Tomahawki dla Niemiec. Waszyngton się zgadza
9 lipca 2026
Rząd Stanów Zjednoczonych zgodził się na sprzedaż Niemcom pocisków manewrujących Tomahawk dalekiego zasięgu. Rząd Niemiec uzgodnił z USA na marginesie szczytu NATO, „że kupimy amerykańskie pociski Tomahawk i rozmieścimy je w Niemczech” – powiedział w czwartek (09.07.2026) w Bundestagu kanclerz Friedrich Merz.
Wypełnić lukę strategiczną
Według przedstawicieli niemieckiego rządu Stany Zjednoczone mają oficjalnie zatwierdzić transakcję w sierpniu. Oprócz pocisków Tomahawk obejmuje ona również naziemne wyrzutnie Typhon.
– W ten sposób wypełniamy ważną lukę strategiczną w naszej obronie – powiedział szef niemieckiego rządu podczas oświadczenia w Bundestagu. Kanclerz nie podał terminu rozmieszczenia systemów, które mają istotne znaczenie dla odstraszania Rosji.
W zależności od typu pociski manewrujące mają zasięg od 1600 do 2500 kilometrów i mogą z dużą precyzją razić cele znajdujące się w takiej odległości. Eksperci wielokrotnie wskazywali, że Niemcy nie mają obecnie czym przeciwstawić się analogicznym rosyjskim systemom.
Rząd poinformował, że ze względu na tajemnicę wojskową liczba pocisków i wyrzutni nie zostanie ujawniona. Wysłanie amerykańskiego personelu do obsługi systemów nie było przedmiotem deklaracji intencji podpisanej już we wtorek, 7 lipca, przez ministrów obrony Niemiec i Stanów Zjednoczonych.
Wcześniej rozmieszczenie wstrzymane
Administracja prezydenta USA Donalda Trumpa zapowiedziała na początku maja zmniejszenie obecności wojskowej w Europie. Waszyngton wstrzymał wtedy także planowane rozmieszczenie w Niemczech batalionu dalekiego rażenia wyposażonego w pociski manewrujące Tomahawk. Jego wysłanie zostało wcześniej zapowiedziane za prezydentury Joe Bidena.
Komentując na początku maja decyzję Trumpa, Merz wskazywał, że Stany Zjednoczone – również w związku z wojną z Iranem – nie dysponują wystarczającą liczbą pocisków Tomahawk. Podkreślał jednak, że w sprawie ich rozmieszczenia nie jest jeszcze za późno. Według przedstawicieli niemieckiego rządu Merz uzgodnił sprzedaż z Trumpem podczas kilku rozmów.
Minister obrony: silny znak współpracy
Minister obrony Niemiec Boris Pistorius uznał decyzję za „silny znak transatlantyckiej przyjaźni i opartej na zaufaniu współpracy”.
Niemcy muszą na razie „nadal pozyskiwać ze Stanów Zjednoczonych określone systemy uzbrojenia i komponenty wojskowe” – powiedział tygodnikowi „Der Spiegel”. Tylko w ten sposób możliwa będzie „rozbudowa zdolności, do której zobowiązaliśmy się wobec NATO” i która jest niezbędna do odstraszania przed ewentualnymi atakami na terytorium Sojuszu.
Europa rozwija własną broń
Kanclerz Merz podkreślił w czwartek w Bundestagu, że Niemcy będą jednocześnie nadal pracować nad „opracowaniem własnych europejskich systemów”. Potwierdzili to przedstawiciele rządu, według których Niemcy wraz z europejskimi partnerami „intensywnie kontynuują opracowywanie” własnej broni precyzyjnej dalekiego zasięgu. Projekt ten znany jest jako Deep Precision Strike.
W kontekście europejskiej inicjatywy na rzecz stworzenia takich systemów przedstawiciele rządu Niemiec wskazali na porozumienie ministrów obrony NATO zawarte podczas szczytu w Ankarze. Przewiduje ono inwestycje w wysokości 50 miliardów dolarów, czyli około 44 miliardów euro. Niemcy mają pokryć „około połowy” tej kwoty.
Podczas szczytu NATO rząd Wielkiej Brytanii poinformował, że obejmie przewodnictwo w europejskiej inicjatywie dotyczącej zdolności Deep Precision Strike. Uczestniczy w niej łącznie dwanaście państw. Kwota 50 miliardów dolarów ma zostać wydana w ciągu dziesięciu lat, a planowane systemy uzbrojenia mają mieć zasięg od 300 do 2000 kilometrów.
(AFP/jak)
Chcesz komentować nasze artykuły? Dołącz do nas na Facebooku! >>