Strategia Niemiec wobec wojny w Ukrainie. Taniec na linie | Niemcy – bieżąca polityka niemiecka. Wiadomości DW po polsku | DW | 31.05.2022
  1. Inhalt
  2. Navigation
  3. Weitere Inhalte
  4. Metanavigation
  5. Suche
  6. Choose from 30 Languages
Reklama

Polityka

Strategia Niemiec wobec wojny w Ukrainie. Taniec na linie

Sankcje wobec Rosji, broń dla Ukrainy, ale wszystko ostrożnie, aby nie stać się stroną w wojnie. Polityka rządu Niemiec przypomina taniec na linie.

„To brutalna agresja, brutalna wojna, imperialistyczne podejście (...), a tego nigdy nie zaakceptujemy” - to słowa kanclerza Niemiec Olafa Scholza sprzed kilku dni w wywiadzie dla DW na temat rosyjskiej napaści na Ukrainę. Jak podkreślił, na arenie międzynarodowej trzeba teraz pokazać, że „nigdy więcej nie może dojść do udanej próby przesunięcia granic przy użyciu siły”.

Według rządu niemieckiego sposobem na osiągnięcie tego celu są coraz ostrzejsze sankcje wobec Rosji, jak najszybsze odcięcie dostaw rosyjskiego gazu i ropy oraz pomoc wojskowa i finansowa dla Ukrainy. Jednak zarówno w kraju, jak i za granicą Scholz jest postrzegany jako osoba niezdecydowana. Jeśli chodzi o dostawy broni ciężkiej, tylko dwaj ministrowie partii Zielonych w berlińskiej koalicji SPD, Zielonych i FDP - minister gospodarki Robert Habeck i szefowa dyplomacji Annalena Baerbock - forsują tę koncepcję.

Niemiecka minister spraw zagranicznych Annalena Baerbock w kamizelce kuloodpornej podczas wizyty w zniszczonym miasteczku Irpin

Niemiecka minister spraw zagranicznych Annalena Baerbock podczas wizyty w Irpinie

Z kolei Marie-Agnes Strack-Zimmermann z FDP, przewodnicząca komisji obrony Bundestagu, skarżyła się pod koniec kwietnia w telewizji ZDF, że „wciąż trzeba poganiać Urząd Kanclerski”.

Ekspert ds. polityki zagranicznej Johannes Varwick z Uniwersytetu w Halle opisuje strategię rządu niemieckiego jako próbę „płynięcia z prądem w konwoju partnerów”. Jeśli chodzi o embargo wobec Rosji i dostawy broni do Ukrainy, „przynajmniej publicznie rząd nie stawia żadnych własnych ważnych akcentów, lecz raczej z wahaniem podąża za tym, co jego partnerzy zrobili już wcześniej”.

Czego Niemcy chcą naprawdę?

Ambasador Ukrainy w Niemczech Andrij Melnyk od tygodni atakuje kanclerza w sposób, w jaki prawdopodobnie żaden dyplomata nigdy wcześniej tego nie robił wobec szefa niemieckiego rządu. Melnyk powiedział gazecie „Bild”: „Pod względem militarnym Berlin zostawił Ukrainę na lodzie”.

Kilka dni temu Melnyk wyraził podejrzenie, że Scholz w rzeczywistości nie chce dostarczyć ciężkiej broni, lecz ewentualnie poczekać aż dojdzie do zawieszenia broni. Wtedy z Niemiec spadnie presja i nie będzie potrzeby podejmowania kolejnych odważnych decyzji.

W niektórych stolicach sceptycznie ocenia się również sobotnią rozmowę telefoniczną Olafa Scholza i Emmanuela Macrona z Władimirem Putine, na temat ewentualnego porozumienia pokojowego. Londyński dziennik „Daily Telegraph” tak skomentował tę próbę mediacji: „Istnieje niebezpieczeństwo, że Emmanuel Macron i Olaf Scholz podważą ideę zachodniej solidarności, podejmując własne inicjatywy. Nieuchronnie nasuwa się podejrzenie, że chcą oni zakończyć ten konflikt dla własnych korzyści, a nie dla dobra Ukrainy”.

Scholz gra na czas

Zarzut, że Scholz gra na czas, pobrzmiewa również wśród polityków niemieckich. Florian Hahn, deputowany CDU do Bundestagu i członek komisji obrony, powiedział w wywiadzie dla „Cicero”, że kanclerz chce opóźnić dostawy broni. Chadecki ekspert ds. obrony Roderich Kiesewetter w programie ARD „Anne Will” zarzucił nawet Scholzowi: „Obawiam się, że kanclerz nie chce, by Ukraina wygrała tę wojnę, by wygrała w tym sensie, że wojska rosyjskie zostaną wyparte z kraju”.

Na podstawie wypowiedzi Scholza podejrzeń tych nie da się uzasadnić. Jeszcze niedawno kanclerz mówił: „Rosja nie może wygrać tej wojny, Ukraina musi przetrwać”. Tymczasem dostawy ciężkiej broni są coraz bardziej opóźnione. Na przykład brakuje amunicji do obiecanych dział przeciwlotniczych Gepard, które już dawno zostały wycofane w Niemczech z użytku. W ubiegłym tygodniu niemiecki resort obrony ogłosił, że pierwszych 15 dział zostanie dostarczonych w lipcu, a kolejnych 15 do końca sierpnia.

Johannes Varwick przedstawia działania Scholza jako „jeden z głosów rozsądku”, który z jednej strony nie pozostawia wątpliwości co do solidarności z Ukrainą, ale z drugiej, nie chcąc być zaangażowanym w wojnę, zdaje się rozważać skutki uboczne i ryzyko związane z dostawami broni.

Niemieckie samobieżne działo przeciwlotnicze Gepard: skomplikowany w obsłudze i od dawna wycofany z użytku w Niemczech

Samobieżne działo przeciwlotnicze Gepard

Rosyjscy najemnicy w Afryce Zachodniej

W międzyczasie Scholz próbował znaleźć sojuszników dla swojej strategii podczas wizyty w kilku państwach afrykańskich. Dotyczy to również chęci pozyskiwania w przyszłości gazu z Senegalu. W końcu Niemcy szukają na całym świecie alternatyw dla rosyjskiego gazu ziemnego.

Militarne wpływy Rosji w Afryce odczuwają w Mali także niemieccy żołnierze. Tamtejszy rząd wojskowy utrzymuje bliskie stosunki z Moskwą i podobno pozwala rosyjskim najemnikom z grupy Wagnera na swobodne działanie.

Scholz podczas swojej wizyty w Afryce Zachodniej nazwał wpływ tej grupy niszczycielskim. Bundestag podjął niedawno decyzję o zakończeniu misji szkoleniowej w Mali. Bundeswehra będzie jednak nadal uczestniczyć w misji pokojowej ONZ „Minusma”. Wojska pozostaną również w Nigrze. 

Skutki sankcji

Największym problemem dla Afryki w związku z wojną w Ukrainie jest jednak gwałtowny wzrost cen żywności i paliw. To, co już teraz znacznie ogranicza siłę nabywczą przeciętnych rodzin w Niemczech, może przerodzić się w klęskę głodu w krajach afrykańskich. W wywiadzie dla DW Scholz obiecał pomoc gospodarczą dla krajów dotkniętych kryzysem. Odrzucił jednak możliwość przyznawania dotacji, które miałyby zrekompensować taki wzrost cen na całym świecie. Jak podkreślił: „Rozmawiamy teraz ze wszystkimi krajami, które wydobywają ropę i gaz, i staramy się przekonać je do zwiększenia mocy produkcyjnych, co pomogłoby światowym rynkom”.

Prorosyjska demonstracja w Mali tuż przed inwazją na Ukrainę

Prorosyjska demonstracja w Mali tuż przed inwazją na Ukrainę

W RPA Scholz musiał się jednak przekonać, że jego strategia ukraińsko-rosyjska nie jest podzielana przez wszystkich. Wkrótce po rozpoczęciu wojny pięć krajów zagłosowało przeciwko rezolucji ONZ potępiającej rosyjską inwazję. Od głosu wstrzymało się 35 państw, w tym 17 państw afrykańskich.

Na konferencji prasowej z prezydentem RPA Cyrilem Ramaphosą w zeszłym tygodniu Scholz nazwał takie głosowanie „niedopuszczalnym”. Ramaphosa podkreślił jednak negatywne konsekwencje sankcji: „Nawet kraje, które są widzami lub nie biorą udziału w konflikcie, ucierpią z ich powodu”.

Brak możliwości negocjacji

W rozmowie z DW Olaf Scholz apelujował do Władimira Putina w imię interesu własnego Rosji: „Rosja cofnie się w swoich możliwościach rozwoju gospodarczego o całe dziesięciolecia, będzie cierpieć i cierpi, a żeby z tego wyjść, musi przerwać wojnę". Jednak obecnie się na to nie zanosi. Rosja nadal kontynuuje swoją ofensywę, przynajmniej na wschodzie i południu Ukrainy. Z drugiej strony prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski domaga się teraz od Rosji oddania wszystkich ukraińskich terytoriów okupowanych z naruszeniem prawa międzynarodowego, w tym Krymu, który został zaanektowany w 2014 roku.

W obecnej sytuacji pole do negocjacji na rzecz pokoju wydaje się być równe zeru, a rząd niemiecki najwyraźniej nie chce Zełenskiego do niczego zmuszać. Rzeczniczka rządu w Berlinie powiedziała w zeszłym tygodniu, że Ukraina sama decyduje, na jakich warunkach chce zawrzeć pokój.

Zniszczone domy w Donbasie: czy czeka nas długa wojna na wyniszczenie?

Zniszczone domy w Donbasie

Groźba nowego Afganistanu

Johannes Varwick uważa, że „zbyt ścisłe przywiązanie się do celów ukraińskich byłoby poważnym błędem”. - Z pewnością mamy inne interesy niż Ukraina, takie jak uniknięcie bezpośredniej wojny z Rosją, w którą Ukraina chciałaby nas wciągnąć ze względu na swoje zrozumiałe interesy. Powinniśmy tego unikać za wszelką cenę - przekonuje ekspert. Nie powinno być tematem tabu „wywieranie presji na Ukrainę, by zgodziła się na kompromis z Rosją (...), nawet jeśli oznacza to utratę części jej terytorium. W międzyczasie jest to lepsze rozwiązanie niż ciągła eskalacja, której skutki będą nieobliczalne”.

Jeśli ukraińskie warunki pokojowe będą nierealistyczne, a Rosja będzie kontynuować walkę, Ukrainę może czekać długa wojna pozycyjna i wojna na wyniszczenie. A to może oznaczać dla sojuszników Kijowa, że będą musieli przez długi czas wspierać kraj finansowo i militarnie oraz pomagać uchodźcom. Wówczas może dojść do czegoś w rodzaju nowego Afganistanu: lata finansowego, wojskowego i humanitarnego zaangażowania bez dającego się przewidzieć końca. Brakuje scenariusza zakończenia konfliktu, zarówno w Moskwie, w Kijowie, jak i w Berlinie.

Ukraina chce ciężkiej broni od Niemiec

Chcesz skomentować ten artykuł? Zrób to na Facebooku! >>

Redakcja poleca