W pogoni za marzeniami. Paraolimpijczyk Wojtek Czyz | Życie w Niemczech. Społeczeństwo, lifestyle, ciekawostki | DW | 01.01.2015
  1. Inhalt
  2. Navigation
  3. Weitere Inhalte
  4. Metanavigation
  5. Suche
  6. Choose from 30 Languages

Społeczeństwo

W pogoni za marzeniami. Paraolimpijczyk Wojtek Czyz

W wieku 21 lat stracił nogę. Niecały rok po amputacji zdobywał pierwsze medale jako niepełnosprawny lekkoatleta. Dziś jest jednym najbardziej utytułowanych zawodników w historii paraolimpijskiego sportu.

Paralympics London 2012 Wojtek Czyz

Londyn 2012

Wrzesień 2001, szpital w Moguncji. Młody chłopak budzi się po operacji. Patrzy na nogi, a łzy cisną mu się do oczu. Lewą nogę amputowano w kolanie. Pozostał kikut. Przenosi wzrok na okno. Chce wyskoczyć. Całe życie marzył, żeby zostać piłkarzem. Ma 21 lat, ale to życie właśnie się dla niego skończyło.

Życie to futbol

Dla małego Wojtka Czyża od początku piłka była wszystkim. Kopanie futbolówki na blokowisku w rodzinnym Wodzisławiu Śląskim rekompensowało mu brak ojca. Ojciec wyjechał do Niemiec, zanim chłopak się urodził. Wojtek zobaczy go po raz pierwszy, kiedy w wieku 8 lat pojedzie odwiedzić go w Kaiserslautern. Do Polski już nie wróci.

Wojtek Czyz

Wojtek marzył najpierw o karierze piłkarskiej - powiodła się paraolimpijska

Dla chłopca, który początkowo nie zna niemieckiego i słabo się uczy, piłka jest sposobem, aby zwrócić na siebie uwagę. Zapisuje się do młodzieżówki FC Kaiserslautern i ugania za gwiazdami klubu. Kiedy przynosi do szkoły koszulki Stefana Kuntza czy Andreasa Brehme, zdobywa szacunek kolegów.

A przede wszystkim gra. Coraz lepiej. Jesienią 2001 r. zauważają go skauci Fortuny Köln. Profesjonalny klub, trzecia klasa rozgrywek w Niemczech, trampolina do kariery w Bundeslidze – właśnie tego chce Wojtek. Talentem i ambicją imponuje trenerowi Fortuny. Wyjeżdża z Kolonii z kontraktem w kieszeni. 11 września 2001 r. – dzień tragedii dla świata – jest dla Wojtka wielkim świętem. Czuje, że spełnia swoje marzenia.

Pożegnanie z drużyną, pożegnanie z karierą

Marzenia legną w gruzach cztery dni później. Gra ostatni mecz w barwach VfR Grünstadt, w którym spędził trzy sezony. „Chciałem podziękować drużynie” – wspomina Czyz (od przyjazdu do RFN używa zniemczonego nazwiska) – „Nie jestem typem, który potrafi coś robić na pół gwizdka. Zawsze daję z siebie wszystko”. Nie zastanawia się, kiedy widzi długie podanie na pole karne przeciwnika. Rzuca się do piłki. Bramkarz rywali brutalnym wślizgiem dosłownie miażdży Wojtkowi lewe kolano.

Buchcover - Wotjek Czyz Wie ich mein Bein verlor und so zu mir selbst fand

Książka opisuje drogę jego wyjątkowej kariery

Na miejscu sanitariusz popełnia fatalny błąd – pierwszy z całej serii, która doprowadzi do tragedii. Nie zwraca uwagi na to, że w lewej nodze nie ma pulsu. Do podudzia nie dopływa krew, mięśniom grozi martwica. Wojtek ma tzw. zespół ciasnoty przedziałów powięziowych. Operację trzeba przeprowadzic jak najszybciej, ale pacjent przewożony jest z miejsca na miejsce. W jednym szpitalu nie ma chirurga, w innym – miejsca na sali operacyjnej. W końcu trafia do Homburga, gdzie jest operowany. Dziewięć godzin po kontuzji.

Tamtejsi lekarze nie wiedzą, co robić dalej. „Jednego dnia mówili mi: uratujemy nogę, następnego, że utną tylko kilka palców, potem, że jednak całą nogę. Miałem tego dość” – opowiada Wojtek. Na własną prośbę zostaje przeniesiony do szpitala w Moguncji. Tam diagnoza jest jednoznaczna: lewe podudzie jest martwe, aby uratować nogę, trzeba ją amputować w kolanie.

Telefon od Miroslava Klose

„Razem z nogą zabrali mi moją osobowość, mój futbol, mój sport, mój sens życia, moją karierę, moją przyszłość” – pisze Wojtek w swojej autobiografii. „Miałem czarne myśli, w szpitalu siostry na okrągło pilnowały, żebym sobie czegoś nie zrobił” – mówi. O jego tragedii piszą gazety. Dostaje mnóstwo listów i telefonów ze wsparciem.

Dzwoni do niego między innymi młody piłkarz. Mówi, że gra w Kaiserslautern i też ma polskie korzenie. Chciałby wpaść, zobaczyć, jak Wojtek się czuje. Z Miroslavem Klose są do dziś dobrymi przyjaciółmi. Jürgen Klopp, który właśnie rozpoczyna pracę jako trener FSV Mainz, organizuje dla Wojtka mecz charytatywny. „Jürgen mówił mi, że nieważne, kim byłem, ważne, kim chciałbym być. Nauczyłem się od niego wiary w siebie” – wspomina po latach. Ale na razie tej wiary mu brakuje. Na wszystkie pozytywne reakcje ma jedną odpowiedź: przecież to nie zwróci mi nogi.

London Heinrich Popow und Wojtek Czyz

Heinrich Popow (l) i Wojtek Czyz, Londyn, 2012

Poczuć smak zwycięstwa

Spotkanie z człowiekiem, który przywróci mu wiarę w siebie, rozpoczyna się dziwnie. Za radą lekarzy z Moguncji Wojtek zapisuje się na rehabilitację w klinice w Ichenhausen. Tam do jego pokoju wchodzi krępy, dobrze zbudowany mężczyzna. Zamiast się przedstawić, na dzień dobry mówi: „Nie myśl, że nie będziesz jeszcze posuwał panienek”. Roberto Simonazzi sam ma amputowaną nogę. Jest byłym lekkoatletą, pięciokrotnym medalistą paraolimpijskim. Wojtkowi pokazuje film z paraolimpiady w Barcelonie w 1992 r. Dla załamanego chłopaka jest to objawienie. „Widziałem sportowców walczących, fetujących zwycięstwa i oklaskiwanych przez pełny stadion. Zrozumiałem, że mogę być taki, jak oni. Odnalazłem sens życia” – wspomina.

Klinikę w Ichenhausen oprócz byłego sportowca Simonazziego prowadzi specjalista od techniki protez Herbert Ganter. Dla Wojtka to idealna para. Pod ich okiem nie tylko przechodzi udaną rehabilitację, ale rozpoczyna również treningi. Chociaż Simonazzi twierdzi, że jest za wcześnie, latem 2002 r. Wojtek zgłasza się na lekkoatletyczne mistrzostwa Niemiec sportowców niepełnosprawnych. W biegu na 100 metrów i skoku w dal zdobywa złote medale, bijąc rekordy kraju. Niecały rok po amputacji.

Paralympics London 2012 Wojtek Czyz

„Czułem się spełniony, smakowałem życie każdego dnia”

Złoty chłopak Niemiec

Dwa lata później startuje na paraolimpiadzie w Atenach. Jest wprawdzie mistrzem Niemiec, ale na arenie międzynarodowej jego nazwisko ciągle nic nie znaczy. Rywale w finale biegu na 100 metrów nie zaszczycają go nawet spojrzeniem. On sam też do końca nie wie, co się dzieje. „Biegnąc nie widziałem przed sobą żadnych innych zawodników. Myślałem, że popełniłem falstart. Nie wierzyłem, że pierwszy dobiegłem do mety” – mówi Wojtek.

Z Aten przywózł jeszcze dwa kolejne złote medale – w biegu na 200 metrów i w skoku w dal. W Niemczech, gdzie sportem paraolimpijskim mało kto się interesuje, Wojtek Czyz z dnia na dzień staje się gwiazdą. Dziennikarze ustawiają się w kolejki po wywiady, sypią się zaproszenia do telewizji, zostaje „Człowiekim Roku” w popularnym programie Güntera Jaucha, trafia na okładkę „Bilda” z nagłówkiem „Deutschlands Goldjunge”.

Wojtek jest nie do zatrzymania. Wygrywa kolejne zawody, bije kolejne rekordy, w ciągu 8 lat nie ma sobie równych na świecie. Z dwóch kolejnych paraolimpiad – w Pekinie w 2008 i w Londynie w 2012 r. – przywozi cztery medale. Odnoszący sukces za sukcesem, młody, przystojny i elokwentny chłopak staje się ambasadorem sportu osób niepełnosprawnych i narodowym celebrytą. „Czułem się spełniony, smakowałem życie każdego dnia” – pisze w swojej książce.

Der Behinderten-Leichtathlet Wojtek Czyz

Niemiecki "Goldjunge" był obsypywany honorami

Ten jeden gol

Ale sława ma też swoje ciemne strony. Inni sportowcy zazdroszczą mu sukcesów, uważają, że lansuje się w mediach. Wywołuje kontrowersje, krytykując bałagan w niemieckim sporcie paraolimpijskim. Z łask mediów wypada na olimpiadzie w Londynie, kiedy publicznie zarzuca koledze z reprezentacji, że biega na niedozwolonych protezach. Ceną sukcesow jest też odejście partnerki, która zabiera ze sobą ich dziecko.

W 2013 r. Wojtek Czyz kończy karierę. Rok później wydaje autobiografię „Wie ich mein Bein verlor und so zu mir selbst fand”. Układa też sobie życie rodzinne. Regularnie odwiedza syna. Żeni się z włoską lekkoatletką Eleną Brambillą.

Razem z nią ma nowy cel. W maju przyszłego roku zamierzają razem wyruszyć w rejs katamaranem dookoła globu. „Chcemy dotrzeć do biednych miejsc na świecie, budować protezy i pokazywać ludziom, jak z nich korzystać” – mówi pełen entuzjazmu Wojtek – „Będą do nas dolatywać lekarz i specjalista od budowy protez. Razem chcemy pomóc ludziom, którzy nie mieli tyle szczęścia, co ja".

Czy osiągałby tak wiele, gdyby jego losy potoczyły się inaczej i został piłkarzem? „Sam sobie często zadaję to pytanie” – przyznaje Wojtek – „Ale nie jestem człowiekiem, który za dużo rozmyśla, co by było gdyby. Liczy się dla mnie to, że jestem zdrowy, moja rodzina również, i że spełniam swoje marzenia”.

Piłkarskie marzenie w końcu też się spełnia. W 2010 r. bierze udział w charytatywnym meczu gwiazd sportów zimowych przeciwko Bayernowi. Giganci z Monachium wbijają 11 goli. Honorową bramkę dla sportowców zdobywa Wojtek Czyz. Swoją jedyną, którą strzela piłkarskim zawodowcom.

Maciej Wiśniewski

Reklama