Wojna w Ukrainie. Z jakimi uczuciami Rosjanie idą na wojnę | Życie w Niemczech. Społeczeństwo, lifestyle, ciekawostki | DW | 18.11.2022
  1. Inhalt
  2. Navigation
  3. Weitere Inhalte
  4. Metanavigation
  5. Suche
  6. Choose from 30 Languages
Reklama

Społeczeństwo

Wojna w Ukrainie. Z jakimi uczuciami Rosjanie idą na wojnę

Setki tysięcy Rosjan podporządkowały się wezwaniu do komisji poborowej. Dziesiątki tysięcy są już na froncie. Większość z nich nie chce jednak walczyć, tylko jak najszybciej wrócić do domu.

Rosyjscy rekruci

Rosyjscy rekruci

– Jak mam pomóc rannemu koledze? – pyta Pawieł (imię zmienione), który do niedawna pracował jako kierowca w mieście Radużny w Syberii Zachodniej. Pod koniec października doręczono mu zawiadomienie o powołaniu do wojska. Ostatni raz 41-latek był w rosyjskiej armii 20 lat temu jako podoficer. – Wtedy było mi dobrze – wspomina, dodając, że dziś cierpi m.in. na problemy z kręgosłupem i nie może „podnieść niczego cięższego od czajnika”.

O swoich problemach zdrowotnych poinformował komisję poborową, która skierowała go do lekarza. Ten jednak nie mógł uruchomić płyty CD z wynikami badań. Pawieł został więc zaklasyfikowany jako sprawny. Następnie, po informacjach o złym wyposażeniu poborowych, wyruszył z żoną po swetry, czapki, rękawice, lekarstwa, gaziki i bieliznę. Nie ma jednak kamizelki kuloodpornej. – Mówią, że gubernator może jakieś przyniesie, ale one nie chronią nawet przed zwykłym karabinem maszynowym – przyznaje Pawieł.

Teraz jest przygotowywany do misji na poligonie w pobliżu miasta Czebarkul w obwodzie czelabińskim. – Obiecano nam, że będziemy ćwiczyć strzelanie. Ale my jesteśmy zajęci tylko codziennymi sprawami. Zakwaterowani jesteśmy w namiotach, są tam tylko łóżka piętrowe i materace. Jest prąd, ale nie ma gniazdek. Toaleta jest na zewnątrz, zimna i bez światła. Prysznice mają tylko zimną wodę lub nie ma jej wcale. Wolontariusze gotują jedzenie, ale chyba nawet sami go nie próbują – skarży się Pawieł. Wkrótce on i jego towarzysze mają zostać wysłani najpierw do Rostowa nad Donem, a potem na front w Ukrainie.

– Właściwie to nie chcę zabijać ludzi – mówi Pawieł. Przyznaje, że boi się śmierci. – Każdy się boi, ale mówienie o tym tutaj jest niepożądane. Kiedy sam rozmawiam z mamą, mam łzy w oczach. Nie chcę tego wszystkiego, ale nie mogę nic na to poradzić – stwierdza. Pawieł ma żonę i trójkę dzieci. Polityka mało go interesowała. – Nie rozumiem, z czym mam walczyć. Okay, gdyby to było w moim mieście lub powiecie. Ale dziś wojnę toczy się z robotami, a nie z ludźmi. Nie jesteśmy na to przygotowani. Używa się tam takiej broni, że nie możemy przejść pięciu metrów przez pole, żeby nie zostać zabitym jednym uderzeniem – mówi Pawieł.

Trening rosyjskich poborowych

Trening rosyjskich poborowych

„Mężczyźni uciekają przed mobilizacją”

Anton Truszyn również uważa, że rosyjska armia jest słabo wyposażona. Przed poborem 38-latek pracował jako wykładowca na Uniwersytecie Ekonomicznym im. Plechanowa w Moskwie. Ma żonę i czteroletniego syna. Teraz Anton jest w dywizji czołgów pod Naro-Fomińskiem w obwodzie moskiewskim i za kilka tygodni ma trafić na front. – Są niedociągnięcia organizacyjne. Czuję się nieswojo, nie jestem przyzwyczajony do niewykwalifikowanych 23-latków wydających mi polecenia – mówi Anton. Uważa, że jego pobór do wojska to błąd i chce wrócić do domu.

Kiedy otrzymał zawiadomienie o poborze, udał się do biura rekrutacyjnego. – Nie byłem w wojsku, mam wyższe wykształcenie, dodatkowo problemy z jedną nogą – opowiada. Po badaniach lekarskich powiedziano mu, że musi czekać na decyzję. Anton napisał zatem do prokuratury, Dumy Państwowej i Rady Federacji z prośbą o rozpatrzenie jego sprawy. – Postępowanie trwa, a jednak jestem w trakcie szkolenia – mówi. Ma nadzieję, że w wojsku jest tylko tymczasowo.

Mimo to Anton jest wdzięczny swojemu krajowi. – Umożliwił mi zdobycie wykształcenia i zarabianie dobrych pieniędzy. Jeśli państwo mnie tu potrzebuje, to – mimo że nie jestem tu dobrowolnie i czekam na sprawiedliwość – staram się być jak najbardziej przydatny – stwierdza. Jak mówi, jego dziadkowie i pradziadkowie byli wojskowymi i gdyby teraz nie wstąpił do armii, jego rodzina uznałaby go za zdrajcę. Uważa za straszne, że „dorośli mężczyźni uciekają przed mobilizacją”. Mieli możliwość wyrażenia swojego stanowiska w wyborach. Anton uważa, że Rosja jest demokracją z pewnymi tylko „wypaczeniami”. Co do Ukrainy, przyznaje, że nigdy nie uważał jej za niepodległe państwo. – Zadaniem Rosji nie jest teraz udowodnienie czegokolwiek Zachodowi czy NATO, ale demilitaryzacja Ukrainy – mówi Anton.

„Będę miał krew na rękach”

Aleksiej (imię zmienione), który również musi iść na wojnę, uważa, że to wszystko nie leży w jego interesie i jest tylko brudną polityką. – Ale wiem, co to jest honor, odbyłem służbę wojskową i ukończyłem szkołę wojskową, dlatego muszę wstąpić do armii – mówi. 25-letni porucznik jest zawodowym żołnierzem. Gdzie dokładnie teraz się znajduje, nie ujawnia.

– Nikt nie ma o tej wojnie pewnych informacji. Człowiek zastanawia się, o co walczy i za co może umrzeć. Nie jestem z tego powodu zgorzkniały, jestem w końcu mężczyzną, obywatelem swojego kraju, składałem przysięgę. Ale nie wiem, co ja osobiście mam wspólnego z tą wojną – mówi Aleksiej i dodaje: – Ale jeśli na froncie spotkam Ukraińca i albo to on mnie zabije, albo to ja zabiję jego, to sprawa będzie dla mnie jasna. Wiem, że będę miał krew na rękach, ale rozkazy to rozkazy.

„Cudem przeżyłem”

Michaił (imię zmienione) zgłosił się na ochotnika do wojska i zobowiązał się do stycznia. 54-latek twierdzi, że jest prawnikiem i blogerem z Republiki Czuwaskiej. Czeka tam na niego żona i czwórka dzieci. Obecnie znajduje się na froncie w obwodzie chersońskim. – Jestem strzelcem czołgowym i mam jeszcze doświadczenie z czasów radzieckich, które może się przydać – mówi.

Zapytany, czy już kogoś zabił, Michaił odpowiada: – Jestem w jednostce, która naprawia czołgi. Nikogo nie zastrzeliłem. Ale jeśli nasza jednostka zostanie zaatakowana, będę jej bronił. Mam hełm, kamizelkę ochronną i karabin maszynowy. Był na linii frontu. – Byłem w budynku, w który uderzył pocisk. Cudem przeżyłem – mówi. Michaił słyszał o zabitych i rannych w rosyjskiej armii, ale nie chce o tym mówić. Cel wojny widzi w „ochronie ludności rosyjskojęzycznej przed atakami grup nacjonalistycznych”. Obiecuje, że „wróci ze zwycięstwem”. Nie wie jednak, na czym to zwycięstwo będzie polegało.

Pożegnanie rosyjskich rekrutów z rodziną

Pożegnanie rosyjskich rekrutów z rodziną przed wyjazdem na front

Lęki, propaganda i niewiedza

Według oficjalnych danych w Rosji zmobilizowano 300 tys. osób, a kolejne 18 tys. to ochotnicy. – Są ochotnicy, ale najwyraźniej nie jest ich tak wielu. Są też tacy, którzy odpowiadają na wezwanie ojczyzny i zgadzają się, że kraj traktuje ich jako zasoby wojskowe. To najczęściej byli wojskowi – mówi Mikołaj Mitrochin z Centrum Badań nad Europą Wschodnią na Uniwersytecie w Bremie. Według Mitrochina większość tak naprawdę nie chce wstępować do armii, jednak obawia się, że będzie z tego powodu prześladowana.

Margarita Zawadzka, habilitantka w Instytucie Studiów Rosyjskich i Wschodnioeuropejskich Aleksanteri na Uniwersytecie w Helsinkach, zwraca uwagę, że mężczyźni, którzy szukają sprawiedliwości w komisji poborowej, ulegają złudzeniu. – Nie chcą wierzyć, że państwo samowolnie wysyła ludzi na front i traktuje ich jak mięso armatnie – mówi. Według Zawadzkiej mężczyźni stosują się do powołania, ponieważ nakazało im to państwo. – Wielu z nich jest zatrudnionych w agencjach rządowych lub przedsiębiorstwach państwowych – stwierdza.

Psycholog Maria Potudina uważa, że wielu zmobilizowanych nie zdaje sobie sprawy z prawdziwego zagrożenia na wojnie. – Jest to głównie wina propagandy, która ukrywa poległych, jakby nie istnieli. Jej zdaniem do wojska wcielani są głównie mężczyźni, którzy są gorzej wykształceni i prawie nie znają swoich praw. Ponadto ludzie od przedszkola są uczeni, aby nie mieć własnego zdania i się podporządkować. – Trzeci powód jest taki, że dla wielu mężczyzn gorszym jest bycie „tchórzem” niż pójście na wojnę – stwierdza Potudina.

Pawieł, kierowca z Syberii Zachodniej, mówi, że nie wie, co politycy chcą osiągnąć wojną. – Byłoby lepiej, gdybyśmy nadal żyli tak, jak teraz – podkreśla. Anton Truszyn jest zaniepokojony, ponieważ nie jest dla niego jasne, jak ten konflikt może się zakończyć. Aleksiej natomiast zaleca wzmocnić się mentalnie. – Wielu moich znajomych widziało na froncie tak wiele, że ich głowy nie są już w porządku. Nie mogą wrócić do normalnego życia – opowiada. A Michaił, który jest na froncie, mówi, że słyszał tam o „bezsensownych śmierciach” i nie chce tak umierać.

Chcesz skomentować ten artykuł? Zrób to na Facebooku! >>

Czy Rosjanie, którzy uciekają przed mobilizacją, mogą przyjechać do Niemiec?