70 lat temu: Most powietrzny do Berlina
Berliński most powietrzny, działający podczas blokady Berlina Zachodniego w latach 1948-1949, był największą i najbardziej spektakularną operacją logistyczną w dziejach świata.

Zaopatrzenie z powietrza
24 czerwca 1948 roku ZSRR zablokował wszystkie połączenia drogowe, kolejowe i wodne do Berlina Zachodniego. Mieszkańcom francuskiego, amerykańskiego i brytyjskiego sektora okupacyjnego zagroził głód. W odpowiedzi na to posunięcie Stalina alianci zachodni uruchomili wielki most powietrzny. Od 26 czerwca ich samoloty zaczęły dostarczać do oblężonego miasta węgiel, żywność i lekarstwa.
Ojciec mostu powietrznego
Amerykański gubernator wojskowy Berlina generał Lucius D. Clay (po lewej obok burmistrza Ernsta Reutera) zadecydował o uruchomieniu mostu powietrznego. Udało mu się przekonać do tego pomysłu rząd USA. O pomoc zaapelował także burmistrz Ernst Reuter: "Ludzie Zachodu, spójrzcie na to miasto i jego mieszkańców i zrozumcie, że nie wolno wam go opuścić w potrzebie".
Loty w minutowym rytmie
Co 90 sekund na lotniskach Berlina Zachodniego lądował jeden samolot z zaopatrzeniem, które należało natychmiast zdjąć z jego pokładu. Ruch w powietrzu był tak gęsty, że każdy pilot miał tylko jedno podejście do lądowania, które musiało być udane. Jeśli mu się to nie udało, wracał z ładunkiem na lotnisko, z którego wystartował. Jednocześnie w powietrzu było do 300 samolotów.
Łakocie dla berlińskich dzieci
Amerykański pilot Gail Halvorsen pierwszy wpadł na pomysł obdarowania berlińskich dzieci łakociami. Na początku zrzucał im tabliczki czekolady, gumę do żucia i torebki z rodzynkami na spadochronikach zrobionych z chusteczek do nosa. Jego pomysł podchwycili inni piloci, a uczestniczące w berlińskim moście powietrznym samoloty przeszły do powojennej historii Niemiec jako "rodzynkowe bombowce".
Słodki nalot
Zachwyt berlińskich dzieci nie miał granic. Machały rękami do pilotów nadlatujących maszyn, które dosłownie o metry przemykały się nad dachami domów. Najlepszym miejscem do odebrania "zrzutów" były wzgórza usypane z gruzów zrujnowanych kamienic w pobliżu lotniska. Ta akcja zmieniła nastawienie Berlińczyków do Amerykanów, którzy z okupantów stali się ich najlepszymi przyjaciółmi i obrońcami.
Prąd tylko od czasu do czasu
Mimo słodyczy dla dzieci i nieprzerwanych dostaw węgla, benzyny, zboża, mleka w proszku i płatków ziemniaczanych położenie 2,2 mln mieszkańców Berlina Zachodniego było dalekie od pozazdroszczenia. Przede wszystkim wskutek wprowadzonych przez Rosjan drastycznych ograniczeń w dopływie energii elektrycznej. Prąd był tylko przez parę godzin dziennie.
Za mało drewna na opał
Amerykanie i Brytyjczycy dostarczyli do Berlina Zachodniego prawie 1,5 mln ton węgla do ogrzewania mieszkań i produkcji prądu, ale to nie wystarczało. Zwłaszcza w zimie. Dlatego Berlińczycy wycinali drzewa w parkach i alejach. Niektóre ulice były wybrukowane drewnianą kostką. Także ona poszła na opał. Taką ulicę w dzielnicy Kreuzberg pokazuje to zdjęcie.
Wypadki i ofiary
Brytyjczycy wysyłali do Berlina Zachodniego także łodzie latające, które lądowały na rzece Haweli i jeziorze Wannsee. W berlińskim moście powietrznym uczestniczyło łącznie prawie 75 tys. osób. Najważniejsi byli piloci trzech aliantów zachodnich, a także z Kanady, Australii, Nowej Zelandii i RPA. Byli wśród nich także Polacy. W wypadkach zginęło 78 osób: 39 Brytyjczyków, 31 Amerykanów i 8 Niemców.
Podatek na most powietrzny
W ciągu jedenastu miesięcy blokady Berlina alianci dostarczyli drogą powietrzną do miasta przeszło 2 mln ton zaopatrzenia. Akcja ta kosztowała Amerykanów i Brytyjczyków ok. 200 mln dolarów. Wtedy były to ogromne pieniądze. Brytyjczycy musieli wprowadzić u siebie racjonowanie zboża, a mieszkańcy Niemiec Zachodnich płacili specjalny podatek na rzecz mostu powietrznego.
Pomnik Berlińskiego Mostu Powietrznego
Blokadę Berlina Zachodniego zakończono 12 maja 1949 roku. Alianci zachodni prowadzili most powietrzny do sierpnia. Jego bohaterom wzniesiono w 1952 roku pomnik na berlińskim lotnisku Tempelhof.