Steffen Möller: Wszystko zawdzięczam Polsce | Niemiecka kultura, polska kultura w Niemczech, wydarzenia | DW | 05.04.2015
  1. Inhalt
  2. Navigation
  3. Weitere Inhalte
  4. Metanavigation
  5. Suche
  6. Choose from 30 Languages

Kultura

Steffen Möller: Wszystko zawdzięczam Polsce

Steffen Möller, najbardziej lubiany Niemiec w Polsce, kocha Warszawę wbrew temu, co o stolicy myślą sami Polacy. Poświęcił jej swą najnowszą książkę. „Gdyby nie Warszawa nie zamieszkałbym w Polsce”, mówi w rozmowie z DW.

Jak się czujesz jako najbardziej lubiany Niemiec w Polsce?

Nie mogę narzekać. Wszystko zawdzięczam Polsce. W tej chwili siedzę w Niemczech i piszę książki, głównie o Polsce. Tego wszystkiego by nie było, gdyby nie mój występ w serialu „M jak miłość”. Więc kocham rodzinę Mostowiaków.

Czym stała się dla Ciebie Polska?

Polska jest dla mnie dzisiaj czymś w rodzaju Wuppertalu. Tam się wychowałem, potem mieszkałem w Berlinie, wyjechałem do Polski. Wciąż mam w Warszawie mieszkanie, książki i płyty. Ale dzisiaj działam głównie w Niemczech, tam też występuję. Warszawa to jest już Heimat. W Berlinie czuję się często bardziej obco niż w Warszawie.

Czy jak przestanie kursować Berlin-Warszawa-Express, ostatnie polsko-niemieckie połączenie kolejowe, bo jak wiadomo niedawno zlikwidowano dwa inne, będzie to koniec Twego życia w Warszawie?

Posłuchaj audio 11:02
Teraz
11:02 min

Steffen Möller: "W Berlinie czuję się często bardziej obcy niż w Warszawie" - MP3-Mono

No, gdyby przestał jeździć mój ulubiony pociąg Berlin-Warszawa-Express to wtedy rzeczywiście byłby dylemat. Ale myślę, że tego nie trzeba się obawiać. Aczkolwiek słyszałem od dobrze poinformowanych źródeł, że zniknie, ale tylko nazwa tego pociągu, bo żyjemy w czasach, kiedy pociągi nie mają już własnych imion. Natomiast to połączenie musi istnieć. MUSI!

Dla Ciebie?

Dla mnie, żebym tam siedział sześć godzin w WARS-ie i spotykał wielu znajomych.

Pamiętasz jeszcze swoje pierwsze podróże Expressem Berlin-Warszawa? Nota bene taki tytuł nosi Twoja trzecia książka. Jak było Ci tam wtedy w WARS-ie?

Same początki w tym pociągu były trudne, ponieważ byłem tak zlękniony i przestraszony tym obcym pociągiem i w ogóle Polską, że nie wychodziłem z własnego przedziału do WARS-u. Siedziałem tam kurczowo przyciskając do ciała moje rzeczy. Z czasem wyluzowałem się. A dzisiaj jestem tak wyluzowany, że zostawiam walizkę w przedziale, idę do WARS-u, a jak wracam po pięciu godzinach, walizka ciągle tam jest.

Cover Steffen Möller Viva Warsszawa

Najnowsza książka Steffena Möllera jest jego wyznaniem miłości do Warszawy

Od wielu lat tłumaczysz Polakom Niemcy, a Niemcom Polskę. Kto jest bardziej pojętny?

Oczywiście w Polsce wiedzą więcej o Niemczech, ponieważ mają niemiecki w szkole. Polska jest na świecie tym krajem, w którym najwięcej ludzi uczy się niemieckiego. A na odwrót, niestety, jest cienko. Aczkolwiek byłem ostatnio w gimnazjum we Frankfurcie nad Odrą, gdzie można się uczyć polskiego jako drugi język obcy. Ale takich szkół jest garstka. Dziwne jest to, że Polacy wprawdzie wiedzą więcej o Niemczech, wszyscy znają Angelę Merkel – chyba nie każdy Niemiec wie, kim jest Ewa Kopacz, wątpię – to w Niemczech sprzedaję więcej moich książek niż w Polsce. W Polsce wydałem trzy książki i chociaż tam zna mnie więcej osób, to czytelnictwo chyba przeżywa kryzys. W Niemczech za to bardzo interesują się Polską.

Jakie marzenie ma Steffen Möller o Polakach i Niemcach i ich wzajemnych relacjach?

Widzę coraz więcej mieszanych par. To jest niesamowite. Wczoraj miałem występ w Lipsku, a po występie była kolejka po autogramy. Same pary, naprawdę. Ale nie tylko Polka i Niemiec, bo chyba były też dwie pary Niemka i Polak. Tych mieszanych par jest ponoć już ponad 400 tys. – no i taka jest przyszłość naszych krajów. Myślę, że za sto lat wszyscy będziemy mówić po angielsku i wszyscy będziemy się kochać.

Kiedy obserwowałam jak podpisujesz tym parom książki, zauważałym, że traktują cię jak kogoś w rodzaju guru w sprawach dotyczących relacji polsko-niemieckich, ale tych najbardziej osobistych. A Ty odnosisz się do nich z wielkim zrozumieniem...

Ja naprawdę słyszałem już tyle wzruszających historii. Na przykład wczoraj przyszła pani, Polka, która urodziła się 1 września. A ona jest razem z Niemcem, który urodził się 8 maja. I to jest prawdziwe zjednoczenie polsko-niemieckie. Bardziej symboliczne nie może być.

Steffen Möller

Steffen Möller jest często traktowany jako guru w sprawach polsko-niemieckich, także małżeńskich

Steffen, czy lubisz jak Polacy mówią do Ciebie Stefek?

Lubię, oczywiście, że lubię. Może się to wydawać dziwne, ale to jest szansa dla Niemca. Moja mama mówi do mnie Steffen. A jak jest obrażona albo zła, to wtedy mówi Steffen Möller. Więcej możliwości nie ma. Po polsku jest nie tylko Stefek, ale też Stefcio, Stefuś. Jesze to wszystko można odmieniać: Stefusia, Stefusiowi, Stefusiem, o Stefusiu... Czyli po polsku mam 35 imion. To jest szansa na rozwój.

Czy jesteś jedną nogą w Polsce, czy dwoma...?

Jedną nogą i jedną ręką. Właściwie cały czas jestem w Polsce, dużo mówią o Polsce, teraz zaczynam trasę po Polsce. Będę miał występy w 9 miastach. Zaczynam w Rzeszowie i będą występował dla nauczycieli i mam mówić o nauce języka niemieckiego. Cieszę się. Zupełnie nowe wyzwanie.

Byłam na kilkuTwoich występach i na każdym sala pękała w szwach, ludzie stali przed otwartymi drzwiami w korytarzu. Czy zdarzyło Ci się kiedyś wystąpić przy pustej sali?

Tak. Niestety wtedy, kiedy promowałem swoją książkę o muzyce klasycznej. Na sali było tylko kilka osób. Ale to nie jestem tylko ja. To jest temat, który przyciąga uwagę. Jeśli zaczynam opowiadać o moim hobby jakim jest muzyka, zainteresowanie jest bardzo słabe.

Steffen Möller Und trotzdem Warschau Widmung

Wpis do jednej z książek na prośbę czytelnika: Mimo wszystko Warszawa!

Ale na pewno się zastanawiałeś, skąd ta ogromna sympatia do Ciebie, tak wśród Polaków, jak i Niemców? Robiłeś taką analizę?

Zrobiono taką analizę dla mnie. Kiedyś brałem udział w dyskusji panelowej i pewien Niemiec cały czas mnie obserwował i filmował. A potem podniósł rękę i powiedział: Mam wrażenie, że jak Pan mówi po polsku, to jest Pan bardziej sympatyczny niż wtedy, kiedy Pan mówi po niemiecku. W pierwszej chwili obraziłem się trochę, ale potem musiałem mu przyznać rację. To jest dziwna rzecz. W życiu chyba chodzi o to, żeby znaleźć ten kraj i ten język, który czyni cię bardziej sympatycznym niż twój własny. I ja każdemu tego życzę.

Wydałeś trzy książki o Polsce

Nie, cztery, bo trzeba doliczyć też książkę o muzyce, w której też jest dużo o moim polskim żywocie...

W swojej ostatniej książce mówisz, że gdyby nie było Warszawy, to nie byłbyś w Polsce. Za co Warszawa da się lubić?

Warszawa da się lubić (śpiewa) za minimum 10 fantastycznych rekordów: najładniejszy wieżowiec Europy – Pałac Kultury, najładniejszy park miejski – Park Łazienkowski, najciekawsze muzeum techniczne dla dzieci – Centrum Kopernika, jedna z dziesięciu najładniejszych plaż miejskich nad rzeką – to nie ja wymyśliłem tylko „National Geographic”, Cmentarz Żydowski, który ja nazywam najbardziej melancholijnym miejscem w Europie, obok jest Cmentarz Powązkowski. Tych atrakcji jest tyle w Warszawie. Tylko przede wszystkim Polacy o tym nie wiedzą. I ja w tej nowej książce polemizuję z Polakami, którzy cały czas polecają Niemcom Kraków, Kraków i jeszcze raz Kraków. Tymczasem trzeba zacząć promować Warszawę.

Czy są jakieś anegdoty związane z Tobą i Warszawą?

Cała moja nowa książka składa się w połowie z historyjek o Warszawie. Tę o królowej Bonie musiałem wyrzucić, bo wydawnictwo uznało, że to XVI wiek, a Niemcy mają deficyty wiedzy o XX. Więc zdecydowano, że zaczniemy od Getta Warszawskiego itd.

Szkoda, bo królowa Bona przez Polskę rozpowszechniła w Europie kulturę jedzenia widelcem

To ciekawe. Czyli, jak zwykle, Polska była źródłem całej cywilizacji…

Czy często to słyszysz?

Tak, często. Już wiem na przykład, że Szostakowicz czy Czajkowski uchodzą wprawdzie za kompozytorów rosyjskich, ale to wszystko kłamstwo. Dziadek Szostakowicza był ponoć z Polski, Czajkowskiego również. Więc nie oszukujmy się: wszyscy jesteśmy Polakami.

Jak Polacy wymawiają Twoje nazwisko?

Często mówią Stefan Miller, ale się nie obrażam. Polak też przeżywa ze swoim nazwiskiem różne dziwne rzeczy w Niemczech.

Brückenpreis für Steffen Möller

Steffen Möller jest laureatem m.in. nagrody "Brückenpreis" miast Zgorzelca i Görlitz

Co podoba Ci się najbardziej z postawy Polaków wobec życia?

Podoba mi się Wasza autoironia, Wasze poczucie humoru; przede wszystkim, jeśli chodzi o własny kraju. W nowej książce mówię, że jest to związane z polskim kompleksem niższości, który ma swoje bardzo pozytywne strony. Nie cierpię, kiedy w Niemczech ktoś mi mówi: mamy najszybsze pociągi, mamy najlepsze restauracje w pociągach. Owszem, może. Ale nie chwal się tym człowieku-barbarzyńco.

Zostanie Ci niedługo wręczona Nagroda im. Richarda von Weizsäckera, zmarłego niedawno prezydenta RFN. Co dla Ciebie to znaczy?

Znaczy przede wszystkim to, że moi rodzice przyjadą do Berlina na uroczystość i wreszcie dostrzegą jakiś sens w tym, że wyjechałem z Niemiec do Polski.

Niedawno napisałeś piosenkę o Warszawie. Zaśpiewasz?

Zaśpiewam refren:

Haben Sie Warschau schon gesehen

Ja das sollte mal geschehen

Was, Sie ignorieren Polen souverän?

Leben Sie auf diesem Stern?

Sind Sie überhaupt modern?

Also ich persönlich lebe da sehr gern.

Rozmawiała: Barbara Cöllen

Audio i wideo na ten temat

Reklama