″Babcie przeciwko prawicy″. Anna Ohnweiler walczy z neonazistami | Życie w Niemczech. Społeczeństwo, lifestyle, ciekawostki | DW | 10.11.2020
  1. Inhalt
  2. Navigation
  3. Weitere Inhalte
  4. Metanavigation
  5. Suche
  6. Choose from 30 Languages
Reklama

Społeczeństwo

"Babcie przeciwko prawicy". Anna Ohnweiler walczy z neonazistami

Stowarzyszenie "Babcie przeciwko prawicy" od roku 2007 działa w Austrii przeciwko prawicowemu ekstremizmowi i wrogości wobec cudzoziemców. Dwa lata temu Anna Ohnweiler ściągnęła te inicjatywę do Niemiec.

Babcie przeciwko prawicy

Anna Ohnweiler

27 stycznia 2018 roku, w rocznicę wyzwolenia obozu w Auschwitz, energiczna emerytka Anna Ohnweiler przeglądała w swoim mieszkaniu w północnym Schwarzwaldzie listę kontaktów na Facebooku. Była rozdrażniona. Chciała działać, ale jej komputer pracował powoli. Być może dlatego, że na desktopie zmagazynowała dużą liczbę dokumentów i fotografii. Co chwila otwierała się na nim nowa strona albo grupa kontaktów. Starsza pani, jak dziś wspomina, wysyłała wtedy zaproszenia do wszystkich znajomych z Facebooka. Później miała ich już tysiące.

Silna wiara w demokrację

W życiu 70-letniej Anny Ohnweiler stale powtarzały się chwile, gdy ogarniała ja przemożna wola działania. Ta była nauczycielka i kierowniczka instytycji socjalnej w Altensteig koło Nagold po prostu musiała wówczas zabrać głos. Pisała listy i petycje; ile ich było, tego dziś nie potrafi już powiedzieć. Kierowała je do Helmuta Kohla, gdy jeszcze był kanclerzem i do Angeli Merkel, gdy w jego gabinecie była ministrem do spraw kobiet i młodzieży. Nie zawsze otrzymywała na nie odpowiedź, ale to nie było dla niej najważniejsze. Od 2015 roku Anna Ohnweiler jest już na emeryturze. W rozmowie z DW starannie dobiera słowa. Za motto swoich działań przyjęła zasadę, że "kto zasypia w demokracji, ten budzi się w dyktaturze".

Anna Ohnweiler dobrze wie, o czym mówi. Jej młodość upłynęła w neostalinowskiej Rumunii. Krytyka i sprzeciw były w komunizmie nie do pomyślenia. W demokratycznych Niemczech, dzięki Bogu, już tak. Właśnie dlatego, wierna cytowanej wyżej zasadzie, złożyła na Facebooku grupę dyskusyjną "Babcie przeciwko prawicy". Coś jednak się tu zmieniło. Być może, po raz pierwszy w życiu, jej silna wiara w demokrację miesza się z lękiem i niepokojem.

Babcie przeciwko prawicy

Stuttgart 2019: Babcie przeciwko prawcy demonstrują

"Babcie" i "dziadkowie" buntują się

Jesteśmy z wizytą u Anny Ohnweiler w Nagold w Badenii-Wirtembergii. Zajmuje czteropokojowe mieszkanie na szóstym piętrze. Z balkonu rozpościera się widok na Schwarzwald. Nie licząc tykania zegara, w pokoju stołowym panuje cisza. Wydaje się, że czas stanął tu w miejscu. Wyposażenie mieszkania pochodzi z lat 80. ubiegłego wieku. Dębowe meble, dywany z dużym wzorem, małe witrażyki w oknach, przez które prześwieca słońce. Na regałach - książki poświęcone tematyce Holocaustu i albumy o Siedmiogrodzie w Rumunii. Na ścianach wiszą zdjęcia, pokazujące jej dwoje już dziś dorosłych dzieci oraz trójkę wnuków w wieku 5, 8 i 14 lat. Na jednym z nich widnieje napis "Babciu, kocham cię".

Między rodzinnymi fotografiami, na przykrytym obrusem stole w kącie pokoju, Anna Ohnweiler położyła dokumenty obrazujące jej rolę politycznie zaangażowanej babci. Inicjatywa "Babcie przeciwko prawicy" narodziła się w Austrii. W Niemczech istnieje w formie grupy dyskusyjnej na Facebooku, która dziś liczy już ponad 3000 członków. W 2019 roku Ohnweiler, wraz z innymi "babciami", założyła także stowarzyszenie. Jego członkami są również "dziadkowie", mężczyźni stanowią tu jedną piątą.

Wściekłość, która napędza wiele "babć" i wielu "dziadków", dała o sobie znać w życiu Anny Ohnweiler pewnego dnia w styczniu 2018 roku, gdy przeczytała na Twitterze post członka ekstremistycznego ruchu w Salzburgu. Jego autor drwił i szydził z emerytek protestujących przeciwko austriackiej partii FPÖ o profilu nacjonalistyczno-prawicowym.

Babcie przeciwko prawicy

Anna Ohrweiler niemal codziennie spędza od 3 do 4 godzin w Internecie, wyszukując przykłady neonazistowskiej retoryki

Oburzenie spowodowane treścią wpisu wciąż słychać w głosie Anny Ohnweiler. Ale nie tylko z tego powodu. "Życie niewarte życia"?, pyta, podnosząc wymownie brwi, gdy mówi o Akcji T4 w III Rzeszy, podczas której wymordowano tysiące osób nieuleczalnie chorych i niepełnosprawnych w ramach państwowego programu eutanazji. Jej zdaniem dawna, nazistowska retoryka powróciła do niemeckiej polityki wraz z pojawieniem się partii Alternatywa dla Niemiec (AfD). W takich chwilach nie może usiedzieć spokojnie. Czuje, że musi coś zrobić, żeby uświadomić innym, co taka mowa oznacza dla demokracji. Niemal codziennie spędza od 3 do 4 godzin w internecie, wyszukując przykłady neonazistowskiej retoryki, którymi później dzieli się na Facebooku z członkami grupy "Babcie przeciwko prawicy".

"Protest płynący z przyjętej postawy"

Anna Ohnweiler stale nosi metalową przypinkę z napisem "Babcie przeciwko prawicy", przygotowuje plakaty i transparenty oraz bierze udział w protestach, gdy dowiaduje się, że gdzieś w Niemczech odbędzie sie przemarsz neonazistów. Z rozczuleniem wspomina wielką demonstrację w sierpniu 2019 roku w Dreźnie z udziałem "babć" z całego kraju. "Miałyśmy wtedy wrażenie, że udało nam się coś poruszyć", mówi. Tak też się stało. Stowarzyszenie "Babcie przeciwko prawicy" działa dziś w ponad 70 miastach w całych Niemczech. Jego członkowie sprzeciwiają się zapomnieniu nazistowskich zbrodni, organizują stoiska informacyjne przed wyborami, układają "kamienie pamięci" i solidaryzują się z ruchem "Fridays for Future".

Chodzi im o przyszłość ich wnuków. Nie wszscy są "babciami" i "dziadkami" w dosłownym znaczeniu, część z nich jest na to po prostu za młoda, ale wszystkim zależy na przekonaniu innych, że ich protest wynika ze świadomie przyjętej postawy, podkreśla Anna Ohnweiler. Wielu członków tego ruchu należy do pokolenia powojennego i ma utrwalony w pamięci obraz nazistowskich zbrodni, przekazany przez rodziców w opowiadaniach i wspomnieniach.

Rodzice Anny Ohnweiler trafili po wojnie do sowieckiego obozu pracy. Jej rodzina wywodzi się z niemieckiej mniejszości narodowej z Siedmiogrodu w Rumunii. Wielu rumuńskich Niemców służyło III Rzeszy. "Po wojnie się na nich za to zemszczono", mówi. Spotkały ich wywłaszczenia, represje oraz dyskryminacje w różnej formie. Ohnweiler wie, czego ją to nauczyło na całe życie: "Nigdy więcej wojny, nigdy więcej wykluczeń i nigdy więcej zniszczeń".

Babcie przeciwko prawicy

Babcie Anny Ohnweiler była wyjątkowo samodzielną kobietą i wywarła duży wpływ na późniejsze życie wnuczki

Duży wpływ na jej życiową postawę miały także ograniczenia, jakich zaznała w Rumunii w okresie dyktatorskich rządów Nicolae Ceaușescu. Z tamtych czasów zachowało się jej szkolne zdjęcie w otoczeniu koleżanek i kolegów. Mało wtedy brakowało, żeby nie dopuszczono jej do matury, wspomina z uśmiechem na twarzy, bo zachęcała przyjaciółki do noszenia minispódniczek. Swoje wspomnienia z okresu buntu przeciwko otoczeniu zawarła w pisanych przez siebie wierszach, w których mówi o za krótkiej spódnicy, za długich włosach i niepokornym spojrzeniu. Na innym zdjęciu widzimy ją obok babci, która, jak mówi, była wyjątkowo samodzielną kobietą i wywarła duży wpływ na jej późniejsze życie.

Gdy jej mąż uciekł z Rumunii do Niemiec, zabroniono jej pracy w szkole. W 1979 roku udało się jej wyjechać z kraju. W Nagold pracowała dla chrześcijańskiego zrzeszenia młodzieży wiejskiej, a później założyła tam szkołę wieczorową.

Przy pomocy "Babć przeciwko prawicy" Anna Ohnweiler, także jako emerytka, chce włączyć się do politycznej dyskusji w Niemczech. Jak stale podkreśla, to stowarzyszenie ma charakter ponadpartyjny, co zostało zapisane w statucie.

Anna Ohnweiler obawia się o przyszłość demokracji w Niemczech. Na początku lutego 2019 roku znalazła w swojej skrzynce na listy kartkę pocztowąz pogróżkami i wyzwiskami, których treści nie chce przytaczać w rozmowie z DW, ponieważ kłócą się z tym wszystkim, co uważa za słuszne. Doniosła o tym organom ścigania, ale w wyniku podjętego śledztwa nie udało się ustalić nadawcy. Jej dzieci sprawa ta głęboko zaniepokoiła, ale Anna Ohnweiler zapewnia, że to jej nie powstrzyma. Ze stoickim spokojem przyjmuje niezliczone mejle z pogróżkami. "Strach jest złym doradcą", mówi. Z drugiej strony zauważa jednak, że "gdy coś takiego się nasila, a wszyscy dookoła milczą, zaczyna się bać o przyszłość naszej demokracji".

Chcesz skomentować ten artykuł? Zrób to na Facebooku! >>