Zrabowane dzieci. Wspólna akcja DW i Interii | Nazizm, faszyzm, demokracja – Historia najnowsza Niemiec | DW | 31.12.2017
  1. Inhalt
  2. Navigation
  3. Weitere Inhalte
  4. Metanavigation
  5. Suche
  6. Choose from 30 Languages
Reklama

Historia Najnowsza

Zrabowane dzieci. Wspólna akcja DW i Interii

Hermann Lüdeking, porwany jako dziecko z okupowanej Łodzi, pozywa rząd Niemiec o odszkodowanie. Dotarliśmy do niego w ramach projektu DW i Interii. Jego cel to dokumentacja losów ofiar przymusowej germanizacji.

Od września 2017 roku dziennikarze Deutsche Welle i Interii prezentowali losy ludzi, którzy w dzieciństwie stali się ofiarami polityki germanizacyjnej prowadzonej przez hitlerowskie Niemcy. Wedle szacunków polskich historyków los ten mógł dotknąć nawet 200 tysięcy polskich dzieci. Dziś czują się zapomniani. Są jedyną grupą ofiar III. Rzeszy, która przez niemiecki rząd nie została uznana za ofiary ani nie dostała odszkodowania.

Walka o zadośćuczynienie

Hermann Lüdeking postanowił być pierwszy. Latem 2017 roku wniósł do sądu pozew o odszkodowanie za porwanie, za zmianę tożsamości i przymusową germanizację, której był poddany w ośrodkach Lebensbornu – organizacji należącej do SS, odpowiedzialnej za „zniemczanie” dzieci porywanych przez Niemców z okupowanych krajów. Chłopca porwano z jednego z łódzkich domów dziecka. Lebensborn z Romka zrobił Hermanna, a Lüdeking to nazwisko Niemki, która stała się jego przybraną matką. Hermann nigdy nie wrócił do Polski i do dziś nie wie, kim byli jego biologiczni rodzice. „To dziwne uczucie przez całe życie nie wiedzieć, kim się jest”, mówi emerytowany inżynier, który mieszka dziś w południowych Niemczech.

Obojętność polityków

Zanim wszedł na drogę sądową, latami pokładał nadzieję w niemieckich politykach. Działa w stowarzyszeniu „Zrabowane dzieci – zapomniane ofiary”, które od 2012 roku wielokrotnie występowało do polityków Bundestagu z apelem o uznanie porwanych i germanizowanych dzieci za ofiary i przyznanie im rekompensat. Bezskutecznie. Niemieckie ministerstwo finansów stwierdziło w 2013 roku, że los ten „był udziałem wielu rodzin i był skutkiem strategii wojennej”, że przymusowa germanizacja „nie miała w pierwszej kolejności na celu unicestwienia ani pozbawienia wolności jednostki, lecz jej pozyskanie dla własnych korzyści” Rzeszy, zaś całość wpisywała się w „ogólne losy wojenne”. MSZ Niemiec powołało się z kolei na liczbę zaledwie 250 dzieci, które miały być porwane z Europy Wschodniej. To liczba padająca w procesach norymberskich, w których uniewinniono sprawców tych porwań. Drastycznie różni się od dzisiejszych szacunków historyków, którzy mówią o liczbie od 50 do 200 tysięcy. Bundestag w 2016 roku uznał sprawę za zamkniętą, odrzucając apel o wypłacenie jednorazowych odszkodowań w wysokości 20 tysięcy euro. Votum separatum zgłosiła jedynie posłanka Lewicy Kersten Steinke, oskarżając polityków o cynizm.

Strażnik pamięci

Nauczyciel historii z Freiburga Christoph Schwarz, który był motorem tych starań, nie składa broni i chce znów uderzyć z apelem do polityków. Ma nadzieję, że komisja petycji nowo wybranego Bundestagu będzie bardziej przychylna. „Żyje coraz mniej ofiar porwań i germanizacji, to ludzie w podeszłym wieku. Należy im się odszkodowanie i moralne zadośćuczynienie”, mówi Schwarz w rozmowie z DW i podkreśla, że każda kolejna odmowa i ignorowanie krzywd to kolejna trauma dla ofiar. Jego zdaniem politycy nie chcą rozgrzebywać przeszłości i obawiają się, że temat germanizacji otworzy kolejne puszki Pandory, jak choćby uwikłanie Jugendamtów w działalność nazistowskiego reżimu. Nauczyciel nie godzi się na przemilczanie tematu. Jego wystawa „Zrabowane dzieci – zapomniane ofiary” od kilku lat objeżdża Niemcy. W 2016 Związek Prześladowanych przez Reżim Nazistowski przyznał Schwarzowi prestiżową nagrodę im. Alfreda Haussera. Nagłośnienie tematu sprawiło, że rząd Nadrenii Północnej – Westfalii przyznał jednej z ofiar, do dziś mieszkającej na terenie tego kraju związkowego, jednorazową rekompensatę w wysokości 3.600 euro. Tylko Berlin milczy w tej sprawie.

Nadzieja w sądzie

„Władze nie chcą o tym wiedzieć, bo to by kosztowało. Będą tak długo zwlekać, aż wszyscy wymrzemy. Tym panom nasz los jest obojętny, dla mnie ci panowie nie mają sumienia”, uważa Hermann Lüdeking. Słowo „panowie” powtarza z goryczą, nawiązując do nazistowskiego określenia „aryjska rasa panów”. To tę „rasę”, wedle koncepcji szefa SS Heinricha Himmlera, miały zasilać takie dzieci jak on, porywane z okupowanych krajów w celu przymusowej germanizacji. Teraz Hermann pokłada nadzieję już tylko w wymiarze sprawiedliwości. Kibicują mu inne ofiary, w tym Janusz Bukorzycki z Łodzi, którego Hermann nazywa bratem. Razem byli jako dzieci w ośrodku Lebensbornu pod Lipskiem. Trzeci przyszywany brat z tego samego ośrodka to Folker Heinecke mieszkający dziś w Hamburgu.

DW i Interia dokumentują losy porwanych dzieci

Wszystkich „braci” przedstawialiśmy w serii naszych reportaży, które ukazywały się jesienią jednocześnie na portalu DW i Interii. Pisaliśmy o losach Alojzego Twardeckiego, który po skutecznej germanizacji, wychowany w pogardzie dla Polaków, nieoczekiwanie dowiedział się, że jest Polakiem. Józef Sowa, porwany wraz z siostrą z Zamojszczyzny, po dziś dzień nie może zrozumieć, dlaczego mieszkająca w Hamburgu siostra wypiera polskie korzenie. Anna Berezowska nadal nie wie, czy którakolwiek z kobiet ją wychowujących była jej prawdziwą matką. Henryk Kowalczyk został odebrany swojej matce, robotnicy przymusowej w Dachau. Dziś chciałby dotrzeć do ludzi, którzy ją znali. Zyta Suś, która miała szczęście w nieszczęściu i jako porwane dziecko trafiła do kochającej rodziny w Austrii, szuka jej potomków.

Wsparcie dla ofiar

Towarzyszymy naszym bohaterom w poszukiwaniach i nawiązywaniu kontaktów. Oni sami często nie mają sił ani środków na docieranie do archiwów i urzędów. Od września do grudnia na stronach dw.com/pl i interia.pl opublikowaliśmy 40 tekstów i 24 nagrania video, które trafiły do ponad miliona odbiorców. Relacje z reporterskich podróży do miejsc w Niemczech związanych z Lebensbornem zamieszczaliśmy na Facebooku.

Wciąż dostajemy listy od ofiar lub ich krewnych, którzy poszukują skradzionych tożsamości. Właśnie odezwał się mężczyzna z Yankton w Południowej Dakocie, który jako dziecko trafił do ośrodka Lebensbornu w Kohren-Sahlis pod Lipskiem. Na starej fotografii z domowego archiwum rozpoznaje Folkera Heinecke. Chce nawiązać z nim kontakt, a także zająć się szukaniem własnych korzeni. Pomogą mu w tym DW i Interia. Ze względu na wiek ofiar ten polsko-niemiecki projekt to być może ostatnia szansa dokumentowania losów żyjących ofiar i wspierania ich w poszukiwaniu utraconej tożsamości.

Monika Sieradzka (DW)