Szczyt w Brukseli: polityczne przywództwo wygląda inaczej | Felieton | DW | 31.01.2012
  1. Inhalt
  2. Navigation
  3. Weitere Inhalte
  4. Metanavigation
  5. Suche
  6. Choose from 30 Languages
Reklama

Felieton

Szczyt w Brukseli: polityczne przywództwo wygląda inaczej

Zgodnie z oczekiwaniami, szczyt UE przyjął pakt fiskalny. Wiele ważnych pytań pozostało jednak bez odpowiedzi.

Angela Merkel, w wielu krajach Europy okrzyczana "Żelazną Damą", jest konsekwentna. Zapowiedziała małe kroki w kierunku rozwiązania kryzysu zadłużeniowego i kryzysu zaufania do europejskiej waluty. I tak się stało. Unia Europejska poruszyła się w Brukseli tylko o centymetry do przodu, ale przynajmniej ruszyła z miejsca. Jednak rynki finansowe, Międzynarodowy Fundusz Walutowy i Bank Światowy nie doczekały się upragnionego sygnału, że Europa (w domyśle Niemcy) wpompują więcej pieniędzy do obiegu, by odwrócić grożące bankructwo niektórych państw. Taką możliwość kanclerz odrzuciła już w czasie niedawnego Forum Gospodarczego w Davos i pozostała konsekwentna.

Kolejne obietnice

Tymczasem sygnał z Brukseli skierowany jest do potencjalnych inwestorów: "Popatrzcie, uchwalamy pakt fiskalny i obiecujemy, że w przyszłości przestrzegać będziemy surowych reguł budżetowych". Tyle, że to bardzo wątpliwe, by takie przesłanie przekonało rynki finansowe. Bo przecież pakt fiskalny (sama nazwa brzmi już nieprzyjemnie), zadziała dopiero w bardzo odległej perspektywie. Zanim tak zwane kotwice czy złote reguły budżetowe spowodują wyrównanie finansów państwa, minie wiele lat. Poza tym niejasnych jest jeszcze wiele szczegółów. Ale największym grzechem pierworodnym jest to, że dwóch członków Unii odmówiło podpisania paktu. Wielka Brytania i - co jest niespodzianką - Czechy, wyłamały się. Chociaż to, że 25 państw zdecydowało się na przyjęcie paktu jest już samo w sobie sukcesem.

Ten nowy traktat rzeczywiście mógłby wprowadzić w Europie więcej dyscypliny budżetowej, o ile rzeczywiście będzie stosowany. Wiele z zawartych w nim procedur nie jest nowych, bo opiera się na obowiązującym prawie unijnym. Ale jego ceną, jest to, że wszystko staje się jeszcze bardziej skomplikowane. Obok 17 państw strefy euro i 27 państw członkowskich, mamy teraz 25 państw paktu z ich własnymi przepisami i kompetencjami. Kto w przyszłości z kim i kiedy uczestniczyć będzie we wspólnych szczytach - tego szefowie państw i rządów nie zdołali sprecyzować. Ten punkt, jak wiele innych, przesunięty został do przedyskutowania na marzec. Można się spodziewać, że inwestorzy spoza Europy nie będą w stanie wiele zrozumieć z filigranowych konstrukcji prawnych paktu.

Brak odpowiedzi na ważne pytania

Angela Merkel popełniła jeden zasadniczy błąd - wykręciła się od dalszej dyskusji nad krokami potrzebnymi do stabilizacji strefy euro. Nie rozmawiano ani o Grecji, ani o rozszerzeniu czy powiązaniu funduszy ratunkowych. Wszystko to przełożono na inny termin. Europejski Mechanizm Stabilizacyjny (ESM), eufemizm, za którym kryje się europejski fundusz walutowy, został wprawdzie przyjęty w formie umowy, ale już teraz jasne jest, że kwota 500 mld euro, którym będzie dysponował, jest zbyt niska, by uniknąć przeniesienia kryzysu na kolejne państwa. Tylko powoli i z wielkim wysiłkiem szefowie państw i rządów przedzierają się przez dżunglę kryzysu finansowego. Wiele z uchwalonych przez nich dotychczas kroków okazało się nieskutecznych.

Czy ktoś przypomina sobie jeszcze decyzję o "dźwigni", która miała podwoić wartość funduszu ratunkowego? Nikt już o tym nie mówi. Inwestorzy nie ufają takiej konstrukcji. Czy udział prywatnych inwestorów w restrukturyzacji długów nie miał być tym nieodzownym warunkiem pomocy finansowej ze strony Niemiec, który forsowała Angela Merkel? Teraz mówi się, że krok ten był wyjątkiem w przypadku Grecji, ponieważ rynki zareagowały strajkiem inwestorów w nabywaniu obligacji państwowych. A gdzie jest tych 200 miliardów euro, które Europa chciała pożyczyć Międzynarodowemu Funduszowi Walutowemu? Na Boże Narodzenie 2011 pieniądze te miały znaleźć się na kontach MFW. Do dziś trwa ich poszukiwanie w pustych kasach państw.

Ślizganie się trwa nadal. Niemiecka kanclerz nazywa to polityką małych kroków. I tu jest konsekwentna. Ale jak długo jeszcze uda się uniknąć katastrofy? Tak długo jak współgrać będzie Europejski Bank Centralny. To zastrzyk tanich kredytów o wartości 500 mld euro ze strony EBC od Bożego Narodzenia trzyma przy życiu ten system. To EBC odgrywa obecnie kluczową rolę, żaden tam pakt fiskalny, czy wielka europejska polityka. Ale polityczne przywództwo wygląda jakoś inaczej.

Bernd Riegert

tłum. Bartosz Dudek

red. odp.: Barbara Coellen