The First Polish Berlin Biennale: Joanna Rajkowska | Polska-Niemcy – wymagające sąsiedztwo. Serwis DW po polsku | DW | 29.04.2012
  1. Inhalt
  2. Navigation
  3. Weitere Inhalte
  4. Metanavigation
  5. Suche
  6. Choose from 30 Languages
Reklama

Polska i Niemcy

The First Polish Berlin Biennale: Joanna Rajkowska

Dla Joanny Rajkowskiej, jednej z najważniejszych polskich współczesnych artystek, nie ma podziału na życie prywatne i sztukę. Dobitnie pokazują to aż trzy jej wystawy prezentowane na 7. berlińskim Biennale.

Joanna Rajkowska mieszka jeszcze w Londynie, kiedy zachodzi w ciążę. Podejmuje decyzję, że jej córka urodzi się w Berlinie a na imię będzie miała Róża, tak jak prababka artystki i tak jak działająca, i zamordowana w Berlinie Róża Luksemburg.

Joanna Rajkowska Born in Berlin

Dla Róży Berlin będzie zawsze częścią jej życia

Miesiące ciąży, wędrówki po Berlinie, urodzenie dziecka Joanna Rajkowska dokumentuje w dwuczęściowym projekcie „Born in Berlin”: wideo o tym samym tytule zrealizowanym na zlecenie Biennale we współpracy z fundacją Żak/Branicka i zbiorem rysunków i kolaży „Born in Berlin – A Letter to Rosa”. Film goście Biennale mogą zobaczyć w Akademii Sztuk Pięknych w Berlinie, „Listy do Róży” w galerii Żak/Branicka. Trzeci projekt artystki, instalację „Bagno” (Sumpfstadt) pokazuje Instytut Polski w Berlinie.

Dar dla Berlina

Joanna Rajkowska Born in Berlin

Joanna Rajkowska

Jedenastomiesięczna dziś Róża jest odpowiedzią artystki na Berlin, miasto, które jak mówi, ciągle jeszcze liże rany przeszłości: „Berlin jest specyficznym stanem umysłu. To miasto, które nie może udźwignąć swojej historii, które za wszelką cenę chce żyć teraźniejszością (...) Ja jednak wszystkimi zmysłami czuję, że Berlin nie jest w stanie poradzić sobie samym z sobą”.

Dla Róży Berlin będzie przez miejsce urodzenia zawsze częścią jej życia, dla Berlina nowonarodzone życie jest swoistą ofiarą: „Miałaś być darem dla Berlina, miasta, z którego zazwyczaj przychodziło zniszczenie, przynajmniej dla mojej rodziny. Darem, który miał wszystko odczarować”, pisze Joanna Rajkowska w bardzo prywatnych, intymnych „Listach do Róży”, kierowanych do w przyszłości dorosłej córki.

Posłuchaj audio 01:05

Joanna Rajkowska o projekcie "Bagno"

Granicy między prywatnością a życiem publicznym dla artystki nie ma. „Było to zadanie, które polegało na zbudowaniu pewnej podwójności”, mówi w rozmowie z DW. „Jeżeli ja biegam po dachu z wielkim brzuchem, to nie jest to tylko bieganie z wielkim brzuchem. Cała ta sytuacja przenoszenia życia do Berlina nabiera pewnego metapoziomu. Jest nie tylko tym, czym jest w istocie, czyli wygłupem babki w ciąży, tylko nagle staje się bardzo znaczącą sytuacją, która mówi więcej, niż sama mogłabym powiedzieć”.

Bagno

Joanna Rajkowska Born in Berlin

Joanna Rajkowska i Tomasz Dąbrowski w galerii Instytutu Polskiego w Berlinie, w tle projekt "Bagno"

Także „Bagno” (Sumpfstadt), instalacja prezentowana w Instytucie Polskim jest rozrachunkiem z Berlinem, miastem, które karmi się iluzją, że może już zamknąć rozdział przeszłości. Dla artystki wiele aspektów jest jeszcze nierozwiązanych: „Nie jest OK, ja to głęboko czuję. Zamiast podejmować próbę wynalezienia języka i rozmowy o tym, co się stało, postanowiłam wrócić do początku tego miejsca, czyli do bagna. Jest to próba ustanowienia dla tego miejsca nowego początku”. Bagno znowu jest symbolem odnowienia, miejscem, gdzie kipi życie, gdzie przyroda rodzi się i umiera w swoim naturalnym cyklu, gdzie „wszystko jest tak, jak powinno być”.

Sztuka Joanny Rajkowskiej wymaga wyjaśnień, publiczność nie zawsze odczytuje przesłanie artystki. Dla niektórych instalacja jest po prostu zajmującym całą ścianę fotomontażem. Dla innych bardzo konkretnym szukaniem początków Berlina. Architekt krajobrazu, Thomas Tierschmann przyszedł na wystawę, bo zainteresował go temat zajmujący też budowniczych, architektów: „Wilgotne piwnice, kwestia dalszych budów, gdzie woda gruntowa raz po raz staje się przeszkodą. Ciekawe, że artystka wskazuje na aspekt, który nie jest widoczny gołym okiem, leży pod ziemią, ale jest nam bliższy, niż sobie wyobrażamy”.

The First Polish Berlin Biennale

Joanna Rajkowska, Born in Berlin

W "weekend otwartych galerii" polscy artyści byli w wielu miejscach. Tu tlumek przed siedzibą m.in. Galerii Żak/Branicka

Innym bagno kojarzy się z polityką, z korupcją. Dowolność interpretacji sięga daleko. Joanna Rajkowska znakomicie wpisuje się w charakter tegorocznego Biennale, prezentującego sztukę wielowarstwową, prowokującą i animującą do publicznej dyskusji. I „pierwszego polskiego berlińskiego Biennale”, jak napisał ktoś zimą na fasadzie Kunst-Werke przy Augustastrasse, jednego z głównych miejsc prezentacji Biennale.

Napis ten wspomina w swoim artykule znawczyni polskiej sztuki, Stefanie Peter, w gazecie wydanej przy okazji Biennale i berlińskiego weekendu otwartych galerii. „Kto przysłuchiwał się dyskusjom, czy odwiedzał party grillowe urządzane w czasie przygotowań do Biennale przez jego kuratora Artura Żmijewskiego i jego zespół, znalazł potwierdzenie tego sloganu. Na dziedzińcu Kunst-Werke słychać nagle język polski, prawie tak jakby polski stał się nowym angielskim, nową linqua franca berlińskiej sceny sztuki”. Nie jest to nowy fenomen. Polska sztuka, polscy artyści obecni są w Berlinie od dawna, pisze Stefanie Peter. Nie po raz pierwszy też Biennale prowadzi polski kurator, przypomina. W 2008 r. Adam Szymczyk „od nowa odczytał Berlin”. Dziś pozostaje mieć nadzieję, konkluduje Stefanie Peter, że tegoroczne Biennale nie znajdzie się w cieniu tego rzeczywiście pierwszego polskiego Biennale i nie postawi wyłącznie na populistyczne prowokacje.

Posłuchaj audio 00:56

Tomasz Dabrowski, dyrektor Instytutu Polskiego w Berlinie o uniwersalności polskich artystów

Przy czym „polscy artyści” jest pojęciem względnym. Joanna Rajkowska żyje w Londynie, Berlinie i Warszawie. Polscy twórcy są dziś obecni na całym świecie i nie koncentrują się już, tak jak czasami bywało, na wyłącznie „polskich”, tylko na uniwersalnych tematach, mówi dyrektor Instytutu Polskiego, Tomasz Dąbrowski: „Możemy przekazać niemieckiemu odbiorcy tu na miejscu interesującą opowieść, która go zainteresuje, przyciągnie, zmusi do zastanowienia się nad pewnymi rzeczami. I też skieruje ich uwagę gdzieś w kierunku Polski, żeby zapytać, skąd taki pomysł, skąd taka osoba się w ogóle wzięła. Tak, że łączymy pewne aspekty ważne dla nas z promocyjnego, marketingowego punktu widzenia z tym, co polskie, dobre, interesujące i przekonywujące”.

Elżbieta Stasik

red. odp.:Barbara Cöllen

Redakcja poleca

Audio i wideo na ten temat