USA kontra UE: spór o cenzurę w internecie
21 lutego 2026
Niezależnie od tego, czy chodzi o kontrolę nad Grenlandią, strategię bezpieczeństwa czy cła, stosunki między Stanami Zjednoczonymi a Europą wiszą na włosku. W ostatnich miesiącach na pierwszy plan wysunęły się poważne spory dotyczące kontroli platform mediów społecznościowych i przepisów mających na celu walkę z dezinformacją.
„Radykalne różnice w wolności słowa”
Anja Bechman, była członkini grupy ekspertów wysokiego szczebla Komisji Europejskiej ds. dezinformacji, powiedziała DW, że między obiema stronami istnieją „radykalne różnice w podejściu do wolności słowa”, które wydają się trudne do rozwiązania.
Ostatnie doniesienia agencji informacyjnej Reuters, że Stany Zjednoczone „tworzą portal internetowy, który umożliwi mieszkańcom Europy i innych części świata dostęp do treści zakazanych przez ich rządy, w tym mowy nienawiści i propagandy terrorystycznej”, jako sposób przeciwdziałania nadmiernej cenzurze w innych częściach świata, niepokoją UE.
Nawet jeśli plany te wydają się opóźnione, a szczegóły są skąpe, stanowisko Stanów Zjednoczonych jest jasne. Sarah Rogers, podsekretarz stanu USA ds. dyplomacji publicznej, stoi na czele działań administracji Donalda Trumpa w tej sprawie i konsekwentnie atakuje cenzurę UE oraz przepisy dotyczące wolności słowa.
Cenzura jako broń?
Sarah Rogers zabiegała również o poparcie wielu skrajnie prawicowych partii opozycyjnych w Europie, w tym niemieckiej AfD, i nagłaśniała szereg skrajnie prawicowych spraw na swoich kontach w mediach społecznościowych.
W tym kontekście nazwała migrantów w Niemczech „barbarzyńskimi hordami gwałcicieli” – później wyjaśniając, że miała na myśli konkretnie ataki migrantów w Kolonii w 2015 roku – oraz udostępniła post stwierdzający, że „europejska cenzura stanowi globalne zagrożenie”.
Brytyjska gazeta „Financial Times” zacytowała w grudniu wypowiedź wysokiego rangą członka skrajnie prawicowej partii Reform w Wielkiej Brytanii, który stwierdził, że Rogers zamierza „finansować europejskie organizacje w celu podważenia polityki rządowej”. Rogers uznała to później za „kłamstwo” i stwierdziła w ostatni weekend, że „to nie Ameryka decyduje o tym, kto zostanie wybrany w Europie”.
Oprócz spotkań z członkami Reform, Rogers spotkała się również z Markusem Frohnmaierem z AfD, który był krytykowany za swoje powiązania z Rosją. Szef Sary Rogers, sekretarz stanu Marco Rubio, powiedział węgierskiemu przywódcy skrajnej prawicy, Viktorowi Orbanowi, że „dopóki jesteś premierem i przywódcą tego kraju, w naszym interesie narodowym leży sukces Węgier”.
Anja Bechman uważa, że Stany Zjednoczone wykorzystują obawy związane z cenzurą do celów geopolitycznych. „Mamy tu do czynienia z wojną kulturową. Nie chodzi tu tak naprawdę o konkretne treści, ale raczej o walkę idei i wartości oraz wykorzystanie tych wartości do większego celu, a mianowicie do wywołania konfliktu i eskalacji, zamiast próbować negocjować” – zaznaczyła w rozmowie z DW szefowa Centrum Badań Społecznych Cyfrowych na Uniwersytecie w Aarhus w Danii.
Ustawa UE pod ostrzałem Stanów Zjednoczonych
Sarah Rogers jest zagorzałą krytyczką unijnej ustawy o usługach cyfrowych (DSA), twierdząc, że jej dwa cele to „(1) wymuszanie i wyciąganie korzyści od amerykańskich przedsiębiorstw oraz (2) tłumienie wypowiedzi sygnalizowanych przez lewicowe organizacje pozarządowe”.
Jacob Mchangama, duński założyciel think tanku The Future of Free Speech w Stanach Zjednoczonych, podziela niechęć Rogers do DSA – która według UE została stworzona w celu „stworzenia przestrzeni cyfrowej szanującej podstawowe prawa obywateli i konsumentów” – ale uważa jej stanowisko za hipokryzję. – Zgadzam się z jej krytyką DSA – powiedział DW.
– Jednak Departament Stanu sam dążył do deportacji osób przebywających w Stanach Zjednoczonych za posiadanie niewłaściwych poglądów, wykorzystuje sztuczną inteligencję do skanowania profili społecznościowych obcokrajowców i ograniczył promowanie demokracji i dysydentów w państwach autorytarnych. Byłbym zadowolony, gdyby było to bardziej spójne stanowisko i gdyby krytykowała ona swój własny rząd. Oczywiście nie może tego zrobić, ponieważ jej zadaniem jest promowanie administracji Trumpa.
„Erozja wolności słowa” w Europie
Jacob Mchangama dodał, że rząd USA „nie ma wiarygodności jako globalny orędownik wolności słowa”, ale równie krytycznie odnosi się do sposobu, w jaki UE radzi sobie z cenzurą informacji.
– Żaden europejski rząd demokratyczny nie powinien rościć sobie prawa do decydowania o tym, do jakich informacji mają dostęp obywatele – powiedział. – Niestety, uważam, że w wyniku działań Trumpa Europejczycy mają tendencję do odruchowego stwierdzania, że „cokolwiek nasze demokratyczne rządy robią, aby przeciwstawić się administracji Trumpa, służy to obronie demokracji. Nie sądzę jednak, aby takie podejście miało sens.
Według eksperta DSA i inne środki UE mające na celu ograniczenie treści internetowych osłabiły wolność słowa w Unii. Uważa on, że jest to niewłaściwy sposób obrony demokracji w obliczu rosnącego autorytaryzmu.
Słowa umieszczone na czarnej liście
Anja Bechman rozróżnia jednak między tym, co postrzega jako próby UE mające na celu ochronę obywateli przed dezinformacją lub szkodliwymi treściami, a dążeniem USA do umieszczenia niektórych słów na czarnej liście organów federalnych. Należą do nich na przykład „zmiana klimatu” i „zielony” w przypadku Departamentu Energii.
„Moim zdaniem to jest sedno cenzury, kiedy państwo faktycznie nie pozwala na analizowanie pewnych kwestii. Dlatego trochę dziwne jest, że administracja Trumpa twierdzi, że UE stosuje cenzurę, podczas gdy sama robi to w tak wyraźny sposób” – powiedziała, wskazując na relacje między rządem USA a dużymi firmami technologicznymi jako kolejną istotną przyczynę niepokoju.
„Widzimy obecnie, że wielkie firmy technologiczne są bardzo blisko władzy. Być może zawsze tak było, ale obecnie jest to bardzo wyraźne” – dodała, odnosząc się do relacji Trumpa z Elonem Muskiem, Markiem Zuckerbergiem i innymi szefami firm technologicznych.
Big Techy i bitwa wyborcza
UE podjęła ostatnio działania przeciwko amerykańskim firmom technologicznym, w tym Amazon, Apple, Google, Meta, X i Microsoft, nakładając na nie znaczne grzywny na podstawie nowej ustawy o usługach cyfrowych (DSA) i ustawy o rynkach cyfrowych (DMA).
Administracja amerykańska zareagowała na to z oburzeniem, a przedstawiciel handlowy USA nazwał to „dyskryminacją” w długim poście opublikowanym w grudniu w mediach społecznościowych, w którym zasugerował również podjęcie działań odwetowych.
Szczególnie media społecznościowe stają się coraz bardziej decydującym narzędziem w wyborach, a zagraniczna ingerencja i rozpowszechnianie dezinformacji za pośrednictwem platform społecznościowych budzą coraz większe obawy. Jacob Mchangama uważa, że istnieje również niebezpieczeństwo, że każdy rząd cenzurujący w jakikolwiek sposób wolność słowa daje carte blanche swoim przeciwnikom ze skrajnej prawicy, aby robili to samo.
– Można powiedzieć, że elity represjonują lub boją się naszego przesłania, co wywołuje bardzo silny efekt męczennika – stwierdził: „Gdy nie są u władzy, mogą mówić: 'jesteśmy ofiarami cenzury i wierzymy w wolność słowa'. A gdy dojdą do władzy, nie mają żadnych skrupułów, aby stosować cenzurę w celu zniszczenia swoich wrogów”.
Artykuł ukazał się pierwotnie na stronach Redakcji Angielskiej DW.