″Stolpersteine″ - brukowce, o które można się potknąć | Niemiecka kultura, polska kultura w Niemczech, wydarzenia | DW | 02.06.2004
  1. Inhalt
  2. Navigation
  3. Weitere Inhalte
  4. Metanavigation
  5. Suche
  6. Choose from 30 Languages
Reklama

Kultura

"Stolpersteine" - brukowce, o które można się potknąć

Za rok ma być gotowy w Berlinie pomnik ofiar holocaustu. 3000 betonowych obelisków ustawionych ma zostać na przestrzeni pomiędzy placem Poczdamskim i Bramą Brandenburską. Będzie to monument, którego nie będzie można nie zauważyć. W porównaniu z nim zupełnie niepozornie prezentuje się akcja "Stolpersteine" kolońskiego artysty Guentera Demniga upamiętniająca także męczeństwo ofiar Holocaustu. Ale ma zasięg i oddziaływanie, jakiego życzyć można by każdemu pomnikowi.

Już od 1992 roku o takie brukowce można potknąć się w wielu niemieckich miastach

Już od 1992 roku o takie brukowce można "potknąć" się w wielu niemieckich miastach

Już w 38 niemieckich miastach uważni przechodnie idący chodnikami mogą zauważyć kamienie brukowe wpuszczone w trotuar , które wyglądem różnią się od reszty bruku: ich powierzchnię przykrywa mosiężna tabliczka z wybitym napisem. Już ponad 3500 takich kamieni Guenter Demnig ułożył przed domami, gdzie przed wojną mieszkali Żydzi. Na mosiężnych tabliczkach widnieją ich imiona i nazwiska, data urodzenia i data deportacji lub śmierci. Ludzie przechodzący koło tych domów mają potknąć się o te brukowe kamienie przypominające o losie ofiar - stąd nazwa akcji "Stolpersteine".

Już nawet idąc do pracowni Guentera Demniga człowiek potyka się o takie brukowce: zawierają one 8-siem nazwisk rodziny, która mieszkała w tym domu. W pracowni leży cały stos betonowych kostek 10x 10 cm z mosiężnymi płytkami:

Guenter Demnig opowiada, że zapisywanie na nich ludzkich losów jest bardzo poruszającym procesem. Jednego dnia nie może zrobić więcej niż 15 Los tych ludzi przejmuje go, pomimo, że operuje jedynie abstrakcyjnymi danymi. Ale jeżeli ma brukowce, na których są dane o matce i jej rocznej i dwuletniej córce, deportowanych do Auschwitz, a dalszych informacji brak , to i tak dokładnie wiadomo, co się z nimi stało.

Na płytce zawsze jest napisane, "tu mieszkał, imię i nazwisko, z domu taka a taka, rok urodzenia, data deportacji, i co się z tym kimś stało". Tu jest "Maria Goertz, z domu Apfelbaum, rocznik 1875, deportowana w 1842-gim roku do Theresienstadt, zamordowana 10 kwietnia 1943-ciego roku."

Taką pamiątkową tabliczkę otrzymało już 3500 ofiar - i końca nie widać, bo dosłownie co pół godziny w pracowni dzwoni telefon. Dzwonią rożne stowarzyszenia, gminy i pojedynczy ludzie, którzy chcieliby żeby także w ich miejscowościach można było potknąć się o takie brukowce.

Guenter Demnig przyznaje, że fascynuje go kiedy dzwonią do niego uczniowie, którzy interesują się historią - "Swiadczy to o innym podejściu do historii niż kiedy otwiera się podręcznik, w którym napisane jest, że naziści zamordowali 6 milionów Żydów. Jest to tylko abstrakcyjna, niewyobrażalna liczba. Ale kiedy przed domem są tabliczki dla całej rodziny, małżeństwa z trojgiem dzieci , i uczniowie sami zaczynają szukać w archiwac , co się z nimi stało - jest to chyba najlepsza lekcja historii" mówi artysta.

Lecz odzew na jego prace nie zawsze jest pozytywny. W Halle w Saksonii-Anhalcie brukowce tylko przez kilka godzin tkwiły w asfalcie, zanim nie wyrwali ich chuligani. Władze miejskie Monachium po dziś dzień natomiast nie zezwalają na to aby "Stolpersteine" ułożone zostały w chodnikach.

"Burmistrz Monachium , pan Ude jest zdania, że i tak jest już dość pamiątkowych miejsc. Ale są jeszcze potomkowie ofiar którzy są zupełnie innego zdania. Jest na przykład pan Al Koppel z Colorado, który cudem przeżył holocaust i który chciałby takie brukowce dla matki i 4 sióstr zamordowanych w Auschwitz" - Demnig twierdzi, że postara się o umieszczenie kamieni mimo oporu pana Ude.

Brukowce te ukazują, że właśnie taka mała forma pamięci o ofiarach ma szczególne znaczeni i dla rodzin i dla przechodniów. "Było to bardzo piękne przeżycie - przyznaje artysta- kiedy mieszkańcy w Buende powiedzieli mi, że cieszą się, że nareszcie jest jakieś miejsce pamięci, ofiar, bo ludzie ci nie mają nawet nagrobków. Teraz jest chociaż tabliczka z nazwiskiem w miejscu, gdzie mieszkali".

Reklama