Uciekinierzy z NRD dziękują Polsce | Niemcy – bieżąca polityka niemiecka. Wiadomości DW po polsku | DW | 13.09.2019
  1. Inhalt
  2. Navigation
  3. Weitere Inhalte
  4. Metanavigation
  5. Suche
  6. Choose from 30 Languages
Reklama

Polityka

Uciekinierzy z NRD dziękują Polsce

30 lat temu przez Warszawę do RFN uciekło 6000 obywateli NRD. Grupka z nich przyjechała do Warszawy, by podziękować Polakom za wsparcie, dzięki któremu mogli zrealizować swoje marzenie.

Cornelia Klammt (l.) wraz z innymi uciekinierami z NRD w seminarium duchownym w Tarchominie we wrześniu 1989 roku

Cornelia Klammt (l.) wraz z innymi uciekinierami z NRD w seminarium duchownym w Tarchominie we wrześniu 1989 roku

Jest początek sierpnia 1989 roku, jedna z zachodnioniemieckich stacji radiowych podaje informację o dwóch obywatelach NDR, którzy zgłosili się do ambasady RFN w Warszawie z prośbą o możliwość wyjazdu do RFN. We wschodnim Berlinie audycji radiowej słucha 21-letnia Cornelia Klammt. I już wie, że wkrótce spakuje podróżną torbę i wyruszy do Polski. Stamtąd będzie próbowała dostać się do RFN.

Polska symbolem wolności

30 lat później odwiedza Warszawę, by pójść pod pomnik premiera Tadeusza Mazowieckiego, który łamiąc umowę z NRD o odsyłaniu uciekinierów umożliwił wówczas obywatelom NRD wyjazd do Niemiec. Dla Cornelii to symbol polskich dążeń do wolności, które zawsze podziwiała.

- Polacy zawsze walczyli o wolność, w czasie komunizmu, ale już wcześniej, w powstaniach. W Niemczech jest zupełnie inna mentalność, tam ludzie się dopasowują. Ja w Polsce zawsze czułam tę wolność – mówi Klammt w rozmowie z Deutsche Welle.

W 1989 nie bała się jechać do Polski, bo dzięki mamie Polce spędziła tu wiele wakacji. - Całe nasze życie to była taka podróż między dwoma światami. To było coś zupełnie normalnego – mówi.

Cornelia Klammt w ambasadzie RFN w Warszawie 2019

Dziś Cornelia Klammt dziękuje Polakom za pomoc

Pożegnanie

W połowie września 1989 prosi rodziców i rodzeństwo, by przyjechali zabrać „parę rzeczy” z jej mieszkania. Oni już się domyślają powodu. Rzeczy zabierają, bo wiadomo, że mieszkania uciekinierów są po opuszczeniu NRD plądrowane przez służby, a rzeczy nie można już później odzyskać.

- Moi rodzice doskonale wiedzieli, że nie potrafię odnaleźć się w NRD. Zresztą u nas w rodzinie była taka atmosfera. Nikt nie należał do partii ani do organizacji młodzieżowych. Gdy zdawałam na studia, zaproponowano mi współpracę ze Stasi, a gdy powiedziałam, że nie zamierzam donosić na kolegów, nagle zginęły moje papiery – wspomina Cornelia. Jako młoda dziewczyna pasjonowała się radiem, muzyką i teatrem. Gdy pomimo zdanego egzaminu na studia nie przyjęto jej, zaczęła szukać dorywczych prac, aż w końcu utrzymywała się ze sprzątania mieszkań. W NRD nie widziała dla siebie przyszłości.

Cornelia Klammt (l.) z innymi uciekinierami z NRD w seminarium duchownym w Tarchominie

Cornelia Klammt (l.) z innymi uciekinierami z NRD w seminarium duchownym w Tarchominie

Podróż do Polski

W połowie września 1989 roku kupuje bilet kolejowy do Polski. Z Berlina do Poznania, a nie do Warszawy, bo słyszała już, że na jej rodaków jadących do stolicy czyhają w pociągach agenci Stasi, by zawrócić ich do NRD. W Poznaniu w środku nocy Cornelia staje w drzwiach koleżanki mamy z czasów studiów. Ta rozumie bez słów. – Jedziesz do Warszawy – mówi. Następnego dnia jej mąż odwozi młodą Niemkę na dworzec i by jej akcent nie zwracał uwagi, sam kupuje bilet do stolicy. Tam na dworcu czeka jego siostra, która zawozi Cornelię pod ambasadę RFN na warszawskiej Saskiej Kępie.

- Przed ambasadą były tłumy ludzi. Wszędzie stały wartburgi i trabanty. Spytałam, czy mogę wejść, ale ktoś zza bramy powiedział, że mam przyjść jutro. Wtedy zdążyłam już wrzucić swoją torbę przez płot – wspomina Cornelia. Potem ktoś wciska jej do ręki karteczkę z adresem pobliskiego kościoła.

Stamtąd wraz z większą grupą obywateli NRD trafia do seminarium duchownego w Tarchominie. W Warszawie i okolicach było kilkanaście miejsc, w większości ośrodków wypoczynkowych, w których ambasada RFN we współpracy z PCK, Komitetem Obywatelskim „Solidarność” umieszczała stale napływających uciekinierów.

Uciekinierzy w oknie specjalnego pociągu z Warszawy do Helmstedt w październiku 1989

Przyjazd specjalnego pociągu z uciekinierami z Warszawy do Helmstedt (Dolna Saksonia) w paździeniku 1989 roku

Społeczeństwo wyprzedza rząd

Gdy 12 września powstał rząd Tadeusza Mazowieckiego, sprawa uchodźców z NRD od razu stanęła na porządku dziennym. Premier uznał, że przestrzeganie praw człowieka należy postawić ponad umową z NRD nakazującą przekazywanie uciekinierów z powrotem do NRD. – Gdybyśmy ich przekazali, wpadliby w ręce Stasi – wyjaśnia były premier w filmie dokumentalnym autorstwa Krzysztofa Czajki „Cześć NRD – przez Warszawę do wolności”, który pokazuje losy uciekinierów i pomoc polskiego społeczeństwa.

Szefem resortu spraw wewnętrznych był generał Czesław Kiszczak, a podlegli mu pogranicznicy skrzętnie kontrolowali obywateli NRD w pasie przygranicznym, zarówno tych jadących pociągami czy autami, jak i tych usiłujących przedostać się przez zieloną granicę. W końcu Mazowiecki nakazał Kiszczakowi zaprzestanie tych praktyk. Rząd był pod presją opinii publicznej, gdyż w pomoc uchodźcom angażowało się coraz więcej organizacji i prywatnych osób. – Polskie społeczeństwo wyprzedzało politykę rządu – mówi ówczesny szef dyplomacji Krzysztof Skubiszewski w filmie.

Debata nt. uchodźców z NRD w ambasadzie Niemiec 12.09.2019, od lewej: Agnieszka Łada, Marek Prawda, Wolfgang Templin, Izabela Gutfeter, ambasador RFN Rolf Nickel

Debata nt. uchodźców z NRD w ambasadzie Niemiec 12.09.2019, od lewej: Agnieszka Łada, Marek Prawda, Wolfgang Templin, Izabela Gutfeter, ambasador RFN Rolf Nickel

Egzamin z solidarności

- Film pokazuje, że polskie społeczeństwo zdało wtedy egzamin z solidarności, okazując życzliwość wobec uchodźców – powiedział minister spraw zagranicznych Jacek Czaputowicz w ambasadzie RFN w Warszawie podczas spotkania z byłymi uciekinierami. Podkreślił, że „tamte czasy pełne były dwuznaczności”, o czym świadczy fakt, że polskie władze pomimo obowiązujących umów z NRD zdobyły się na „przymykanie oka” na kolejne fale uciekinierów z NRD.

Były ambasador Polski w Berlinie Marek Prawda, który w 1989 roku organizował pomoc jako przedstawiciel Komitetu Obywatelskiego „Solidarność” , powiedział, że wówczas Polacy widzieli w uciekinierach „ludzi z marzeniem o życiu w wolnym kraju, a ich marzenie było częścią naszego”, stąd fala solidarności w polskim społeczeństwie. – Dobrze byłoby, by tradycja zajmowania się uchodźcami przetrwała w Polsce do dziś – podkreślił. 

Polska nie była jedynym krajem, do którego w 1989 roku przyjeżdżali obywatele NRD w nadziei na ucieczkę na Zachód. W sierpniu 600 uczestników „pikniku paneuropejskiego” przeszło przez zieloną granicę z Węgier do Austrii. Tysiące ludzi szukało azylu w ambasadach RFN w Budapeszcie i Pradze. Zwłaszcza ta ostatnia kojarzona jest z ucieczkami obywateli NRD, a to za sprawą odbywającej się w świetle jupiterów wizyty szefa niemieckiej dyplomacji Hansa Dietricha Genschera, który 30 września obiecał uciekinierom wyjazd do RFN.

Zapomniana rola Polski

Cornelia Klammt pojechała do RFN pierwszym pociągiem z Warszawy 1 października 1989 roku. Potem był jeszcze kolejny pociąg, a następne grupy leciały już samolotami. Po paru latach w zachodnich Niemczech, jak wielu uciekinierów, Klammt powróciła w rodzinne strony.

W 30-lecie ucieczki wydała książkę „Przez Warszawę na Zachód” ze wspomnieniami świadków tamtych wydarzeń. Wszystko po to, by jak najwięcej Niemców dowiedziało się o ówczesnej postawie Polski. – W Niemczech znana jest historia ucieczek przez Węgry i Czechosłowację, a o Polsce mało kto wie. Polska jest tu zupełnie niedoceniona – mówi Klammt i podkreśla, że szerzenie wiedzy o tych wydarzeniach „leży jej na sercu”. Wraz z grupką uciekinierów z 1989 dziękowała w ambasadzie polskim władzom i społeczeństwu za to, że pomagali realizować marzenie o wolności.

Chcesz skomentować ten artykuł? Zrób to na facebooku! >>