TAZ o filmie „Obywatel Jones” Agnieszki Holland: „Prawda jest jedna” | Echa polskie | DW | 11.02.2019
  1. Inhalt
  2. Navigation
  3. Weitere Inhalte
  4. Metanavigation
  5. Suche
  6. Choose from 30 Languages

Echa polskie

TAZ o filmie „Obywatel Jones” Agnieszki Holland: „Prawda jest jedna”

Agnieszka Holland pokazała na festiwalu w Berlinie swój nowy film „Obywatel Jones”. Pierwsze recenzje w prasie podkreślają wagę poruszonego przez nią tematu: braku odwagi polityków wobec totalitarnych zagrożeń.

Kadr z filmu Agnieszki Holland „Obywatel Jones” (Robert Palka/Film Produkcja)

Kadr z filmu Agnieszki Holland „Obywatel Jones”

Tematem filmu Agnieszki Holland „Mr. Jones” jest Wielki Głód w latach 1932/1933 na należącej do Związku Sowieckiego Ukrainie – czytamy w „Tageszeitung” (TAZ).

W historycznym dramacie Agnieszki Holland pierwsze skrzypce gra walijski dziennikarz śledczy Gareth Jones (1905- 1935) – wyjaśnia Barbara Wurm w opublikowanej w poniedziałek recenzji.

Jones jedzie z własnej inicjatywy do ZSRR, gdzie chce przeprowadzić wywiad ze Stalinem. Rozmowa z sowieckim przywódcą nie dochodzi do skutku, jednak dziennikarz drąży temat i natrafia na jedną z największych zbrodni politycznych w historii sowieckiej Rosji – świadome zagłodzenie milionów ludzi w latach 1932-1933 – czytamy w „TAZ”.

Negowanie Wielkiego Głodu

Gdy po powrocie do kraju chce zdać relację z tego, co widział, napotyka na „zjednoczony front amerykańsko-rosyjskiego konglomeratu polityczno-medialnego”, kierowany przez Waltera Duranty'ego, twierdzącego, że na Ukrainie nie ma głodu.   

(Walter Duranty był korespondentem "New York Timesa" w Moskwie w latach 1922-1936. Otrzymał Nagrodę Pulitzera w 1932 za serię reportaży o ZSRR, wychwalających postępy komunizmu – DW).

„Komu w tym miejscu do głowy nie przyjdą Trump, Putin i ich koledzy, ten nic nie zrozumiał z tego filmu” – wtrąca autorka recenzji.

Wurm podkreśla, że swoim filmem Holland piętnuje jako niemoralne „tchórzostwo wielkiej polityki wobec totalitaryzmów – po tej i po tamtej stronie”. Reżyserce chodzi o pokazanie „opętania władzą graczy działających strachliwie z ukrycia”. 

„Być może Holland należy do rady starszych intelektualistów, lecz jej serce bije (jak we wcześniejszym filmie „Pokot”) dla tych, którzy chcą rozbić męski kartel władzy. Symbolami tej postawy są James i Orwell. Przestępstwem jest chowanie głowy w piasek” – czytamy w recenzji z filmu.     

„Agnieszka Holland nie wynalazła kina na nowo. Także Wielki Głód nie jest nowym tematem, szczególnie w narodowym kinie ukraińskim. Pomimo tego ten film jest ważny i w swoim pozbawionym zarówno formalnych, jak i politycznych upiększeń stylu stanowi ważny wkład do konkursu, którego tematem jest przecież polityka w prywatności, a w którym dotychczas pokazano jedynie miłosny wyciskacz łez z Danii, mongolską pustynię i macedońską zwariowaną satyrę” – konkluduje Wurm w „TAZ”.

„FAZ”: staroświeckie słowo moralność

Do filmu Holland nawiązuje też recenzent „FAZ” Andreas Kilb. Dziennikarz Gareth Jones widzi na Ukrainie coś, co sprawia, że „zamiera mu palec na wyzwalaczu aparatu fotograficznego”. Jest rok 1933 i ofiary Wielkiego Głodu wrzucane są na taczki: mężczyźni, kobiety, płaczące niemowlęta. „Jones rezygnuje ze zdjęcia, które chciał zrobić” – podkreśla dziennikarz „FAZ”.

„Holland pokazuje też kanibalizm, lecz w pamięci pozostaje właśnie ta scena (rezygnacji ze zdjęcia), ponieważ pokazuje ona coś, czego się nie spodziewaliśmy. Coś, co stało się rzadkie w kinie i na festiwalach, a jeszcze rzadsze na rynkach. Nazwijmy to staromodnym słowem – moralność”.    

 

Redakcja poleca

Reklama