście Berlinowi nie zostało nic innego, jak pójść nieortodoksyjnymi drogami. To znaczy: bezpośrednie rozmowy z kluczowymi postaciami talibów, ale też z ich przeciwnikami, czyli Sojuszem Północnym. Także Niemcy są bardzo zainteresowane tym, by żołnierze wrócili z Hindukuszu do kraju cali i zdrowi.

Czyli efektem tej zmiany w polityce jest fakt, że w Berlinie przebywają obecnie przedstawiciele Sojuszu Północnego, na przykład Abdul Raszid Dostum, któremu zarzuca się naruszanie praw człowieka i zbrodnie wojenne?

To ogromny dylemat. Mamy w Afganistanie sytuację, gdzie częściowo w rządzie, częściowo w innych ośrodkach władzy rzeczywiście spotyka się zbrodniarzy wojennych, watażków, czyli ludzi odpowiedzialnych za najcięższe przestępstwa. Rezygnacja z prowadzenia z nimi rozmów oznaczałaby, że konflikt jest niemożliwy do rozwiązania poprzez rokowania. W takiej sytuacji nie można być wybrednym przy doborze partnerów do rozmów.

Przyjmijmy, że niemiecka strona dojdzie z talibami do porozumienia. Jak dalece byłoby to wiążące dla afgańskiej czy amerykańskiej strony?

W żaden sposób. Mam wrażenie, że Berlin może odegrać ważną rolę, jeżeli chodzi o zbliżenie różnych stron konfliktu, doprowadzenie do tego, by z sobą rozmawiały. Ale trudno mi sobie wyobrazić, by Niemcy chciały pertraktować w imieniu Pakistanu, USA, czy afgańskiego rządu. To by nie funkcjonowało, przenigdy.

Wiadomo, że Islamabad ma duży wpływ na talibów. Czy USA albo i Berlin nie powinny prowadzić rokowań bezpośrednio z rządem Pakistanu, by skłonić talibów do ustępstw?

Nie, konflikt w Afganistanie można rozwiązać tylko w Afganistanie. Afganistan potrzebuje silnego i dobrze funkcjonującego rządu, rządu akceptowanego przez społeczeństwo. Taki rząd może prowadzić rokowania ze wszystkimi stronami konfliktu w kraju i z ważnymi siłami za granicą. Sytuacja w Afganistanie jest jednak całkowicie odmienna: rząd jest słaby, skorumpowany, nie akceptowany przez społeczeństwo. Strony konfliktu wykorzystują chwilowo rozmowy, by umocnić swoją własną pozycję. Talibowie wychodzą z założenia, że prędzej czy później wyjdą z tej wojny jako zwycięzcy, nie są więc poważnie zainteresowani rokowaniami pokojowymi.

Dlaczego posyłają w takim razie swoich przedstawicieli do Berlina?

Ponieważ talibom potrzebne jest uznanie ze strony społeczności międzynarodowej. Jeżeli ich przedstawiciele są akceptowani jako partnerzy rozmów, pokazuje to światu, że bez nich rozwiązanie kwestii Afganistanu nie jest możliwe. Na podobnych zasadach opiera się taktyka afgańskiego rządu. Swoją pokojową inicjatywą prezydent Karzaj chce zademonstrować niezależność od USA. Tak słaby rząd nie może jednak zaprowadzić pokoju. Rozmowy są potrzebne, dla obydwu stron, ale rozmowy nie rozwiążą aktualnego konfliktu – wszystko jedno, kto z kim rozmawia. Do rozwiązania konfliktu potrzeba silnego rządu w Kabulu.

Rozmawiał Ratbil Shamel

tłumaczenie: Elżbieta Stasik

red. odp.: Andrzej Paprzyca

Dr Jochen Hippler jest politologiem i wykładowcą na Uniwersytecie Duisburg-Essen.

Redakcja poleca