Spór o Westerplatte. Atak na Gdańsk | Niemcy – bieżąca polityka niemiecka. Wiadomości DW po polsku | DW | 05.07.2019
  1. Inhalt
  2. Navigation
  3. Weitere Inhalte
  4. Metanavigation
  5. Suche
  6. Choose from 30 Languages
Reklama

Polityka

Spór o Westerplatte. Atak na Gdańsk

Gdańsk jest solą w oku rządzącej w Warszawie prawicy, która atakuje go za rzekomą antypolskość i proniemieckość.

Pomnik Obrońców Wybrzeża na półwyspie Westerplatte

Pomnik Obrońców Wybrzeża na półwyspie Westerplatte

„Wojna Gdańska z Polską” to cover story z najnowszego numeru tygodnika „Sieci”, o tym, „dlaczego opozycja kultywuje tradycję Wolnego Miasta Gdańska” i „dlaczego tak mało tam troski o polskość”. Na okładce troje gdańszczan: przewodniczący Rady Europejskiej Donald Tusk, zamordowany w styczniu prezydent miasta Paweł Adamowicz i jego następczyni Aleksandra Dulkiewicz. Poza tym Pomnik Obrońców Wybrzeża na Westerplatte i Pomnik Poległych Stoczniowców 1970 przed bramą Stoczni Gdańskiej, tramwaj z tablicą „Danzig”, oraz… flagi ze swastykami.

Retoryczne pytanie

Na to wszystko nakłada się wypisane wielkimi literami pytanie: „Czy Gdańsk chce do Niemiec?” Dla autorów – pytanie retoryczne.

Początek poświęcony jest Westerplatte – dawnej polskiej eksklawie na obszarze Wolnego Miasta Gdańsk, gdzie stacjonował niewielki garnizon Wojska Polskiego. To w jego kierunku 1 września 1939 roku o godzinie 4:45 rano otworzył ogień pancernik SMS Schleswig-Holstein i ten moment uchodzi za symboliczny początek II wojny światowej.

„Przez lata Westerplatte marniało zaniedbywane przez gdańskich historyków, muzealników i władze miasta” – stwierdzają autorzy reportażu. A z faktu, że magistrat nie wysłał nikogo na pogrzeb ostatniego obrońcy Westerplatte, majora Stanisława Skowrona, wnioskują, „że duma z bohaterstwa polskiego żołnierza chyba kłóci się z polityką historyczną włodarzy miasta świadomie i coraz chętniej nawiązującą do tradycji Freie Stadt Danzig”.

Wrogiej postawy gdańskiego samorządu dowodzić też mają wyznaczające dawną granicę Wolnego Miasta kamienie graniczne i rondo, jak i „hańba na tramwajach” przemalowanych w barwach Danziger Elektrische Strassenbahn A.G. i ochrzczonych nazwiskami kontrowersyjnych Niemców – jak choćby profesora Technische Hochschule Danzig, późniejszego noblisty Adolfa Butenandta, który podpisał przysięgę niemieckich profesorów na wierność Adolfowi Hitlerowi.

Tramwaje przemalowane w barwach Danziger Elektrische Strassenbahn A.G.

Tramwaje przemalowane w barwach Danziger Elektrische Strassenbahn A.G.

– To jest cyniczna gra. Przez takie artykuły jest coraz mniej przestrzeni na spokojną, merytoryczną rozmowę – buntuje się w rozmowie z „Magazynem Kaszuby” Jan Daniluk z Uniwersytetu Gdańskiego przeciw temu, co przeczytał w tygodniku „Sieci”.

Dziadek z Wehrmachtu

Granie niemiecką kartą nie jest bynajmniej czymś nowym. Było częstym zjawiskiem w PRL i nie straciło na znaczeniu w wolnej Polsce. Na kilka dni przed II turą wyborów prezydenckich z 2005 roku ówczesny polityk PiS (a obecnie szef TVP) Jacek Kurski powiedział, że „poważne źródła na Pomorzu mówią, że dziadek Donalda Tuska zgłosił się na ochotnika do Wehrmachtu”.

O tym, że Józef Tusk nie poszedł do Wehrmachtu na ochotnika, lecz został powołany, Polacy dowiedzieli się dopiero po wyborach, w których kandydat PiS Lech Kaczyński pokonał szefa Platformy Obywatelskiej (PO) Donalda Tuska i został prezydentem państwa.

O działania na rzecz Niemiec i na niekorzyść Polski był też oskarżany zamordowany w styczniu prezydent miasta. „Adamowicz – prezydent ‘niemieckiego’ Gdańska”, zatytułował dwa lata temu portal Fronda.pl wiadomość o tym, że „na ścianie świeżo wyremontowanego budynku w centrum Gdańska zamiast napisu ‘Poczta’ pojawił się ‘Postamt’.”

Protest przeciw stygmatyzacji

Przeciwko długotrwałemu dyskredytowaniu mieszkańców Gdańska, jego władz samorządowych i wywodzących się z tego miasta osób publicznych „z tytułu rzekomej fascynacji niemieckością, uległości wobec Niemiec, reprezentowania niemieckich interesów, chęci odbudowy Wolnego Miasta” wystąpił prof. Cezary Obracht-Prondzyński z Uniwersytetu Gdańskiego.

Prezydent Gdańska: Aleksandra Dulkiewicz

Prezydent Gdańska: Aleksandra Dulkiewicz

„Stanowczo przeciwko takim praktykom protestujemy!” – napisał w petycji, pod którą w chwili jej publikacji widniało 248 podpisów, w tym 110 profesorskich. Do końca czerwca liczba sygnatariuszy sięgnęła już niemal 3500.

Drugim powodem protestu jest usiłowanie władz centralnych „dokonywać w imię partyjnych interesów i własnej wizji historii przejęcia terenów na Półwyspie Westerplatte” przy pomocy uchwalonej właśnie specustawy.

Atak nie z tej planety

– Podpisałem, ponieważ uważam, że dzisiaj takie ataki są całkowicie nie na miejscu. Że jest to jakiś dziwny powrót do czasów, które, jak się wydawało, dawno minęły – mówi prof. Krzysztof Ruchniewicz, historyk, dyrektor Centrum im. Willy’ego Brandta Uniwersytetu Wrocławskiego. – Byłem przekonany, że jesteśmy jednak mimo wszystko trochę dalej w patrzeniu na przeszłość ziem, które znalazły się w granicach państwa polskiego po roku 1945.

Proces ich przejmowania przez nowych mieszkańców nie był zdaniem wrocławskiego historyka łatwy, ale wydawało mu się, że został już zakończony.

Ruchniewicz: Dzisiaj takie ataki są całkowicie nie na miejscu

Ruchniewicz: Dzisiaj takie ataki są całkowicie nie na miejscu

– I że możemy już swobodnie, bez jakichś kompleksów dyskutować na temat przeszłości. Dlatego też ten atak na Gdańsk i na gdańszczan wydał mi się atakiem nie z tej planety – mówi prof. Ruchniewicz w rozmowie z Deutsche Welle.

Godzenie w polską rację stanu

– Nie podpisałem tego listu, choć w dużej części zgadzam się z jego treścią – tłumaczy z kolei prof. Piotr Madajczyk z Instytutu Studiów Politycznych Polskiej Akademii Nauk w Warszawie, historyk specjalizujący się w takich tematach jak stosunki polsko-niemieckie w XX wieku czy przymusowe migracje w Europie Środkowej.

Przedstawiony w liście opis sporu między państwem a miastem o Westerplatte jest jego zdaniem uproszczony. Ale stygmatyzowanie jakiejś grupy ludzi jako proniemieckiej uważa za „paskudne i godne potępienia”. To, że w dyskursie o Gdańsku i Pomorzu pojawiają się związki z Niemcami, jest jego zdaniem zupełnie normalne. One są częścią tej historii.

– Natomiast jest problemem, że próbuje się to wykorzystywać jako narzędzie walki politycznej, bo temu właśnie ta stygmatyzacja służy. Dla mnie jest to godzeniem w polską rację stanu, bo prowadzi do rozsadzania społeczeństwa od wewnątrz – tłumaczy Madajczyk, który poza tym uważa „bardzo wiele rzeczy z obecnej polityki” za słuszne.

Chcesz skomentować nasze artykuły? Dołącz do nas na facebooku! >>

Redakcja poleca