Wiza za łapówki? Podejrzenie w ambasadach Niemiec w Bejrucie i Ankarze | Życie w Niemczech. Społeczeństwo, lifestyle, ciekawostki | DW | 02.07.2015
  1. Inhalt
  2. Navigation
  3. Weitere Inhalte
  4. Metanavigation
  5. Suche
  6. Choose from 30 Languages

Społeczeństwo

Wiza za łapówki? Podejrzenie w ambasadach Niemiec w Bejrucie i Ankarze

Zarzut jest poważny: Pracownicy niemieckich ambasad w Bejrucie i Ankarze mają być zamieszani w aferę łapówkarską. Chodzi o duże sumy płacone przez uchodźców z Syrii i Iraku za termin rozmowy w sprawie wiz dla rodzin.

O domniemanej aferze doniósł magazyn telewizji ARD „Monitor”. Według jego informacji, wielu uchodźców z Syrii i Iraku płaciło duże sumy, by otrzymać termin rozmowy w niemieckiej ambasadzie. Konkretnie chodzi o ambasady w Bejrucie (Liban) i Ankarze (Turcja).

Wielu spośród starających się o wizę ma już w Niemczech członków rodziny, cieszących się statusem uchodźcy. Jako tacy mają oni prawo ściągnąć do siebie najbliższych. Bliscy ci muszą jednak najpierw stawić się na rozmowę w niemieckiej ambasadzie. Bez niej nie mają szans na legalny wjazd do Niemiec.

Türkei Syrische Flüchtlinge

Syryjczycy w tureckim obozie dla uchodźców w Akçakale, przy granicy z Syrią

Uchodźcy opowiadają, że niektórzy musieli płacić "pośrednikom" nawet ponad 1000 euro, by otrzymać w ambasadzie taki termin. Nawet w normalnych warunkach trzeba czekaćna rozmowę. Oficjalny system wyznaczania terminów rozmów nie umożliwia dostania terminu w krótkim czasie.

„Połowa w Berlinie, połowa w Bejrucie“

Jeden z uchodźców przebywający już w Niemczech powiedział dziennikarzom „Monitora”, że wielokrotnie próbował oficjalnie umówić taki termin w ambasadzie. „Było to niemożliwe”, skarżył się. Udało mu się natomiast z pomocą „pośrednika”. Osoba handlująca terminami kazała mu zapłacić połowę wymaganej kwoty w Berlinie, połowę miała zapłacić w Bejrucie jego żona. Kobieta potwierdziła, że zapłaciła człowiekowi, „który pracował w ambasadzie”.

Takie transakcje zdarzają się także w ambasadzie Niemiec w Ankarze, poinformował „Monitor“. Uchodźca z Syrii potwierdził, że jego żona kupiła termin. - Handlarz powiedział, że zna ludzi w niemieckiej ambasadzie. Kiedy dała mu pieniądze, po 12-13 dniach miała termin rozmowy – opowiadał.

Intratny interes

Adwokaci, którzy reprezentują uchodźców Niemczech, potwierdzają „ożywiony handel” terminami w ambasadach. Specjalistka ds. azylu i migracji, adwokat Kareba Hagemann stwierdziła, że co najmniej dziesięciu jej klientów przyznało, iż zapłacili za otrzymanie wcześniejszego terminu, bo „postępowanie zgodnie z przepisami trwało za długo”. Uchodźcy przebywający w Niemczech drżą o życie swoich bliskich, których chcą mieć jak najszybciej u siebie.

Szef niemieckiej organizacji pozarządowej„Pro Asyl” Günter Burkardt domaga się, by „położyć kres tym interesom, prowadzonym kosztem zdesperowanych uchodźców i nareszcie skrócić czas oczekiwania na termin”. „Pro Asyl” żąda, by wnioski o wizy dla członków rodzin uchodźców były rozpatrywane tylko w Niemczech.

Ministerstwo spraw zagranicznych wyjaśniło na zapytanie magazynu „Monitor“, że sprawdzi informacje i zbada każde podejrzenie nadużycia, ale „do tej pory w żadnym przypadku zarzuty się nie potwierdziły”

tagesschau.de / Elżbieta Stasik

Reklama