Tęsknota za rozkwitem | Niemiecka gospodarka, fakty, analizy, dane, prognozy | DW | 22.05.2012
  1. Inhalt
  2. Navigation
  3. Weitere Inhalte
  4. Metanavigation
  5. Suche
  6. Choose from 30 Languages
Reklama

Gospodarka

Tęsknota za rozkwitem

Ożywienie gospodarcze to główny przedmiot marzeń mieszkańców krajów UE. Pytanie tylko: jak można to osiągnąć i za jaką cenę? Szczyt UE 23 maja ma dać odpowiedź na to podstawowe pytanie. Ale czy da?

Od roku 2007 wydajność greckiej gospodarki spadła o jedną piątą. Nic więc dziwnego, że w przyszłym roku, mimo drastycznych oszczędności i cięć budżetowych, wskaźnik zadłużenia Grecji osiągnie ponownie poziom 160 procent produktu narodowego brutto (PNB). Dla wielu Greków jest to najlepszy dowód fiaska polityki zarządzania kryzysem zadłużenia w strefie euro według wzoru, narzuconego jej przez niemiecką kanclerz.

Niemcy myślą po grecku?

Gernot Erler

Gernot Erler

Podobnego zdania jest coraz więcej Niemców, o czym świadczą wyniki wyborów do Landtagu Nadrenii Północnej-Westfalii. Gernot Erler z partii SPD, który w latach 2005-2009 był podsekretarzem stanu w Ministerstwie Spraw Zagranicznych w pierwszym rządzie koalicyjnym Angeli Merkel, powiedział w wywiadzie dla radia Deutschlandfunk, że wyborczy sukces socjaldemokratów oznacza "odwrócenie się poważnej części elektoratu od polityki zaciskania pasa, co dało znać o sobie także w ostatnich wyborach w Holandii, Rumunii, Grecji i Francji".

Największe znaczenie miały te ostatnie. Wygrana Francois Hollande`a obudziła nadzieje, że sztandarowe hasło jego kampanii wyborczej: "koniec polityki zaciskania pasa, pora na ożywienie koniunktury" rychło stanie się ciałem. W Berlinie też już to zauważono. Rząd federalny przedstawił w tych dniach założenia nowego paktu na rzecz wzrostu gospodarczego, opartego przede wszystkim na wzroście zdolności konkurencyjnej gospodarki niemieckiej dzięki reformom strukturalnym. Kto umie czytać między wierszami, ten wie, że oznacza to: "nie damy na ten pakt ani grosza".

Czy można jednak mieć wzrost gospodarczy za darmo? Opozycja twierdzi, że nie i ocenia rządową retorykę jako szermowanie ogólnikami i sloganami. W praktyce bowiem, postulowany przez rząd wzrost zdolności konkurencyjnej firm niemieckich na rynku międzynarodowym, oznacza dalsze cięcia w funduszu płac oraz zastępowanie ludzi maszynami. Tymczasem doświadczenia zebrane do tej pory w najbardziej zadłużonych krajach strefy euro dowiodły, że taka strategia prowadzi przede wszystkim do zwiększenia się liczby bezrobotnych.

Kto pomoże biedakom?

Strona rządowa argumentuje, że ma skuteczne lekarstwo na tę chorobę w postaci pomocy ze środków Europejskiego Banku Inwestycyjnego i unijnych funduszy strukturalnych z Funduszem Spójności, zwanym także Funduszem Kohezyjnym, na czele. Na ich koncie zgromadzono poważną sumę pieniędzy i - jak zwrócił na to uwagę wiceprzewodniczący Parlamentu Europejskiego Alexander Alvaro - wiele krajów członkowskich UE wystąpiło w ostatnich latach o przyznanie im z tej puli środków na różne cele rozwojowe, na co otrzymały zgodę.

Alexander Alvaro

Alexander Alvaro

Istnieje jednak także druga strona medalu. Na koncie Funduszu Kohezyjnego leży w tej chwili 250 mld euro, bo - jak oświadczył dalej Alvaro - część krajów unijnych nie była w stanie ich zagospodarować. Można to interpretować dwojako. Najsłabiej rozwinięte godpodarczo kraje unijne nie potrafią wydać pieniędzy na rozwijanie swej zapóźnionej infrastruktury transportowej i komunikacyjnej. Przekracza to po prostu ich możliwości techniczne i organizacyjne. Można jednak też, i jest to dużo bliższe prawdy, powiedzieć, że nie wydały one środków z Funduszu Kohezyjnego, ponieważ są dziś zbyt biedne, żeby wpłacić na konto funduszu jedną czwartą żądanej przez nich sumy, jak stanowią przepisy.

Nadzieja w prezydencie Francji?

Francois Hollande uważa, że ta droga prowadzi do nikąd. Nie można trzymać się sztywno przepisów w sytuacji nadzwyczajnej. Wzrost gospodarczy w UE jest potrzebą chwili i dobry jest każdy sposób, który umożliwi dłużnikom uwolnienie się, a przynajmniej złagodzenie, ciężaru zadłużenia. Jak to zrobić? Ano, tak, jak się tylko da. Podnosząc podatki najlepiej zarabiającym, wprowadzając euroobligacje albo, jeśli to nie pomoże, zaciągając nowe długi.

Auftakt G8-Gipfel in Camp David (USA)

Francois Hollande

Słowo "dług" działa w Niemczech niczym przysłowiowa płachta na byka. Nawet opozycja SPD nie chce go więcej słyszeć. Z drugiej strony zdaje sobie sprawę, że kontynuowanie dotychczasowej linii działania może doprowadzić w efekcie końcowym do "zaoszczędzania się na śmierć" i trzeba pilnie rozejrzeć się za czymś nowym i bardziej obiecującym.

Owo "coś" sprowadza się do taktyki "Panu Bogu świeczkę i diabłu ogarek", to znaczy do zerwania z myślą, że mamy do czynienia z wyborem pomiędzy polityką oszczędzania lub nakręcania koniunktury, gdyż w sprzyjających okolicznościach da się osiągnąć jedno i drugie. Trzeba tylko wiedzieć, gdzie należy nadal dokręcać śrubę, a gdzie można już ją trochę poluzować.

14.07.2009 DW-TV MIG Made in Germany thomas straubhaar

Prof. Thomas Straubhaar

Za takim działaniem opowiada się w Niemczech prezes Instytutu Gospodarki Światowej w Hamburgu, profesor Thomas Straubhaar, który twierdzi, że "Europa musi oszczędzać i inwestować. Jest to możliwe pod warunkiem, że zrobi to z głową".

Cały szkopuł w tym, że w praktycznym działaniu przypomina to przysłowiową kwadraturę koła, albo - w najlepszym razie - rozwiązanie problemu za krótkiej kołdry. Ciekawe jak uda się go rozwiązać nowemu prezydentowi Francji, który obiecał, że w roku 2013 francuski deficyt budżetowy spadnie ponownie do poziomu poniżej trzech procent PKB?

Na razie jednak liczy się chyba najbardziej fakt, że dyskusja o kryzysie w strefie euro weszła na nowe tory. No cóż, dobre i to.

Zhang Danhong / Andrzej Pawlak

red. odp. Iwona D. Metzner