1. Przejdź do treści
  2. Przejdź do głównego menu
  3. Przejdź do dalszych stron DW

Zjednoczenie z Rumunią? Burza po słowach prezydent Mołdawii

Aliaksandar Bourakou
16 stycznia 2026

Wypowiedź prezydent Mołdawii, że zagłosowałaby za przyłączeniem jej kraju do Rumunii, wywołała falę ostrych komentarzy. Opozycja chce pozbawić prezydent urzędu, choć Maia Sandu nie powiedziała w zasadzie nic nowego.

https://p.dw.com/p/56wrC
Maia Sandu siedzi na sali parlamentu Mołdawii
Maia Sandu jest prezydentem Republiki Mołdawii od grudnia 2020 rokuZdjęcie: Elena Covalenco

– Głosowałabym za zjednoczeniem z Rumunią. Spójrzcie na to, co dzieje się dzisiaj w Mołdawii i na świecie. Małemu krajowi, takiemu jak Mołdawia, coraz trudniej jest przetrwać jako demokracja i suwerenne państwo oraz przeciwstawiać się Rosji – powiedziała prezydent Maia Sandu 11 stycznia w wywiadzie dla brytyjskiego podcastu „The Rest is Politics”. Rozmowa trwała ponad godzinę, ale to ta jedna wypowiedź odbiła się szerokim echem.

W tym samym wywiadzie prezydent Mołdawii przyznała, że większość obywateli jej kraju nie popiera obecnie zjednoczenia z Rumunią. Dlatego Kiszyniów dąży do przystąpienia kraju do Unii Europejskiej, co jest najbardziej realistyczną opcją popieraną przez wyborców.

Socjaliści i komuniści chcą usunąć Sandu z urzędu

Igor Dodon, przewodniczący największej siły opozycyjnej, Partii Socjalistów Republiki Mołdawii, i były prezydent kraju, natychmiast ostro skrytykował wypowiedź Mai Sandu. Zarzucał jej, że marzy o zostaniu głową nowego państwa rumuńskiego. Twierdził, że kierują nią egoistyczne myśli o własnej przyszłości.

13 stycznia Partia Socjalistów opublikowała oświadczenie, w którym „ze względu na zagrożenie dla istnienia Mołdawii jako niepodległego państwa” domaga się natychmiastowego odwołania Sandu. Socjaliści wzywają prokuraturę generalną i służby bezpieczeństwa do natychmiastowego wszczęcia dochodzenia w sprawie „zdrady stanu”. Ponadto wzywają „wszystkie siły patriotyczne” do odłożenia na bok różnic taktycznych i zjednoczenia się.

Igor Dodon mówi do mikrofonu
Igor Dodon był prezydentem Republiki Mołdawii w latach 2016–2020Zdjęcie: Vladislav Culiomza/REUTERS

Partia komunistyczna, która traci coraz bardziej na popularności, wydała podobne oświadczenie. Określiła ona wypowiedź prezydent Mołdawii jako „akt zdrady stanu” i „rażące naruszenie przysięgi prezydenckiej”.

W szatach obrońców suwerenności

– Partie znajdujące się w kryzysie czepiają się idei bycia ostatnimi strażnikami niepodległości i tożsamości Mołdawii – tak Andrei Curararu, ekspert ds. bezpieczeństwa z platformy analitycznej WatchDog, komentuje reakcje mołdawskiej opozycji. Podkreśla, że Maia Sandu nie powiedziała nic nowego, powtarza te same opinie od 2016 roku.

Ekspert przypomina, że w 1918 r., bezpośrednio po ogłoszeniu powstania Republiki Ludowej Mołdawii, Rada Stanu podjęła decyzję o przyłączeniu Republiki do Rumunii. Ten stan utrzymywał się do 1940 r., kiedy jej terytorium zostało zaanektowane przez Związek Radziecki. Dlatego też, zdaniem Curararu, od czasu rozpadu Związku Radzieckiego i uzyskania niepodległości przez Mołdawię w 1991 r. kwestia zjednoczenia z Rumunią jest stałym tematem dyskusji publicznej w tym kraju.

Większość mieszkańców Mołdawii posługuje się językiem rumuńskim. Curararu zwraca uwagę, że poparcie dla ponownego zjednoczenia z Rumunią zmienia się w zależności od kontekstu politycznego i zagrożeń militarnych, ale nigdy nie spada poniżej 30 procent. – Oświadczenie Mai Sandu jest komunikatem w polityce zagranicznej, który ma uświadomić Moskwie, jaki scenariusz może zostać zrealizowany w przypadku inwazji wojskowej – twierdzi ekspert.

Oceny Curararu potwierdzają wyniki sondaży przeprowadzonych latem ubiegłego roku przez iData i IMAS, dwa najważniejsze instytuty badania opinii publicznej w kraju. Wynika z nich, że około jednej trzeciej ankietowanych obywateli Mołdawii opowiada się za ponownym zjednoczeniem z Rumunią.

„Wyczerpana i bliska wypalenia”

Politolog Vitalie Andrievschi z Kiszyniowa zauważa, że oświadczenie Mai Sandu było sformułowane w sposób staranny i poprawny, ale nieoczekiwanie wywołało sensację, co można uznać za sygnał polityczny i psychologiczny wskazujący na „wyczerpanie graniczące z wypaleniem zawodowym”. Według eksperta prezydentura Sandu to następujące po sobie kryzysy – od pandemii koronawirusa i systematycznej presji ze strony Rosji po szeroko zakrojoną wojnę w Ukrainie.

Sala plenarna parlamentu Republiki Mołdawii
Sala plenarna parlamentu Republiki MołdawiiZdjęcie: Dumitru Doru/dpa/picture alliance

Jednocześnie cała odpowiedzialność spoczywa wyłącznie na Sandu, która cieszy się największym poparciem w kraju. Według Andrievschiego członkowie jej zespołu często unikali brania na siebie odpowiedzialności, pozostawiając decyzje przełożonym lub udając aktywność, przez co Maia Sandu często musiała interweniować osobiście.

– Gdyby armia rosyjska dotarła do granic Mołdawii, ponad 70 procent Mołdawian zagłosowałoby za zjednoczeniem z Rumunią z czystego instynktu przetrwania. Kluczową kwestią jest jednak to, czy Bukareszt jest na to gotowy – podkreśla Andrievschi. Jak zaznacza, nie porusza się tego w dyskusji publicznej, ale ma to kluczowe znaczenie, ponieważ dotyczy to obciążeń społecznych w postaci emerytur, wynagrodzeń i inwestycji, ale także regionów dotkniętych kryzysem, takich jak Gagauzja i Naddniestrze.

Według Andrievschiego Mołdawia ma dziś słabe instytucje, wrażliwą gospodarkę, a ponadto problemy terytorialne. Aby zaprowadzić porządek, konieczne są reformy, w których Unia Europejska zapewnia ważne wsparcie. Dlatego nie traktuje on wypowiedzi Mai Sandu jako wezwania do rzeczywistego zjednoczenia z Rumunią. Jego zdaniem jest to raczej sygnał ostrzegawczy, że system państwowy jest przeciążony, a przywódcy kraju, który zbyt długo funkcjonował w trybie przetrwania, osiągają granice swoich możliwości.

Naddniestrze: rosyjska enklawa?

Pomiń następną sekcję Dowiedz się więcej