″Trzeba pozwolić zadłużonym państwom na opuszczenie strefy euro″ | Niemiecka gospodarka, fakty, analizy, dane, prognozy | DW | 29.04.2012
  1. Inhalt
  2. Navigation
  3. Weitere Inhalte
  4. Metanavigation
  5. Suche
  6. Choose from 30 Languages
Reklama

Gospodarka

"Trzeba pozwolić zadłużonym państwom na opuszczenie strefy euro"

Emerytowany profesor ekonomii na Uniwersytecie w Tybindze, Joachim Starbatty*, w rozmowie z DW za obecny kryzys w Grecji i Hiszpanii obarcza winą "błędne podstawy" wprowadzenia wspólnej europejskiej waluty.

Joachim Starbatty

Joachim Starbatty

DW: Panie Profesorze, kryzys zadłużeniowy powrócił z nową siłą. Czy to Pana zaskakuje?

Prof. Joachim Starbatty: Nie, bo nie rozwiązano żadnego z narosłych problemów. Kraje na południowej flance UE nadal nie mają modelu gospodarczego, który pozwoliłby im wypracować nadwyżki w rachunku bieżącym bilansu płatniczego i w budżecie narodowym. To, czego domaga się od nich w tej chwili UE, a domaga się od nich głównie wprowadzenia polityki drastycznych oszczędności, może przynieść owoce, ale dopiero w dalszej perspektywie, w tej chwili jednak wprowadza je w jeszcze głębszą recesję. Można powiedzieć, że grozi im utonięcie, zanim zdołają dopłynąć do zbawczego brzegu. Bezrobocie wzrasta, coraz więcej firm, także tych potencjalnie zdrowych, zgłasza upadłość. Wszystko to sprawiło, że kryzys musiał powrócić.

DW: Amerykański finansista, George Soros, obarcza Bundesbank współwiną za zaostrzenie się kryzysu zadłużeniowego w strefie euro. Co Pan na to?

Starbatty: Pan Soros niewątpliwie dobrze się zna i świetnie zarabia na spekulacjach walutowych, ale jego wizja powiązań gospodarczo-finansowych w ich szerszym wymiarze jest nieco infantylna. Nie podoba mu się bank, który stara się wprowadzić pewną solidność w interesach, bo to - jak mówi - psuje interesy innych. Tymczasem Bundesbank stara się utrzymać stabilność euro, bo na tym polega jego zadanie.

DW: W tych dniach słychać także inne dobre rady, na przykład wprowadzenie euroobligacji. Takiej rady udzielił naczelny ekonomista Międzynarodowego Funduszu Walutowego. Ten pomysł ma także wielu zwolenników w strefie euro. Czy euroobligacje nie są właściwym instrumentem mogącym uspokoić rynki finansowe?

Starbatty: Euroobligacje są przede wszystkim instrumentem, który powitaliby z zadowoleniem międzynarodowi inwestorzy kapitałowi, bo Niemcy musieliby je współfinansować i poręczyć za nie. Wprowadzenie euroobligacji oznacza przecież w praktyce nic innego jak to, że wprowadza je Unia jako całość, ale korzystają na nich te państwa, które nie mogą już uzyskać nowych pieniędzy na rynkach kapitałowych. Jeszcze nigdy na świecie nie działał na dłuższą metę system, w którym jedna grupa państw by ręczyła za pieniądze, a inna beztrosko je wydawała. Ludzie, którzy proponują coś takiego działają w myśl hasła: "The show must go on". Oni wcale nie chcą stabilnego euro, tylko chcą ratować swoje spekulacyjne interesy.

DW: Mówi Pan, że politycy próbują obecnie naprawić problemy, których by nie było, gdybyśmy nie mieli euro. Czy Niemcy miałyby się dziś tak dobrze, gdyby w 1999 roku nie wprowadzono euro?

Starbatty: Jak najbardziej. Decydującym krokiem w tym kierunku było częściowe uzdrowienie budżetu na wydatki socjalne. Trzeba też z uznaniem odnieść się do postawy związków zawodowych, które od mniej więcej 15 lat prowadzą zaskakująco rozsądną politykę w sprawie zbiorowych umów pracy, co pozwoliło nam zwiększyć konkurencyjność w skali międzynarodowej. Podstawowy problem polega na tym, że w strefie euro mamy kraje, takie jak Niemcy, których waluta jest niedowartościowana i kraje takie jak Grecja czy Hiszpania, których waluta jest zdecydowanie przewartościowana. O ile u nas jednostkowe koszty wynagrodzeń od roku 1995 utrzymują się praktycznie na tym samym poziomie, o tyle w Grecji wzrosły one o 75 procent. W jaki sposób jakiś kraj może spłacać swoje długi, jeśli nie potrafi wypracować nadwyżek w bilansie gospodarczym? To jest główny problem w strefie euro.

DW: Jakie rozwiązanie Pan proponuje?

Starbatty: Moja propozycja jest banalnie prosta: musimy wypracować nowy model gospodarczy dla krajów zadłużonych. Każdy firma zagrożona bankructwem, lub taka, która właśnie wyszła z kryzysu, potrzebuje takiego modelu działania, który pozwala jej spłacić przynajmniej część zadłużenia. Tego trzeba się trzymać. Ale to uda się tylko wtedy, kiedy najbardziej zadłużone kraje strefy euro zyskają możliwość wyjścia z niej na krótszy lub dłuższy czas po to, aby mogły zdewaluować swoją walutę i wypracować nadwyżki. Na przykład w krajach Azji Południowo-Wschodniej pod koniec lat 90-tych ubiegłego wieku przeprowadzono dewaluację na poziomie 70, a nawet 80 procent, ale dziś kraje te liczą się ponownie na mapie gospodarczej świata. Tego samego życzę Grecji oraz wszystkim innym krajom, które mają podobne co ona problemy.

Flash-Galerie Verfassungsgericht Griechenland

Skarżący. Od lewej: prof., prof.: Hankel, Noelling, Schachtschneider i Starbatty

DW: Ale jeśli te kraje nie chcą lub nie mogą opuścić eurostrefy, to czy - Pana zdaniem - na taki krok mogłyby lub powinny się zdobyć Niemcy?

Starbatty: Gdyby Niemcy wyszły ze strefy euro, to natychmiast doszłoby do tego, o czym się już mówi na rynkach: niemieckie euro poszłoby ostro w górę, a kursy euro innych krajów UE w dół, bo tak zawsze rynki reagują na centralny problem strefy euro, którym jest zróżnicowna konkurencyjność gospodarek krajów członkowskich Unii. Jeśli kursy walut narodowych nie odzwierciedlają siły ich gospodarek, to mamy to, co mamy - kryzys.

DW: Od strony czysto ekonomicznej taka operacja wygląda sensownie, ale czy jej ceny polityczna nie okazałaby się za wysoka?

Starbatty: Politycy powinni wreszcie zrozumieć, że nigdy nie uda im się odwrócić ani zasad fizyki, ani ekonomii. Woda zawsze będzie płynęła z góry na dół a nie na odwrót, a ignorowanie zasad gospodarczych zawsze kończy się fatalnie. Politycy muszą się pogodzić z tym, że nie są wszechmocni.

DW: Była minister sprawiedliwości RFN, pani Herta Däubler-Gmelin, złożyła skargę konstytucyjną przeciwko funduszowi pomocowemu ESM. Pan też kilka razy próbował tej metody. Czy nie powinien się Pan teraz do niej przyłączyć?

Starbatty: Złożymy własną skargę. Ale trzeba sobie zdawać sprawę, że sąd, który ją rozpatrzy, jest między młotem a kowadłem. Jeżli przyzna rację skarżącym, to ESM nie wejdzie w życie. Wtedy rynki orzekną, że euro jest martwe i cała strefa euro może się rozsypać. Sędziowie z Karlsruhe dobrze wiedzą, jaka odpowiedzialność na nich spoczywa, co - rzecz jasna - wpływa na wydawane przez nich orzeczenia.

Z prof. Starbattym rozmawiał Zhang Danhong

*Prof. Joachim Starbatty bezskutecznie próbował w roku 1988 zaskarżyć wprowadzenie euro. Potem uczynił to samo, zaskarżając przed Federalnym Trybunałem Konstytucyjnym uchwalenie pomocy finansowej dla Grecji i wprowadzenie europejskiego funduszu ratunkowego. Uchodzi za jednego z największych przeciwników wspólnej waluty europejskiej, która - jak stale twierdzi - została oparta na błędnych podstawach.

Przekład: Andrzej Pawlak

Red. odp.: Bartosz Dudek